Wylizywanie się do czysta

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 3

Medytacja oddechu jest umiejętnością rozwijaną poprzez cierpliwe eksperymentowanie, obserwowanie rezultatów i uczenie się na błędach. Praktykujący powinien stopniowo uwrażliwiać się na ciało i umysł, rozpoznawać właściwą miarę wysiłku oraz brać odpowiedzialność za ocenę własnych doświadczeń. Dzięki pragnieniu praktyki, wytrwałości, uważności i pomysłowości rozwija wnikliwość oraz warunki sprzyjające skupieniu i ustaniu cierpienia.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Buddha powiedział kiedyś, że jednym z warunków skupienia jest poczucie wygody, swobody i dobrostanu – zarówno fizycznego, jak i umysłowego. Jednym z powodów, dla których recytujemy teksty o miłującej dobroci, współczuciu, współradości i równowadze umysłu, jest wzbudzenie w umyśle poczucia dobrostanu. Warto myśleć z miłującą dobrocią. Takie myśli są przyjemne. Przynoszą umysłowi ulgę. Nie musisz z nikim walczyć ani wyrównywać dawnych rachunków. Dobrze jest myśleć dobre myśli. Pomaga ci to wejść w odpowiedni nastrój do medytacji.

Jeśli chodzi o ciało, zacznij od postawy. Siedź prosto. Nie pochylaj się ani nie garb. Trzymaj plecy prosto, ale swobodnie. Następnie zajmij się oddechem. Czy oddech jest przyjemny? Zwróć uwagę, gdzie dokładnie go odczuwasz – w których częściach ciała pojawiają się doznania, dzięki którym wiesz, że właśnie robisz wdech, a teraz wydech. Jak odczuwasz te doznania? Czy są napięte, ograniczone? Jeśli tak, pomyśl, że nieco się rozluźniają. A może napinają się w określonym momencie cyklu oddechowego? Możesz wtedy skrócić albo wydłużyć oddech.

Podejdź do tego tak jak do każdej innej umiejętności. Uczysz się na własnych błędach. Jedną z pierwszych rzeczy, jakich dowiadujesz się podczas pracy z oddechem, jest to, że brakuje ci wprawy. Masz skłonność do wywierania na niego zbyt dużego nacisku. Podchodzisz do niego ze zbytnią potrzebą kontroli albo ze zbyt dużym napięciem. Nie oznacza to jednak, że masz przestać z nim pracować. Przypomina to pierwszy raz, kiedy siadasz do fortepianu i uświadamiasz sobie, że nie potrafisz zagrać Beethovena. Można na to zareagować na trzy sposoby. Pierwszy to wstać i już nigdy nie dotknąć fortepianu. Drugi to bez końca grać „4′33″” – utwór Johna Cage’a, w którym po prostu siedzisz przy fortepianie i nic nie robisz. Trzeci zaś to ćwiczyć dalej, zaczynając od prostych utworów. Uczysz się słuchać własnej gry i dostrzegać, co możesz poprawić. Stopniowo grasz coraz lepiej, aż w końcu „potrafisz” zagrać Beethovena. W ten sposób gra na fortepianie staje się umiejętnością. Tak rozwija się każdą umiejętność. Badasz granicę między tym, co możesz kontrolować, a tym, czego nie możesz.

Robisz to, próbując czegoś tu, poprawiając coś tam. Wiesz, że prawdopodobnie popełnisz błędy, ale nie martwisz się nimi zanadto, bo się na nich uczysz. Z czasem coraz wyraźniej wyczuwasz, kiedy kontroli jest za dużo, a kiedy za mało, i rozwijasz szeroki wachlarz technik. Gdy w ciele pojawia się ból, jak najlepiej oddychać? Jak oddychać, gdy jesteś zmęczony? Jak oddychać, gdy jesteś spięty? Możesz to wszystko badać.

Sedno polega na tym, że dzięki takim próbom rozwijasz własną wrażliwość na to, co działa, a co nie. Twoje kryteria oceny stają się coraz bardziej subtelne. W ten sposób w praktyce rozwija się wnikliwość. Nie chodzi o to, by przeczytać kilka książek, zaczerpnąć z nich parę pomysłów, a następnie sklonować według nich swój umysł, tak aby postrzegać rzeczy zgodnie z książkowymi opisami. To nie jest wnikliwość. W ten sposób jedynie nakładasz kolejną warstwę postrzegania na te, które już masz. Wnikliwość rodzi się ze zdolności obserwowania umysłu w działaniu oraz wyczuwania, kiedy jego działania przynoszą dobre rezultaty, a kiedy nie. Musisz być własnym sędzią. Innymi słowy, zamiast zrzucać całą odpowiedzialność na teksty albo nauczycieli, podejmujesz się nauczyć trafnie oceniać własne działania.

Ajaan Fuang powiedział kiedyś, że medytujący przypominają małe szczenięta. Wychodzą się załatwić, po czym biegną do matek, żeby te je wylizały do czysta. Same jeszcze nie nauczyły się tego robić. Jako medytujący musisz więc nauczyć się samemu wylizywać do czysta. Jeśli coś pójdzie źle, naucz się podnosić, otrzepywać i dochodzić do tego, co poszło nie tak. Weź odpowiedzialność za swoją medytację. Weź odpowiedzialność za swoje wglądy. Tak właśnie postępował Buddha. Tak musi postępować każdy medytujący.

Jeśli pójdziesz do nauczyciela i opowiesz mu o pewnym doświadczeniu, a on uzna je za określony poziom jhāny albo wglądu, czy możesz być tego pewien? Czy naprawdę chcesz powierzać takie oceny komuś innemu? A może wolisz nauczyć się oceniać samodzielnie, aby móc sobie zaufać? Jeśli pozwolisz innym dokonywać oceny, zawsze pozostanie pewna wątpliwość: czy wiedzą, co mówią? Jednocześnie uwalniasz się od wszelkiej odpowiedzialności. Wnikliwość staje się „ich” obowiązkiem, nie twoim. Dla medytującego nie jest to właściwa postawa. Musisz nauczyć się patrzeć i próbować różnych rzeczy.

Jak to jest na przykład pozwolić oddechowi po prostu przychodzić i odchodzić we własnym rytmie? Co wtedy zrobi? Naucz się go obserwować. Potem sprawdź, jak delikatnie go pokierować i o czym myśleć, żeby stał się przyjemniejszy. Następnie naucz się oceniać rezultaty. Tak rozwija się wnikliwość i tak medytacja staje się umiejętnością. W miarę jak nabierasz w niej wprawy, stajesz się coraz bardziej wyczulony na choćby najmniejszy dyskomfort, zarówno w ciele, jak i w umyśle. W ten sposób dostrzegasz Cztery Szlachetne Prawdy. Dostrzegasz cierpienie i widzisz, jak powstaje; łączysz je z własnymi działaniami. Widzisz, co robisz albo czego nie robisz, dzięki czemu cierpienie ustępuje.

Traktuj więc medytację jak eksperyment, jak coś, czego próbujesz. Starasz się dowieść hipotezy, że możesz położyć kres cierpieniu. Naukowcy lubią, gdy ich hipotezy zostają potwierdzone, lecz dobrzy naukowcy potrafią przyznać, że tak się nie stało – że eksperyment dowiódł czegoś innego. Przyjmujesz to jako zdobyte doświadczenie i próbujesz ponownie.

Instrukcje medytacji oddechu wymagają wnikliwości, a zarazem ćwiczenia samego siebie. Aby wyszkolić się w jakiejkolwiek umiejętności, potrzebujesz pragnienia – pragnienia, by rzeczywiście podjąć praktykę – i musisz je otwarcie oraz uczciwie uznać. Nie próbuj zaprzeczać, że istnieje. Po prostu naucz się umiejętnie z niego korzystać.

Następnie potrzebna jest wytrwałość. Trzymaj się praktyki. Próbuj raz za razem, wciąż od nowa. Wytrwałość nie jest jednak wyłącznie kwestią liczby poświęconych na to godzin. Musisz również być uważny i bardzo starannie przyglądać się temu, co robisz i jakie przynosi to rezultaty. Na koniec musisz korzystać ze swojej inteligencji, czyli wykazywać się pomysłowością i wnikliwie rozpoznawać, co działa, co nie i jak możesz to poprawić. Te cztery właściwości nazywa się podstawami powodzenia. Są niezbędne do opanowania każdej umiejętności.

Podejdź więc do medytacji jak do umiejętności. Przypomnij sobie, jak w przeszłości uczyłeś się różnych rzeczy. Mogła to być muzyka, sztuka, sport, stolarstwo – cokolwiek. Jak zabrałeś się do opanowania tej umiejętności? Często popełniałeś błędy. Dostrzegałeś je, ale się nie poddawałeś. Wracałeś i próbowałeś od nowa, starając się zauważyć, co zrobiłeś źle, co dobrze, co zadziałało, a co nie. Z czasem twoje ręce – początkowo zupełnie niezgrabne – stopniowo stawały się prawdziwie ludzkimi rękami: rękami stolarza, rękami skrzypka. Twój umysł zaś stawał się umysłem rzemieślnika. Dochodziłeś do punktu, w którym nie musiałeś już biec do kogoś innego, żeby ocenił, czy zrobiłeś coś dobrze. Sam zaczynałeś to wiedzieć. Właśnie wtedy naprawdę opanowywałeś daną umiejętność.

Ta sama zasada dotyczy oddechu. Tak wielką część życia spędzamy, tracąc wrażliwość na energię oddechu w ciele – na to, jak naprawdę odczuwamy ciało od wewnątrz. Byliśmy tak pochłonięci poznawaniem innych, zewnętrznych rzeczy, że aby zrobić dla nich miejsce, odcięliśmy ten obszar świadomości. Teraz pora się cofnąć i ponownie uwrażliwić na ten obszar: zobaczyć, jak go odczuwasz i jak twoje wyobrażenia o tym, co robi oddech, wpływają na jego rzeczywisty przepływ przez ciało. Eksperymentuj, aby przekonać się, jak możesz pracować zarówno z oddechem, jak i z jego postrzeganiem, żeby uczynić go przyjemniejszym. Dzięki temu zyskasz warunek konieczny, by umysł mógł się uspokoić i skupić: poczucie swobody i dobrostanu. Czujesz, jak przez siedzące tutaj ciało swobodnie przepływa energia. Nic jej nie blokuje. Krew zdaje się docierać do wszystkich części ciała. Twoje skupienie w tym nie przeszkadza. Dobrze się czujesz, po prostu tutaj siedząc. Nacisk, jaki wywierasz na chwilę obecną, jest w sam raz: ani za lekki, ani za mocny. To przychodzi wraz z praktyką.

Zwracaj więc baczną uwagę na to, co robisz, bo właśnie w ten sposób się uczysz. Właśnie w ten sposób medytacja staje się twoja.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
Licking Yourself Clean
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.