Święci się nie smucą
Mowa pokazuje, że wyrzeczenie, powściągliwość i reguły praktyki nie muszą być ograniczeniem, lecz mogą stać się drogą do wolności. Thanissaro Bhikkhu wyjaśnia, że skupienie umysłu, ochrona zmysłów i puszczanie przywiązań uwalniają od ciężarów, które zwykle bierzemy za źródło szczęścia. Zachęca, by zaufać nauce Buddhy i sprawdzić w praktyce, że mądrze podjęte wyrzeczenie ma smak uwolnienia.
Nagranie
Tekst mowy
Jedną z najtrudniejszych, a zarazem najważniejszych zasad w praktyce jest to, co Buddha nazwał „uczeniem się widzenia wyrzeczenia jako wolności”.
Dla większości z nas wyrzeczenie wydaje się ograniczeniem – jak wtedy, gdy próbujesz skłonić umysł, by skupił się na oddechu. Zanim podejmiesz taką decyzję, umysł wcale nie wydaje się ograniczony, nie wydaje się mieć żadnych gwałtownych zachcianek ani skłonności do chaosu czy samowoli. Ale nagle, gdy tylko każesz mu pozostać przy oddechu, znajduje mnóstwo innych miejsc, do których chciałby pójść. Narzeka, że jest ściskany, że został uwiązany. Musisz nauczyć się „nie” słuchać tych narzekań, ponieważ – jak wyjaśnia Buddha – kiedy umysł naprawdę osiada przy jednym przedmiocie, zostaje uwolniony od wielu ograniczeń i ciężarów.
Buddha opisuje postęp przez kolejne etapy skupienia jako stopniowe uwalnianie. Już samo to, że umysł stale pozostaje przy oddechu, oznacza uwolnienie od nieumiejętnych stanów umysłu, uwolnienie od pragnień zmysłowych. To stan wolności, ale pewna część umysłu nie widzi tego w ten sposób. A ta część umysłu otrzymuje wiele zachęty ze świata zewnętrznego, po części dlatego, że innym ludziom opłaca się, byśmy byli przykuci do naszych pragnień zmysłowych. Gdy już jesteśmy do nich przykuci, mają haczyk, dzięki któremu mogą nam coś sprzedać, skłonić nas do kupowania – a nasze pragnienia chętnie z tym współpracują.
Nie ufamy impulsowi prowadzącemu ku celibatowi, ku wyrzeczeniu. Jakiś czas temu rozmawiałem z praktykującym zen – przyznaję, kimś niezbyt zaawansowanym – o rozwiązywaniu konfliktów we wspólnocie i zwróciłem uwagę, że posiadanie Vinayi jako naszej normy jest bardzo wyzwalające. Dla niego była to niezwykła myśl – że reguły mogą wyzwalać. Powiedział, że częścią jego poszukiwań było „nauczenie się widzenia poza regułami, tak aby nie być przez nie ograniczonym. Jak więc reguły mogłyby wyzwalać?”. Odpowiedziałem: „Po pierwsze, nie musimy tydzień po tygodniu siedzieć i dyskutować, jakie będą normy zachowania we wspólnocie. Wszystko jest ustalone. Da się żyć według tych norm, są ludzkie. Dlatego fakt, że normy są już ustanowione, uwalnia nam dużo więcej czasu na praktykę”.
A to tylko bardzo podstawowy przykład. Są też inne sposoby, w jakie reguły wyzwalają. Kultura popularna lubi słuchać o mnichach i mniszkach, którzy mają trudności ze swoimi ślubowaniami i ostatecznie albo zrzucają szaty, albo dają wyraz swoim pragnieniom w dziwny i pokrętny sposób. Ma to pokazywać, że są skrępowani i ograniczeni przez swoje reguły, że naprawdę brakuje im rzeczy, z których zrezygnowali. Właśnie to kultura popularna lubi słyszeć – że oferuje nam wszystkie naprawdę dobre rzeczy w życiu, a alternatywy są fałszywe. Kiedy jednak naprawdę posmakujesz, jak to jest doprowadzić umysł do uspokojenia bez konieczności tęsknego uganiania się za innymi rzeczami, odkryjesz, jak bardzo jest to wyzwalające. Kiedy widzisz korzyści, coraz chętniej puszczasz rzeczy, do których zwykle jesteś przywiązany, wybierając wolność niebycia przywiązanym.
Ten impuls, by nie ufać zasadzie wyrzeczenia, nie jest tylko kwestią amerykańską czy zachodnią. Sięga daleko w historię buddyzmu. Na przykład istnieje mahāyānistyczny pogląd, według którego arahanci utknęli w ograniczonej Nibbānie. Zwolennicy Mahāyāny uważają, że bodhisattvowie mają więcej wolności, ponieważ – jak mówią – stoją jedną stopą w obu światach.
Tymczasem Nibbāna jest przeciwieństwem utknięcia. Po pierwsze, nie jest miejscem. A gdy nie ma miejsca, nie ma też gdzie utknąć. Po drugie, osoba, która osiąga Nibbānę, jest całkowicie nieokreślona, bez jakichkolwiek ograniczeń. Z zewnątrz wygląda to niezachęcająco, ale z perspektywy rzeczywistego doświadczenia praktyki – uczenia się puszczania, puszczania, puszczania i bycia coraz mniej określanym przez to, tamto czy inne przywiązanie – przynosi ogromne poczucie wolności.
Kiedy więc trwamy przy swoich wysiłkach, by pozostać przy oddechu, by pozostać przy jednej rzeczy, pamiętajmy: trzymamy się, ale nie utknęliśmy. Nie jesteśmy ograniczani. Uczymy się porzucać ograniczenia, uczymy się wydostawać z kajdan, które stały się tak znajome, że nauczyliśmy się nie ufać myśli, iż ktokolwiek mógłby być szczęśliwy poza nimi. Ale wolność poza tymi kajdanami jest właśnie tym, o czym mówi Buddha. Wszystkie jego nauki zmierzają w tym kierunku. Powiedział, że wszystkie jego nauki mają jeden smak. Tak jak ocean ma smak soli – gdziekolwiek w oceanie się znajdziesz, woda smakuje słono – tak gdziekolwiek spojrzysz w jego naukach, znajdziesz smak wolności, smak uwolnienia.
Nawet kiedy naucza powściągliwości zmysłów, robi to po to, by wyzwolić umysł od wszystkich nieumiejętnych stanów, które powstałyby, gdybyś nie był ostrożny. Mówi, że jeśli nie uważasz na to, jak patrzysz na rzeczy, jak ich słuchasz, jak je wąchasz, smakujesz, dotykasz, wtedy umysł jest atakowany. Doznaje krzywdy ze strony przedmiotów zmysłów. Dla wielu ludzi taki stopień powściągliwości brzmi jak ograniczenie, ale kiedy doprowadzisz umysł do stanu skupienia, w którym nie doznaje on w ten sposób krzywdy, uświadamiasz sobie wynikające z tego poczucie wolności, poczucie ulgi.
Tak więc duża część praktyki sprowadza się do gotowości, by zaufać słowom Buddhy mimo całego naszego lęku przed tym, jak mogłoby wyglądać wyrzekanie się rzeczy, porzucanie ich, zachowywanie powściągliwości. Nasze z góry przyjęte wyobrażenie mówi, że jest to bardzo ograniczające, i – jak głosi piosenka – „święci są tak nieszczęśliwi, że płaczą i się smucą. Wolę śmiać się z grzesznikami, niż smucić się ze świętymi”.
Cóż, grzesznicy nie śmieją się zbyt długo – a święci się nie smucą: są całkowicie wolni.
Zrób więc w swojej wyobraźni miejsce na taką możliwość: że wyrzeczenie naprawdę jest wolnością, kiedy podejmujesz je mądrze, kiedy robisz to po to, by się uczyć i rozumieć. Otwórz wyobraźnię na możliwość, że Buddha miał rację – że wszystkie te praktyki i reguły naprawdę mają smak wolności.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- The Saints Don’t Grieve
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.