Znaczenie ciała

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 3

Ciało nie jest celem samym w sobie, lecz nietrwałym narzędziem praktyki, dlatego warto troszczyć się o nie bez przywiązania i nierealistycznych oczekiwań. Zakotwiczenie uwagi w oddechu, częściach ciała lub jego żywiołach pomaga uwolnić się od obciążających narracji, rozwijać skupienie oraz badać ból i inne doświadczenia. Zrównoważony stosunek do ciała pozwala mądrze wykorzystać je w dążeniu do trwałego szczęścia.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Wszystko w życiu jest wytworzone. Wszystko jest z czegoś złożone. I nic nie składa się samo. Złożenie wszystkiego w całość wymaga wiele wysiłku. A skoro musimy wkładać w życie tak wiele wysiłku, powinniśmy zadbać o to, by był on właściwie ukierunkowany, a nasza energia – dobrze wykorzystana. W przeciwnym razie można przez całe życie podejmować ogromny wysiłek, wykonywać mnóstwo ciężkiej, naprawdę ciężkiej pracy, a ostatecznie nie mieć niczego, co można by uznać za jej rzeczywisty owoc.

Jak wskazywał Buddha, najlepszym wykorzystaniem naszych wysiłków jest odnajdywanie tych miejsc, w których cały system wytworzeń otwiera się na coś niewytworzonego. Wszystko inne, co jest wytworzone, radził traktować jako środek. Nawet pośrednie cele na ścieżce są środkami prowadzącymi do dalszego celu, musimy więc nauczyć się patrzeć na nie właśnie w ten sposób – jak na środki. Nawet nasze relacje z innymi ludźmi należy traktować jako środki prowadzące do tego wyższego celu.

Mogłoby to zabrzmieć egoistycznie i wyrachowanie, gdyby nie fakt, że nasz cel nie przynosi nikomu żadnej krzywdy. Przyjrzyjcie się refleksjom nad czterema rekwizytami. Sam fakt, że urodziliście się z ciałem, oznacza, że zużywacie ogromne ilości pożywienia, odzieży, schronienia i lekarstw. Jedną z najżyczliwszych rzeczy, jakie możecie zrobić dla innych, jest zatem wydostanie się z tego systemu. Pomyślcie o całym cierpieniu związanym z zapewnieniem wam jedzenia, ubrania i schronienia oraz z dbaniem o wasze zdrowie – o całej pracy, począwszy od roślin: o ludziach, którzy muszą je uprawiać, kupować i przewozić, żebyście mieli co jeść. Ktoś prześledził kiedyś drogę bluzy uszytej z uzbeckiej bawełny: przez irańskie przędzalnie i południowokoreańskie fabryki, aż po magazyn sieci Gap w Kentucky. A to tylko odzież. Zanim do was trafi, parokrotnie przemierza świat – wyłącznie po to, by zaspokoić waszą potrzebę ochrony przed żywiołami. Fakt, że macie to ciało, oznacza, iż nieustannie coś zużywacie, a zaspokajanie potrzeb ciała wymaga ogromnej pracy.

Rzecz zatem w tym, jak najlepiej wykorzystać ciało, ponieważ pewnego dnia będziecie musieli je porzucić. Jeśli sami nie puścicie go spokojnie, ono was z siebie wypchnie, a zanim odejdziecie, prawdopodobnie będziecie musieli znosić choroby i wszystkie inne problemy, które pojawiają się, gdy zaczynacie tracić nad nim kontrolę: ta część ciała przestaje działać, potem tamta, pojawia się nietrzymanie moczu… Powinniście więc nauczyć się patrzeć na ciało nie jak na cel sam w sobie, lecz jak na środek, narzędzie praktyki prowadzącej do szczęścia wykraczającego poza ciało.

Jeśli oczekujecie zbyt wiele szczęścia z samego faktu posiadania ciała, stawiacie mu nierealistyczne wymagania. Podobnie jest z relacjami. Jeśli oczekujecie, że jakaś relacja zapewni wam całe szczęście, jakiego pragniecie na świecie, będzie to trudna relacja. Często, nieświadomie, właśnie taką relację mamy z własnym ciałem. Nauczcie się więc patrzeć na ciało zgodnie z jego prawdziwą naturą, aby nie być zaskoczonym, kiedy zachoruje i pod wpływem choroby zacznie zachowywać się dziwnie.

Kiedyś w Tajlandii znalazłem się w grupie mnichów odwiedzających pewnego mężczyznę w szpitalu. Zachorował na raka wątroby i nie wiedział, jak długo jeszcze będzie żył, chciał więc zgromadzić zasługę. Dlatego tam poszliśmy. Nietypowo jak na Tajlandczyka z jego pokolenia był fanatykiem sprawności fizycznej. Aż po pięćdziesiątkę szczycił się tym, że pozostał szczupły i wysportowany, podczas gdy wszyscy jego przyjaciele dorobili się brzuchów. Rozmawialiśmy o tym, jak powinien medytować, lecz on wciąż narzekał, jak bardzo wstydzi się tego, że z powodu raka wątroby brzuch mu spuchł i nie jest już w dobrej formie. Nie potrafił skupić umysłu na oddechu – wszystko dlatego, że miał nierealistyczne oczekiwania co do możliwości zachowania zdrowia przez ciało. Jeśli jednak nauczycie się oczekiwać, że ciało zachoruje bez względu na to, jak dobrze o nie dbacie, choroba nie będzie aż takim szokiem ani problemem, kiedy rzeczywiście nadejdzie.

To jeden z powodów, dla których kontemplujemy trzydzieści dwie części ciała – aby uświadomić sobie, że w ciele mogą wydarzyć się najróżniejsze rzeczy, i zrozumieć, że taka właśnie jest jego natura. Dopóki przywieracie do niego jako do czegoś własnego i jesteście z niego dumni, dopóki traktujecie jego zdrowie jako cel sam w sobie – czy to poprzez ćwiczenia, naturalne odżywianie, czy cokolwiek innego – sami przygotowujecie sobie kłopoty. Jeśli jednak postrzegacie ciało jedynie jako środek prowadzący do wyższego celu, jesteście w znacznie lepszym położeniu.

Kiedy więc zauważacie, że umysł zaczyna troszczyć się o ciało – a zadziwiające jest, jak w miarę upraszczania życia medytującego można coraz bardziej obsesyjnie zajmować się ciałem, dbając, by było zdrowe i otrzymywało właściwe pożywienie oraz lekarstwa – musicie zachować w tych kwestiach właściwe poczucie proporcji, aby móc skupić się na wykorzystywaniu ciała do innych celów. W końcu ciało jest jedną z podstaw uważności, jedną z ram odniesienia. Musicie nauczyć się być z nim w przyjaznych stosunkach. To zabawne: kontemplujemy, że jest „wypełnione wszelkiego rodzaju nieczystościami”, a jednocześnie mamy „zaprzyjaźnić się z ciałem”. Ale to ważny element przyjaźni z ludźmi: jasno dostrzegać ich wady, żeby nie wymagać od nich zbyt wiele, a zarazem dobrze wiedzieć, na czym rzeczywiście polegają ich mocne strony.

A ciało rzeczywiście ma wiele mocnych stron. Jest dobrym miejscem, w którym można przebywać. Dopóki żyjecie, możecie przyjmować je za ramę odniesienia. Jak powiedział Buddha, jest to jeden ze sposobów tworzenia dla siebie wyspy. Kiedy zbliżał się do śmierci, powiedział swoim mnichom: „Nie możecie polegać na Buddzie. Nie możecie polegać na osobie Tathāgaty, ponieważ tak jak w przypadku każdej innej osoby, również jego ciało będzie musiało odejść”. Przypomniał więc wszystkim swoim uczniom, aby sami stali się dla siebie wyspą. Powiedział: „Jak to zrobić? Przyjmijcie ciało samo w sobie za swoją ramę odniesienia, pozostając żarliwi, czujni i uważni, odkładając na bok chciwość i cierpienie związane ze światem”. To jeden z czterech sposobów tworzenia własnej wyspy. Innymi słowy, przyjmujecie ciało takim, jakim jest, tak jak go bezpośrednio doświadczacie. Jednym ze sposobów jest pozostawanie z wdechem i wydechem, z doznaniem oddechu.

Możecie też analizować trzydzieści dwie części ciała albo jego żywioły: ciepło, czyli żywioł ognia; ruch w ciele, czyli żywioł wiatru; doznania chłodu i płynności, czyli żywioł wody; oraz doznania stałości i ciężaru, czyli żywioł ziemi. Starajcie się doprowadzić je do równowagi, aby w ten sposób zakotwiczyć się w chwili obecnej.

Jednym z powodów, dla których to robimy, jest to, że wokół tych rzeczy nie powstaje zbyt wiele opowieści. Oddech ma jedną opowieść: jest wdech i wydech, jest wygodny albo nie. I tyle. Niewiele tu opowieści. A oddech doskonale rozpuszcza narracje, które umysł sam sobie snuje.

Kiedy umysł snuje swoje opowieści, sam wpada w ich sidła – niczym pająk schwytany we własną sieć. Ktoś powiedział kiedyś, że wszechświat nie składa się z atomów, lecz z opowieści. Może nie jest to prawdą w odniesieniu do fizycznego wszechświata, ale wszechświat naszego życia z pewnością składa się z opowieści. Często są to opowieści, które nas przytłaczają i przynoszą wiele cierpienia zarówno nam, jak i ludziom wokół nas. Mimo to pozwalamy sobie w nie uwikłać.

Dobrym sposobem na przecięcie tych narracji jest pozostawanie z doznaniem ciała samego w sobie, tu, w chwili obecnej. Pomaga to wyjść poza opowieści i uświadomić sobie, jak bardzo są nierzeczywiste. Jednocześnie dostrzegacie cały wysiłek wkładany w ich tworzenie. A co z nich macie? Bardzo często – cierpienie. Niektóre narracje są użyteczne, lecz ważne w tej praktyce jest to, by znaleźć się w sytuacji, w której możecie wybrać, w które narracje się zaangażować, a w które nie. W przeciwnym razie podlegacie wszystkiemu, co wytwarza umysł.

Niezależnie więc od tego, w jaki sposób zapewniacie sobie komfort w doznawaniu ciała w teraźniejszości – czy pracując z oddechem, innymi częściami ciała, czy z żywiołami – traktujcie to jak swoją wyspę, jak bezpieczne schronienie poza narracjami. Dzięki temu umysł zyskuje podstawę. Kiedy ją ma, nic nie może go przewrócić. Wydarzenia ze świata mogą was mijać, mogą przez was przechodzić, dopóki się ich nie chwytacie.

Odczuwanie ciała może stanowić szerszy kontekst dla wszystkich waszych doświadczeń świata. Kiedy macie już poczucie, że jesteście tutaj, na swojej podstawie, doświadczenia świata są jedynie widokami, dźwiękami, zapachami, smakami i doznaniami dotykowymi – a wszystko to zawiera się w kontekście ciała. Nie chodzi o zaprzeczanie ich rzeczywistości. Przyjrzyjcie się jednak na przykład swojemu doświadczeniu koloru: skąd wiecie, że niebo tam na zewnątrz naprawdę jest niebieskie dokładnie tak, jak je widzicie? Co „niebieskiego” jest w częstotliwości fal świetlnych rozpraszanych przez cząsteczki powietrza? Cała „niebieskość” tkwi jedynie w reakcjach mózgu na impulsy przesyłane przez oczy. To wszystko. Doświadczacie jej w kontekście ciała. Wszystkich przedmiotów zmysłów doświadczacie właśnie tutaj, w kontekście ciała. Kiedy to sobie uświadamiacie, kontekst ten staje się znacznie mocniejszy, a podstawa zakorzenia się głębiej. Obejmuje więcej i jest mniej podatna na zachwianie.

Ciało stanowi więc dobrą podstawę praktyki skupienia. Jest również dobrym przedmiotem praktyki wglądu, gdy rozwijamy wgląd w to, które działania są umiejętne, a które nie; które właściwości umysłu prowadzą do cierpienia, a które do jego kresu; jakie założenia przysparzają cierpienia, a jakie są częścią ścieżki. Jednym ze znaczeń słowa „saññā” są „założenia” – sposób, w jaki określamy rzeczy.

Weźmy na przykład sposób, w jaki określacie ból. Niektóre sposoby sprawiają, że ból narasta i staje się coraz większym problemem. Możecie jednak określać go inaczej, tak by przeciąć te problemy. Jeden ze sposobów radzenia sobie z bólem – kiedy umysł już się uspokoi i potrafi rzeczywiście mu się przyjrzeć, nie czując się zagrożonym – polega na dokładnym rozpoznaniu, które doznania są doznaniami bólu, a które doznaniami ciała, czyli znów czterema żywiołami: stałością, ciepłem, chłodem i ruchem.

Mamy skłonność do zlepiania tego wszystkiego w jedną całość. Kiedy jednak zaczynacie ją rozkładać i postrzegać jako konkretne, odrębne doznania, dostrzegacie, jak ulotny jest ból – podobnie jak przyjemność. Właściwe doznania ciała trwają dłużej, natomiast doznania bólu pojawiają się i znikają, pojawiają się i znikają, raz za razem, czasem bardzo szybko. Nawet w części ciała, która wydaje się jedną wielką bryłą bólu, możecie zacząć wyodrębniać poszczególne doznania, aby sprawdzić, które dokładnie z nich jest bólem, a które są innymi doznaniami – ciepłem, stałością – w jakiś sposób przyklejonymi do bólu przez wasz sposób ich określania. Kiedy określacie je inaczej, przestają być ze sobą zlepione. Zamiast postrzegać biodro, plecy czy nogę jako jedną wielką masę bólu, uświadamiacie sobie, że są tam tylko ulotne doznania bólu wraz z innymi ulotnymi doznaniami. Dzięki temu ból staje się znacznie mniej groźny. Pokazuje to również moc waszych postrzeżeń: to, co uważaliście za coś z góry danego, było w istocie czymś, co sami zlepiliście. Skłania to do przyjrzenia się całemu procesowi określania rzeczy przez umysł także w innych dziedzinach.

We wszystkich tych przypadkach korzystacie więc z ciała jako pomocy w praktyce, której celem jest dążenie do prawdziwego szczęścia. Jeśli traktujecie ciało jako cel sam w sobie, ogromnie was rozczaruje. Jeśli jednak nauczycie się posługiwać nim jak narzędziem, szczęście płynące z mądrego korzystania z niego będzie stawało się coraz trwalsze i pewniejsze. W miarę jak osiągacie w ten sposób większą samodzielność, coraz mniej opieracie się na innych ludziach. Wasze wysiłki przynoszą więcej szczęścia zarówno wam, jak i ludziom wokół was, ponieważ rzadziej przytłaczacie wszystkich swoimi zbędnymi ciężarami.

Rozwijanie zrównoważonego stosunku do ciała jest zatem bardzo ważną częścią praktyki. Aby osiągnąć tę równowagę, posługujemy się różnymi narzędziami: jedne podkreślają wady ciała, inne – jego znaczenie. Zamiast mówić, że jedne narzędzia wam się podobają, a innych nie lubicie, pamiętajcie, że każde z nich ma swoją funkcję, swój czas i swoje miejsce. Im większą liczbą narzędzi nauczycie się sprawnie posługiwać, tym lepiej, ponieważ będziecie mieli narzędzia na każdą sytuację – bez względu na to, co się pojawi.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
The Meaning of the Body
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.