Rozradowywanie umysłu
Mowa omawia rozradowywanie umysłu jako ważną umiejętność w medytacji, szczególnie wtedy, gdy praktyka staje się sucha, ciężka lub zniechęcająca. Thanissaro Bhikkhu wskazuje na różne sposoby podnoszenia umysłu: kontemplację Buddhy, Dhammy, Saṅghi, własnej szczodrości i moralności, a także twórczą pracę z oddechem. Podkreśla, że radość można odnajdywać w każdym umiejętnym działaniu, nawet prostym i codziennym, jeśli wspiera ono ścieżkę i chroni przed przygnębieniem.
Nagranie
Tekst mowy
Rozradowywanie umysłu. To ważna umiejętność w medytacji. Buddha wymienia ją jako jeden z podstawowych kroków uważności oddechu. Jeśli twoja medytacja staje się sucha, zaczyna się zacierać jak silnik bez smaru. Trzeba więc dbać o to, by umysł był dobrze „nasmarowany” i odświeżony w trakcie praktyki.
Jest na to wiele sposobów. Ajaan Lee podaje porównanie do rodzica, który słyszy płacz dziecka i wie, kiedy wynieść je na świeże powietrze, kiedy dać mu coś do zabawy, a kiedy je nakarmić. Innymi słowy, uczysz się rozpoznawać płacz i patrzeć na to, co dziecko robi, żeby zorientować się, co trzeba zrobić, by przywrócić mu dobry nastrój. Umysł bardzo przypomina dziecko – od czasu do czasu trzeba zatroszczyć się o jego nastroje.
Jednym ze sposobów jest odłożenie na jakiś czas oddechu i skupienie się na innych kontemplacjach zalecanych przez Buddhę: kontemplacji Buddhy, kontemplacji Dhammy, kontemplacji Saṅghi.
Przy kontemplacji Buddhy przypominasz sobie, że podążasz ścieżką wyznaczoną przez kogoś, kto był całkowicie wolny od skalań umysłu – kto nie miał własnych ukrytych celów ani idei, które forsowałby tylko po to, by zadowolić albo usatysfakcjonować samego siebie. Odkrył to, co działa, i nauczał tego wprost.
Gdzie indziej na świecie znajdziesz coś takiego? Jednym z powodów, dla których dekonstrukcjonizm jest tak rozpowszechniony na uniwersytetach, jest to, że ludzie często wysuwają jakąś ideę, bo chcą mieć władzę nad innymi, chcą wpływać na nich tak, by postępowali w sposób, który im odpowiada. Celem dekonstrukcjonizmu jest przejrzenie tych ukrytych zamiarów. Jednak w przypadku Buddhy wszystko, o co prosił, to żeby ludzie praktykowali Dhammę zgodnie z Dhammą. W noc jego śmierci, kiedy devy śpiewały pieśni oraz zrzucały kwiaty i kadzidło na jego cześć, powiedział: „To nie jest sposób oddawania czci Buddzie. Sposobem oddawania czci jest praktykowanie Dhammy zgodnie z Dhammą” – co oznacza praktykę dla beznamiętności, praktykę dla rozwiania złudzeń wobec rzeczy, praktykę dla uwolnienia. Innymi słowy, okazujesz cześć Buddzie, zyskując dla siebie uwolnienie od cierpienia. Tylko o to prosił. Jego motywy były pełne największego współczucia. Kiedy więc zniechęcasz się ścieżką, pomyśl o innych ścieżkach, którymi mógłbyś podążać w życiu, i uświadom sobie, że nie ma niczego podobnego do tej. Nawet jeśli nie dotarłeś jeszcze do końca ścieżki, wciąż jest to dobra ścieżka, którą warto iść.
To samo odnosi się do kontemplacji Dhammy. Pomyśl o wszystkich dobrych rzeczach, które Dhamma każe ci rozwijać w sobie. Oczywiście bycie na ścieżce oznacza, że nie są one jeszcze w pełni rozwinięte, ale przynajmniej zmierzasz we właściwym kierunku; twoja trajektoria prowadzi we właściwe miejsce. Buddha mówi o żalu, który bierze się z tego, że nie osiągnąłeś jeszcze celu na ścieżce, ale powiedział: spójrz, to o wiele lepsze niż żal płynący z braku widoków, dźwięków, zapachów, smaków czy doznań dotykowych, które lubisz – taki żal nazywa „żalem człowieka świeckiego”. A dokąd ten żal prowadzi? Prowadzi ludzi do zmagań, walki i chwytania rzeczy, które i tak prześlizgną im się przez palce. Natomiast żal wynikający z bycia na ścieżce nie powoduje konfliktów i prowadzi we właściwym kierunku. Już sama ta myśl powinna zachęcać cię do dalszej praktyki. Problem pojawia się tylko wtedy, gdy żal staje się zbyt ciężki, gdy zniechęcenie staje się zbyt ciężkie – wtedy trzeba rozradować umysł, rozważając wszystkie dobre rzeczy, które zrobiłeś jako część ścieżki.
A ścieżka prosi cię, byś robił tylko dobre rzeczy: rzeczy, z których możesz być dumny, rzeczy, które odczuwa się jako szlachetne i honorowe. Praktykując Dhammę, nie jesteś proszony o kompromis wobec swoich ideałów. Przeciwnie, jesteś proszony, by podnieść swoje ideały na wyższy poziom.
Jest też kontemplacja Saṅghi. Kiedy twój umysł wydaje się pełen skalań, przypomnij sobie, że członkowie Szlachetnej Saṅghi byli kiedyś dokładnie w tym samym miejscu, w którym ty jesteś. A ludzie wszelkiego rodzaju – mężczyźni, kobiety, dzieci, bogaci, biedni, wykształceni, niewykształceni, zdrowi, chorzy – potrafili odnaleźć w sobie siły potrzebne do przezwyciężenia własnych słabości. Jeśli masz długi, suchy okres na swojej ścieżce, poczytaj Therīgāthy i Theragāthy, gdzie mnisi i mniszki opowiadają o długich suchych okresach we własnej praktyce: trzydziestu latach albo więcej. A jednak w końcu i tak osiągnęli Przebudzenie. Możesz więc czerpać z tego otuchę.
Jest też kontemplacja własnej szczodrości, własnej moralności – wszystkich dobrych rzeczy, które zrobiłeś, podążając ścieżką. To zasadna kontemplacja, również dobra do rozradowywania umysłu.
Jeśli chodzi o kontemplację devów: nie oznacza to, że siedzisz i myślisz o devach. Myślisz o cechach, które czynią człowieka devą. Pierwsza to poczucie moralnego wstydu, które odczuwasz, gdy myślisz o zrobieniu czegoś poniżej swojej godności, uświadamiając sobie, że jesteś lepszym człowiekiem niż ktoś, kto by tak postąpił. Druga to obawa przed konsekwencjami nieumiejętnych działań – co oznacza, że masz dobrze zintegrowane poczucie siebie i potrafisz odmówić sobie natychmiastowej przyjemności, która przyniosłaby długofalowe złe skutki, na rzecz działań, które teraz mogą nie być tak przyjemne, ale w przyszłości doprowadzą do dobrych rezultatów. To są cechy, które czynią ludzi devami, a ty masz je w sobie. To pomaga rozradować umysł.
W Kanonie jest opowieść o mnichu siedzącym w lesie w świąteczną noc. W oddali słyszy ludzi grających muzykę i dobrze się bawiących, i czuje się bardzo zniechęcony. Oto on, nieszczęśliwy, siedzi samotnie w lesie, podczas gdy wszyscy inni świetnie się bawią. Wtedy przychodzi deva i mówi: „Spójrz, jest wielu ludzi, którzy naprawdę ci zazdroszczą, bo widzą, dokąd zmierzasz; jeśli zaś chodzi o tamtych ludzi, którzy dobrze się bawią, ich życie donikąd nie zmierza”.
Kiedy więc ścieżka zaczyna zniechęcać, a umysł zaczyna czuć się suchy, możesz myśleć o tych rzeczach, żeby przypomnieć sobie, że jesteś na dobrej ścieżce. Może to długa ścieżka, ale o wiele lepiej być na niej niż nie być na żadnej ścieżce albo być na ścieżce, która wymaga kompromisów wobec twoich ideałów, wobec twojego poczucia tego, co właściwe i honorowe, a potem daje szczęście, które śmieje ci się w twarz i ucieka.
Innym dobrym sposobem rozradowania umysłu jest oddech: znajdowanie sposobów oddychania, które dają ciału i umysłowi poczucie ulgi, dobrostanu i odświeżenia tu, w chwili obecnej. Nie bój się tych odczuć, myśląc, że są przywiązaniem. Oczywiście, że będziesz się do nich przywiązywał – ale lepiej być przywiązanym do dobrych rzeczy niż do rzeczy, które wzburzają umysł w szkodliwy sposób. Na początku te odczucia odświeżenia i radosnego uniesienia przychodzą i odchodzą pozornie bez żadnego wzorca. Z czasem jednak zaczynasz rozumieć, że mają pewien wzorzec. Kiedy coraz lepiej je poznajesz, możesz sięgać do nich coraz bardziej regularnie.
Innym sposobem rozradowywania umysłu za pomocą oddechu jest badanie różnych sposobów oddychania. Spróbuj pomyśleć o takim sposobie oddychania, o jakim nigdy wcześniej nie myślałeś, i zobacz, co robi z poczuciem ciała. Pomyśl, że energia oddechu nie przychodzi z zewnątrz, lecz wypływa od środka. Albo oddychaj różnymi częściami ciała: oddychaj nogami, oddychaj rękami, oddychaj palcami. Zauważ, która część ciała była zaniedbaną pasierbicą – pozbawioną energii oddechu – i skup się na tym, by dać jej tyle energii oddechu i uwagi, ile możesz. Innymi słowy, użyj wyobraźni. Jeśli czujesz w ciele wzorce napięcia, wyobraź sobie wielki nóż, który przechodzi przez nie, żeby przeciąć, przeciąć, przeciąć, przeciąć, przeciąć wszystkie wzorce napięcia.
Innymi słowy, użyj tu wyobraźni – nie po to, by odpłynąć w światy fantazji, lecz po to, by zbadać pewne możliwości dostępne w chwili obecnej. Spróbuj pomyśleć o jakichś niemożliwych sposobach oddychania, a potem ich spróbuj – bo w ten sposób możesz się wiele nauczyć o swoim ciele: co naprawdę jest możliwe, a co nie. To jak czytanie o fizyce kwantowej. Niektóre rzeczy zauważone w eksperymentach, na ile da się to ocenić, można wyjaśnić tylko wtedy, gdy dopuści się myśl, że pewne cząstki cofają się w czasie. Takie wyjaśnienie wymagało prawdziwego skoku wyobraźni. W świecie jest tak wiele rzeczy sprzecznych z intuicją. Twoje poczucie ciała tu, w chwili obecnej, także ma wiele potencjałów sprzecznych z intuicją. Jeśli idziesz tylko za swoją zwykłą intuicją, widzisz tylko tyle: to, czego spodziewasz się zobaczyć. Sprawdź, czy możesz zaskoczyć samego siebie nowymi sposobami myślenia o oddechu.
Jest więc wiele różnych sposobów rozradowywania umysłu. Jak powiedział Ajaan Lee, to jak bycie dobrym rodzicem. Trzeba mieć w zanadrzu wiele różnych sztuczek. Jeśli dziecko płacze, a ty za każdym razem tylko je karmisz, skończysz z grubym, marudnym dzieckiem. Czasem dziecko musi pójść do łazienki, czasem po prostu się nudzi, czasem potrzebuje świeżego powietrza, zmiany otoczenia.
Jeśli wszystko inne zawodzi i nic w medytacji nie wydaje się cię rozweselać, wyjdź i pochodź przez chwilę. Znajdź sobie jakąś małą pracę do zrobienia. Zauważ w klasztorze miejsce, które nie jest czyste, gdzie rzeczy leżą w nieładzie, i doprowadź je do porządku. Innymi słowy, naucz się znajdować radość w robieniu umiejętnych rzeczy wszelkiego rodzaju.
Ajaan Fuang powiedział kiedyś, że gdy był młodym mnichem, unikał prac budowlanych wokół klasztoru. Pomagał trochę, a potem wymykał się, żeby medytować. Ajaan Lee nic o tym nie mówił aż do czasu, gdy przygotowywali się do buddyjskiego roku 2500, a Ajaan Lee miał zorganizować wielką uroczystość w Wat Asokaram. Pewnego dnia powiedział do Ajaana Fuanga: „Jeśli mi nie pomożesz, to wiesz, umrę”. Ajaan Fuang pomyślał więc o tym przez chwilę i w końcu powiedział sobie: „Cóż, praca budowlana w klasztorze jest formą umiejętnego działania. Jeśli umrę z młotkiem i piłą w rękach – no cóż, przynajmniej używałem młotka i piły do dobrych rzeczy”.
Bądź więc kimś, kto zawsze szuka czegoś umiejętnego do zrobienia, bo to życie jest tak krótkie. Jeśli spędzasz czas po prostu w przygnębieniu albo zniechęceniu, marnujesz tak wiele okazji do czynienia dobra. Na świecie jest tak wiele dobra, które trzeba zrobić. Zaczynając od małych rzeczy, jak utrzymywanie otoczenia w czystości i porządku, i idąc dalej: wszystko to jest wartościowe. Jest tak wiele sposobów, by rozradować umysł.
W jednej z mów Ajaana Lee jest historia o starszej kobiecie, która poszła do klasztoru i zauważyła, że ścieżki do medytacji chodzonej nie były dobrze zamiecione. Zamiotła je więc i przygotowała wodę do mycia stóp. Już to wystarczyło, by poczuła się pogodnie. Tak się złożyło, że w drodze do domu dostała ataku serca i zmarła. Następne, co sobie uświadomiła, to że jest devą – po prostu dzięki pogodzie ducha, która zrodziła się z utrzymania czystości wokół siebie. Ta historia ilustruje ważną zasadę: wszystko, co możesz zrobić, by rozradować umysł w zdrowy i umiejętny sposób, jest częścią twojego repertuaru jako dobrego medytującego.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Gladdening the Mind
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.