Nawyki postrzegania
Mowa wyjaśnia, jak nawykowe sposoby postrzegania siebie i świata przyczyniają się do powstawania napięcia i cierpienia. Praktyka polega na ujmowaniu doświadczenia w ramach Czterech Szlachetnych Prawd, obserwowaniu pojawiania się i przemijania zjawisk oraz badaniu skutków własnych działań i intencji. Rozwijając uważność i skupienie, można porzucać nieumiejętne nawyki, wybierać korzystniejsze sposoby postrzegania i stopniowo uwalniać się od cierpienia.
Nagranie
Tekst mowy
Co masz tutaj, w chwili obecnej? Masz ciało, masz oddech, masz myśli i masz świadomość. Ale przynosisz ze sobą również wiele nawyków. W istocie to właśnie one stanowią główny problem w medytacji. Gdybyś nie miał pewnych nawyków postrzegania, nie stwarzałbyś sobie teraz cierpienia. Być może nie wydaje ci się, że szczególnie cierpisz, lecz zawsze stwarzasz sobie jakieś napięcie wskutek braku umiejętności. I właśnie to staramy się odkryć podczas medytacji.
Część bagażu, który wnosisz w chwilę obecną, składa się ze spraw zebranych w ciągu dnia: z tego, co ktoś powiedział, co ktoś inny zrobił, a także z tego, co sam powiedziałeś lub zrobiłeś. Niekiedy zachowujesz się jak śmieciarz zbierający odpadki z całego dnia. Jeśli w ciągu najbliższej godziny chcesz zaznać choć odrobiny spokoju, musisz je wyrzucić.
Problem sięga jednak głębiej. Gdyby chodziło tylko o to, mógłbyś odejść i zamieszkać samotnie, żeby nie musieć obcować z ludźmi – i byłoby po wszystkim. Ale tak nie jest. Kiedy odchodzisz, by żyć samotnie, nawyki umysłu zaczynają urastać do jeszcze większych rozmiarów. Im mniej masz kontaktu z ludźmi, tym łatwiej twoje nawyki wymykają się spod kontroli. Żyjąc samotnie, możesz wpaść w naprawdę dziwne pętle sprzężenia zwrotnego.
Dlatego Buddha przedstawia mapy i udziela wskazówek, jak przerwać te pętle sprzężenia zwrotnego i zrozumieć, w jaki sposób twoje postrzeganie kształtuje rzeczy, prowadząc do cierpienia. Pokazuje również, jak postrzegać rzeczy na nowo, aby położyć kres tym nawykom i przeciąć to cierpienie. Dzięki temu ostatecznie, kiedy pojawia się postrzeganie oddechu albo jakikolwiek inny bodziec zmysłowy w chwili obecnej, nie dodajesz do niego cierpienia. Sam bodziec jest jedynym zakłóceniem. Nie ma chciwości, gniewu ani złudzenia, które zaburzałyby ten proces.
Jak powiedział Buddha, cały problem sprowadza się do niewiedzy. Niewiedzy o czym? O Czterech Szlachetnych Prawdach – i nie chodzi mu o to, że nie czytaliśmy o Czterech Szlachetnych Prawdach. Wszyscy tutaj o nich czytaliśmy i rozmyślaliśmy. Niewiedza oznacza, że nie widzimy rzeczy „w kategoriach” Czterech Szlachetnych Prawd. Widzimy je inaczej, przede wszystkim przez pryzmat naszego poczucia siebie, poczucia tego, co do nas należy, oraz poczucia rzeczywistości zewnętrznego świata – tego, co tam istnieje, a co nie. Kiedy zawierzymy tym sposobom postrzegania, stajemy się ich niewolnikami. Nasze wyobrażenie o obiektywnej rzeczywistości nakłada na nas wiele nakazów. Podobnie nasze wyobrażenie o tym, kim jesteśmy – i to właśnie te nakazy sprawiają, że cierpimy.
Buddha uczy nas więc podawać te sposoby postrzegania w wątpliwość. W pewnym fragmencie mówi o tym, że ludzie są niewolnikami dwoistości, biegunowego przeciwstawienia istnienia i nieistnienia: czy świat zewnętrzny naprawdę istnieje? Czy naprawdę nie istnieje? Radzi nam nauczyć się unikać tej biegunowości, po prostu obserwując, jak rzeczy pojawiają się i przemijają w chwili obecnej. Pozostań właśnie na tym poziomie i nie wdawaj się w rozważania, czy za samym doświadczeniem pojawiania się i przemijania kryje się cokolwiek jeszcze.
Najlepiej zaś zrobić to, przyjmując określoną ramę. Temu właśnie służą cztery ustanowienia uważności, czyli cztery ramy odniesienia: dają ci ramę, dzięki której wydarzenia tego świata nie zmiatają cię z nóg. Postrzegaj rzeczy w ramach ciała, doznań, stanów umysłu lub właściwości umysłu, samych w sobie. Uczyń je swoimi ramami odniesienia – tak jak teraz, gdy zajmujesz się oddechem: po prostu oddechem, który wpływa i wypływa. W tym kontekście myśli mają znaczenie tylko o tyle, o ile odciągają cię od oddechu albo przy nim pozostawiają. Kiedy tu siedzisz, najlepiej, by liczyło się tylko to jedno: jak myśli oddziałują na oddech. Wspieraj te, które pomagają ci przy nim pozostać. Puszczaj te, które cię od niego odciągają.
Mówiąc słowami Buddhy, porzucasz chciwość i strapienie w odniesieniu do świata – przy czym świat oznacza tutaj świat zmysłów. Dopiero gdy porzucisz chciwość i strapienie w odniesieniu do tych rzeczy, możesz przyjrzeć się temu, jak ich bezpośrednio doświadczasz. Zobacz, jak widoki, dźwięki, zapachy, smaki i wrażenia dotykowe są doświadczane właśnie tutaj, w chwili obecnej, same w sobie. Jeśli potrafisz obserwować, jak pojawiają się i przemijają po prostu same w sobie, cała kwestia tego, co istnieje na zewnątrz, a co tam nie istnieje, schodzi na bok. Gdy obserwujesz pojawianie się rzeczy, nie przychodzi ci na myśl, że niczego tam nie ma. Gdy obserwujesz ich przemijanie, nie przychodzi ci również na myśl, że istnieje tam coś trwałego, nieprzemijającego i niezależnego od ciebie. Widzisz, że istnienie i nieistnienie stają się problemem tylko wtedy, gdy sam czynisz je problemem.
Buddha nie mówi, że rzeczy istnieją albo nie istnieją na zewnątrz. Chodzi tylko o to, że w tym stanie umysłu takie pytanie w ogóle się nie pojawia. I właśnie ten stan umysłu chcesz rozwijać, ponieważ wówczas pozostaje jedynie kwestia pojawiania się i przemijania napięcia i cierpienia. To ustawia cię bezpośrednio w zgodzie z Czterema Szlachetnymi Prawdami i wynikającymi z nich nakazami: zrozumieć cierpienie, porzucić jego przyczynę, urzeczywistnić jego ustanie oraz rozwinąć ścieżkę prowadzącą do tego ustania. W przeciwieństwie do nakazów świata nakazy te wyzwalają – dlatego warto je przyjąć.
Pierwszym z nich jest zrozumienie cierpienia, abyś mógł zacząć dostrzegać, co robisz, że cierpienie się pojawia. To skupia cię na rzeczywistym zadaniu, które stoi przed tobą. Zaczynasz dostrzegać, jak umysł wytwarza światy, i zdajesz sobie sprawę, że świat, który postrzegasz na zewnątrz, jest w istocie twoją własną konstrukcją umysłową.
Masz wiele różnych konstrukcji umysłowych dotyczących zewnętrznego świata. Czasami myślisz o świecie w kategoriach geologicznych, czasami kosmicznych czy astronomicznych, a czasami po prostu w kategoriach własnej osobistej opowieści, dzień po dniu. Istnieje wiele różnych poziomów, przydatnych do rozmaitych celów. Chcesz wprowadzić umysł w taki stan, by móc wybierać, jaki obraz świata jest użyteczny właśnie tutaj i teraz, aby nie być niewolnikiem nakazów narzucanych przez te różne obrazy.
Tak samo jest z twoim pojęciem siebie: czy istnieje jakieś „ja”? Czy go nie ma? Buddha mówi: „Nie pytaj”. Tak wiele w naszym życiu zależy od wyobrażenia o tym, kim jesteśmy. Jeśli naprawdę przyjrzysz się pojawianiu się i przemijaniu poczucia siebie i dostrzeżesz, że jest ono konstrukcją tak samo jak twoje poczucie świata, znajdziesz się w znacznie lepszym położeniu. Możesz korzystać z różnych wyobrażeń o sobie, aby funkcjonować na różne sposoby, a potem je porzucać, gdy przestaną być użyteczne. Wszystko to jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy twoją podstawową ramą pozostają pytania: co powoduje cierpienie, jakie działanie go nie powoduje i jakie działanie prowadzi do jego kresu? To podstawowa rama Czterech Szlachetnych Prawd: postrzeganie własnego doświadczenia w ich kategoriach, zamiast w kategoriach świata lub „ja”. Wtedy możesz postrzegać podejmowane przez siebie działania – wytworzenia, których dokonujesz: cielesne, werbalne i umysłowe – po prostu jako strategie: użyteczne albo nie, umiejętne albo nie, zgodne z nakazami tych czterech prawd albo nie.
I to wyzwala. Z jednej strony odkrywasz, że możesz działać o wiele umiejętniej, gdy otwierasz się na możliwość, że masz do wyboru więcej sposobów postępowania, niż sobie wyobrażałeś. Jeśli masz bardzo wyraźne wyobrażenie o tym, kim jesteś albo jakiego rodzaju jesteś człowiekiem, ograniczasz to, co możesz zrobić. Jeśli masz bardzo sztywne wyobrażenia o zewnętrznym świecie, one również ograniczają to, co możesz uczynić, by położyć kres cierpieniu i napięciu.
Podczas medytacji staramy się więc stworzyć sobie ramę odniesienia, z której możemy podać w wątpliwość nasze nawykowe wyobrażenia o świecie i o sobie oraz zobaczyć, że jedne i drugie są wytworzeniami powstałymi z tego, jak patrzymy na rzeczy, jak kierujemy na nie uwagę i jak je postrzegamy. Podobnie jest z zamiarami opartymi na tych sposobach patrzenia na świat i na siebie: możemy zacząć je kwestionować, szukać innych możliwości i poddawać je próbie, kierując się przede wszystkim tym, co możemy zrobić, by położyć kres całemu cierpieniu, które stwarzamy przez nasze nieumiejętne zamiary.
Kiedy patrzysz na swoje doświadczenie w tych kategoriach – stale pytając, co robisz i jakie przynosi to rezultaty – możesz otworzyć się na całkiem nowe wymiary we własnym wnętrzu. Możesz użyć swojej pomysłowości, aby odkryć nowe sposoby działania, nowe sposoby odnoszenia się do własnego postrzegania świata oraz nowe sposoby odnoszenia się do własnego postrzegania siebie. Uwolnią cię one od napięcia i cierpienia, które w głębi duszy uznajesz za nieodłączną część bycia człowiekiem. W dużej mierze właśnie o tym jest nauczanie Buddhy: o uwalnianiu cię od ograniczeń, które sam na siebie nakładasz.
Pomyśl o wszystkich ludziach, którzy mówili młodemu księciu Siddhatthcie, że nie może położyć kresu cierpieniu. „Najlepsi ludzie w dziejach świata wszyscy cierpieli w ten sposób – mówili – więc kim jesteś, by twierdzić, że nie jest to konieczne?”. Mimo to książę uznał, że musi istnieć inna droga. Potrafił sobie wyobrazić, że inna droga jest możliwa, i miał dość odwagi, by poświęcić życie sprawdzeniu, czy rzeczywiście tak jest. W końcu odkrył, że to, co pojmował jako możliwość, nie było jedynie wytworem wyobraźni. Było rzeczywistością. Otworzyło to przed całą ludzkością ogromny, nowy zakres możliwości tego, co człowiek może uczynić.
Weźmy na przykład jego analizę czterech rodzajów działania. Większość ludzi pomyślałaby tylko o pierwszych trzech: o działaniach, które w zwyczajnym biegu świata przynoszą dobre skutki; o tych, które przynoszą złe skutki; oraz o tych, które przynoszą skutki mieszane. Buddha odkrył jednak, że istnieje jeszcze inny rodzaj działania – taki, który prowadzi do kresu działania i do kresu cierpienia. To było jego wielkie odkrycie.
Zauważ, że odkrył pewien rodzaj „działania”, opartego na określonych poglądach, określonych sposobach postrzegania i patrzenia na doświadczenie, a następnie na konsekwentnym postępowaniu zgodnie z nimi. Dlatego podczas praktyki medytacji pamiętaj, że postrzeganie i uwaga – sposób, w jaki postrzegamy rzeczy, oraz pytania, które zadajemy na temat tego, co postrzegamy – są dwiema głównymi kwestiami, na których musimy się skupić.
To jeden z powodów, dla których kładziemy tak duży nacisk na skupienie: poszczególne poziomy skupienia są osiągnięciami postrzegania. Czy potrafisz utrzymać określony sposób postrzegania, aby umysł mógł się w nim naprawdę ustabilizować? Zobacz, jak wpływa to na twoje doświadczenie. Co dzieje się z fizycznym odczuwaniem oddechu, gdy trzymasz się postrzegania oddechu jako wypełniającego całe ciało? Co się dzieje, gdy postrzegasz oddech jako mogący wpływać do ciała i wypływać z niego w dowolnym miejscu? Jaki wpływ ma to na umysł? Kiedy dochodzisz do bezforemnych sposobów postrzegania, takich jak nieskończona przestrzeń, zapytaj: co w obszarze twojego doświadczenia właśnie tutaj odpowiada nieskończonej przestrzeni, nieskończonej świadomości, nicości oraz ani postrzeganiu, ani niepostrzeganiu? Badamy te rzeczy, aby ujrzeć moc postrzegania, tak byśmy ostatecznie mogli je puścić.
Dlatego podczas medytacji i w ciągu całego dnia bardzo ważne jest, byś skupiał się na tym, jak postrzegasz rzeczy. Możesz zacząć po prostu od tego, jak postrzegasz swoje kontakty z innymi ludźmi. Zauważ, jak wiele z tego, jak widzisz daną sytuację, jest właśnie tym – twoim sposobem postrzegania. Mówimy o śmieciach, które zbieramy w ciągu dnia: jak wiele z nich sami wytworzyliśmy? Mówiąc zupełnie dosadnie: jak wiele z nich to po prostu twoje własne gówno, które wszędzie ze sobą nosisz? Nie znaczy to, że inni ludzie nie postępują źle, skandalicznie czy potwornie. Tacy ludzie naprawdę istnieją na świecie. Gdyby jednak twój spokój umysłu był całkowicie zależny od tego, czy wszyscy inni będą się właściwie zachowywać, stałbyś się ich niewolnikiem. Nigdy byś się nie wyzwolił. Jak jednak powiedział Buddha, cierpienie możemy przezwyciężyć własnym wysiłkiem. Oznacza to, że musimy przyjrzeć się cierpieniu, które sami sobie stwarzamy. To, co robią inni, jest ich odpowiedzialnością. Nie musi na nas wpływać.
Jeśli zaś chodzi o bagaż, który nosimy ze sobą: gdybyśmy przed osiągnięciem Przebudzenia musieli wrócić i naprawić wszystkie okropne rzeczy, które zrobiliśmy w przeszłości, nigdy byśmy nie skończyli. Okazuje się jednak, że wystarczy nauczyć się porzucać dawne nawyki, aby Przebudzenie stało się możliwe. W końcu cierpienie, którego doświadczasz właśnie teraz, jest połączeniem tego, co pochodzi z przeszłości, i tego, co robisz w tej chwili – łącznie z tym, jak teraz postrzegasz rzeczy.
W instrukcjach medytacyjnych często pojawia się obraz zapalenia światła, od którego znika ciemność. Bez względu na to, przez ile eonów panowała ciemność, wystarczy raz zapalić światło – i to jest jej kres. Musisz jedynie pracować nad tym, jak postrzegasz rzeczy w chwili obecnej. Kiedy wreszcie wszystko zaskoczy, nie będziesz musiał przejmować się tym, co mówią ci inni; nie będziesz musiał martwić się światem ani sobą; nie będziesz musiał niepokoić się tym, co zrobiłeś w przeszłości. Nauczysz się bowiem nowego nawyku, rozwiniesz nową umiejętność. A rozwinięcie tej nowej umiejętności zmienia wszystko.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Habits of Perception
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.