Środkowy charakter Ścieżki
Droga Środka polega na rozwijaniu wrażliwości na to, jaki sposób praktyki jest odpowiedni w danej chwili. Uczymy się równoważyć działanie z obserwacją, wysiłek z wycofaniem, a także korzystać z obecnego poziomu skupienia i wnikliwości bez zniechęcania się błędami. Stopniowe rozpoznawanie skutków własnych działań pozwala coraz subtelniej dostrzegać cierpienie wytwarzane przez umysł i odnajdywać właściwy środek Ścieżki.
Nagranie
Tekst mowy
Ścieżkę, którą podążamy, można pod pewnym względem nazwać treningiem wrażliwości – uczymy się coraz wyraźniej dostrzegać, w jaki sposób umysł sam przysparza sobie cierpienia. Kiedy uporasz się z jedną warstwą jawnego cierpienia i ją usuniesz, znajdujesz pod nią następną, subtelniejszą. W znacznej mierze właśnie na tym polega trening wnikliwości: przechodzimy od warstw oczywistych ku bardziej subtelnym, starając się przy tym nie schodzić ze Ścieżki. Buddha nazwał ją Drogą Środka, a rozwijanie wyczucia tego, gdzie leży środek, czyli równowaga, stanowi dużą część naszego treningu wnikliwości.
Jeśli kiedykolwiek obserwowałeś wagę, wiesz, że jej dwie szale nie pozostają przez cały czas w równowadze. Wahają się w obie strony, zanim ją osiągną. Musimy nauczyć się spodziewać tego samego w praktyce. Czasami przechylasz się zbyt daleko w lewo, a potem zbyt daleko w prawo – i tak raz w jedną, raz w drugą stronę, zanim osiągniesz jakąkolwiek równowagę. Duża część mądrości i wnikliwości rozwijanych na Ścieżce polega na tym, by nauczyć się radzić sobie z tym ciągłym wahaniem. Obierasz w praktyce określony kierunek, po czym odkrywasz, że zaszedłeś zbyt daleko. Musisz zawrócić i pójść w przeciwną stronę, ale często okazuje się, że i tam posunąłeś się za daleko, więc znów trzeba zawrócić – i tak tam i z powrotem. Mądrość polega na tym, by nauczyć się radzić sobie z tym wahaniem i nie zniechęcać się nim, lecz rozumieć, że na błędach można się czegoś nauczyć. Jeśli będziesz się na nich uczyć, w końcu osiągniesz równowagę i nauczysz się szybko ją odzyskiwać, ilekroć zostanie zachwiana w którąkolwiek stronę.
Drugi aspekt środkowego charakteru Ścieżki polega na tym, że to, co robisz, jest odpowiednie do tego, co się pojawia. Innymi słowy, nie oznacza to, że przez cały czas należy wkładać w praktykę jedynie umiarkowany wysiłek. Czasami wysiłek musi być duży, a czasami bardzo, bardzo subtelny. Opanowanie tej umiejętności także wymaga wrażliwości.
Buddha mówił kiedyś o dwóch rodzajach Właściwego Wysiłku. Jak stwierdził, z niektórymi rodzajami cierpienia trzeba sobie radzić naprawdę usilnym wysiłkiem; inne wymagają jedynie obserwacji. Tę lekcję możemy przyswoić sobie, pracując z oddechem. Czasami rzeczywiście można poradzić sobie z pewnymi przejawami dyskomfortu w oddechu oraz rozluźnić wzorce napięcia w ciele dzięki eksperymentowaniu: próbując tego i owego, wydłużając lub skracając oddech, pogłębiając go albo spłycając, zmieniając swoje wyobrażenie oddechu. Czasami jednak trafiasz na mur. Nic, co robisz, zdaje się nie pomagać. Im bardziej ingerujesz w oddech, tym większy panuje w nim zamęt. Albo działasz zbyt ciężką ręką, albo nazbyt drobiazgowo oceniasz, jaki oddech jest dla ciebie wystarczająco dobry. Wtedy musisz się wycofać i przez jakiś czas po prostu obserwować, aby zobaczyć, czy problem tkwi w oddechu, czy w umyśle.
Nie wyciągaj też zbyt pochopnych wniosków. Kiedy dostrzeżesz możliwość, która zdaje się mieć sens – być może można odrobinę zmienić to, a odrobinę tamto – możesz znów zacząć ingerować w oddech. Eksperymentuj. Jeśli próby nie przynoszą skutku, wróć do samej obserwacji. Praktyka przebiega właśnie tak: tam i z powrotem.
Duża część wnikliwości rozwijanej na Ścieżce bierze się z poznawania skrajności: tego, jak daleko możesz się posunąć oraz kiedy musisz przestać i przez pewien czas jedynie obserwować, starając się robić jak najmniej. Jeśli oddech wydaje się nazbyt splątany – im bardziej nad nim pracujesz, tym gorzej się dzieje – powiedz sobie po prostu: „Nie będę oddychać. Jeśli ciało chce oddychać, niech robi to samo, ale ja nie będę w tym uczestniczyć”. Zobacz, co się stanie. Oczywiście ciało będzie musiało oddychać. Pozwól mu przez jakiś czas oddychać bez twojej ingerencji. Następnie obserwuj taki oddech, aż zaczniesz wyczuwać, jaki jest.
Czasami problem dotyczy tego, jak głęboko potrafisz uspokoić umysł. Przy danym poziomie skupienia i uważności być może na razie możesz uspokoić go tylko trochę, a jednak chcesz czegoś więcej. To ci nie wystarcza, zwłaszcza jeśli w przeszłości miewałeś lepsze medytacje. Obecna medytacja nie dorównuje tamtym, więc próbujesz popychać, popychać i jeszcze raz popychać umysł, aby wrócił do dawnego poziomu. Czasami ci się to udaje, a czasami nie, ponieważ samo popychanie może być częścią problemu. Jeśli zaś przez pewien czas nie praktykowałeś, wrażliwość umysłu nie jest już taka jak dawniej – zwłaszcza wrażliwość na to, co sam robisz. Gdy tak się dzieje, uspokój umysł przynajmniej trochę i przez pewien czas pozostań na tym poziomie. Może nie jest idealnie, ale jest wystarczająco dobrze. Potem obserwuj. Jeśli dostrzeżesz, że sam wywołujesz jakąś postać napięcia lub cierpienia, możesz ją porzucić. To przeniesie cię na kolejny poziom wrażliwości. Pozostań na nim przez pewien czas, a następnie znów po prostu obserwuj.
Środkowy charakter Drogi Środka oznacza więc w istocie, że to, co robisz, jest odpowiednie do danych okoliczności. Nie ma sztywnych reguł mówiących, że w ogóle nie wolno ingerować w oddech, że trzeba ingerować w niego bezustannie ani że zawsze trzeba dążyć do coraz głębszych poziomów skupienia. Czasami musisz nauczyć się zadowalać tym, co masz.
Znacie opowieść o głupiej, niedoświadczonej krowie. Ma piękną łąkę i dobrą wodę, ale spogląda na drugą górę i mówi sobie: „O, trawa tam też wygląda całkiem nieźle. Ciekawe, jak smakuje tamtejsza woda”. Aby się jednak tam dostać, musi zejść do wąwozu. Głupia, niedoświadczona krowa schodzi więc do wąwozu, ale właśnie dlatego, że jest głupia i niedoświadczona, grzęźnie w nim. Nie potrafi nawet wrócić na swoją pierwotną łąkę, a co dopiero przedostać się na drugą stronę.
Oznacza to, że gdy osiągniesz poziom skupienia i komfortu w oddechu, który wydaje się w porządku, pozostań przy nim przez jakiś czas. Zobacz, czy potrafisz go utrzymać. Obserwuj go. Nie próbuj zbyt usilnie go poprawiać, dopóki jasno nie zobaczysz, że jest w nim napięcie, dyskomfort czy poruszenie, których naprawdę nie musi tam być. Wtedy możesz porzucić to poruszenie, ponieważ wyciszenie pozwala ci widzieć. Pozwala między innymi dostrzec właśnie to, co wymaga korekty.
Te dwie rzeczy idą więc w parze – działanie i obserwowanie – i musi panować między nimi równowaga. Przypomina to chodzenie. Najłatwiej iść, stawiając najpierw jedną stopę, a potem drugą. Jest to znacznie łatwiejsze niż próba poruszania się podskokami tylko na prawej albo tylko na lewej nodze. Właśnie to utrzymuje Ścieżkę pośrodku: odnajdywanie równowagi pomiędzy działaniem a obserwacją. Nie chodzi jednak o równowagę rozumianą jako odrobina wysiłku i odrobina obserwacji, lecz o to, by wiedzieć, które z nich jest w danej chwili odpowiednie, ponieważ potrzebujesz obu. Czasami jedno jest potrzebne bardziej niż drugie – niczym waga, która waha się w obie strony, zanim osiągnie doskonałą równowagę.
Jak powiedział kiedyś Ajaan Chah, w praktyce posuwamy się po omacku. Lubimy sądzić, że mamy przed sobą pełną mapę całej drogi, ale gdybyśmy znali ją w całości i gdyby nasza mapa była zupełnie doskonała, już znajdowalibyśmy się u kresu Ścieżki. Mapa, którą mamy, jest tylko szkicem, dlatego musimy odnajdywać drogę po omacku. To gotowość do posuwania się w ten sposób i uczenia się na własnych błędach rozwija twoją mądrość i wnikliwość.
Czasami uświadomienie sobie, jak mało masz mądrości i wnikliwości, może nieco ostudzić twoje wyobrażenie o sobie, ale cóż możesz zrobić? Korzystasz z tego, co masz. Nie możesz zdobyć więcej, jeśli nie zaczniesz korzystać z tego, czym już dysponujesz. To tak jak z pójściem na siłownię. Chcesz tam ćwiczyć, ale czujesz skrępowanie, ponieważ twoje ciało jest słabe, podczas gdy wszyscy inni są sprawni i silni. Jeśli jednak ulegniesz skrępowaniu, nigdy nie pójdziesz ćwiczyć. Zabierasz więc na siłownię takie ciało, jakie masz, i właśnie je ćwiczysz. Dopiero wtedy stanie się takim ciałem, jakiego pragniesz.
Podobnie, jeśli masz tylko odrobinę wnikliwości i odrobinę skupienia, wykorzystaj to, co masz. Dopiero gdy zaczniesz z nich korzystać, będą mogły się rozwinąć. Zadowalaj się tym, co masz – nie w tym sensie, że zamierzasz pozostać w tym miejscu na zawsze, lecz w tym, że właśnie takie są twoje surowce i narzędzia, którymi dysponujesz. Chcesz mieć duże mięśnie, ale masz tylko małe. Nie możesz czekać, aż mięśnie urosną, i dopiero wtedy zacząć ćwiczyć. Ćwicz te małe mięśnie, które już masz. To z nich powstają duże. Musisz zacząć tam, gdzie jesteś. Jasne rozpoznawanie tego, czym dysponujesz, stanowi dużą część tego, czego uczysz się w toku praktyki.
Bywa, że praktyka celowo stawia cię w sytuacjach, w których docierasz do kresu swoich możliwości i musisz wykazać się pomysłowością, aby odkryć, co zrobić dalej. Jak mówił Ajaan Fuang, gdyby wszystko podawano ci na tacy, nigdy nie rozwinąłbyś wnikliwości. To właśnie dzięki poddawaniu jej próbie, przyznawaniu się do błędów, uczeniu się na nich i coraz jaśniejszemu rozpoznawaniu tego, czym dokładnie tutaj dysponujesz, Ścieżka się przed tobą otwiera.
Buddha opisywał Nibbānę jako bezpośrednio widoczną – „sandiṭṭhiko” – właśnie tutaj, w tej chwili. Przypomnijcie sobie jednak czas tuż po jego Przebudzeniu, gdy zastanawiał się, czy powinien nauczać. Czuł zniechęcenie, ponieważ Nibbāna była tak subtelna. Zastanawiał się, jak mógłby kogokolwiek nauczać i jak ktokolwiek mógłby nauczyć się tego, co miał do przekazania. Uświadomił sobie jednak, że ludzi można do niej doprowadzić krok po kroku. Dlatego nasza Ścieżka jest stopniowa; przebywamy ją krok po kroku, w miarę jak stajemy się coraz bardziej wrażliwi na to, co robimy, oraz na skutki naszych działań, a dzięki temu stopniowo coraz wyraźniej dostrzegamy to, co naprawdę jest obecne właśnie tutaj. Pracując nad tym zagadnieniem – nad środkowym charakterem Ścieżki, nad tym, co jest odpowiednie w tej chwili ze względu na poziom naszego skupienia, nad tym, kiedy trwać przy czymś, a kiedy wywrzeć nieco większy nacisk – stajemy się coraz bardziej wrażliwi na to, co dzieje się właśnie tutaj. Dążąc do odnalezienia środka Ścieżki, rozwijamy wnikliwość. Pamiętajcie też, że duża część wnikliwości polega na dostrzeganiu, jak głupi byliście, bo tylko w ten sposób możecie zmądrzeć.
Obrazem Ścieżki jest zatem szelf kontynentalny u wybrzeży Indii: długie, łagodne zbocze, po którym następuje nagły uskok. Wszystkim nam podoba się idea nagłego uskoku – chwilowego wglądu, który w jednym przebłysku odsłania wszystko – lecz nie można dotrzeć do uskoku bez podążania łagodnym zboczem i stopniowego rozwijania coraz subtelniejszej wrażliwości. Duża część tej subtelności polega na dostrzeganiu, gdzie dokładnie leży środek Drogi Środka.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- The Middleness of the Path
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.