Myślenie nuklearne
Mowa wyjaśnia, jak w medytacji uczyć się właściwego obchodzenia z myślami: myśleć wtedy, gdy jest to potrzebne, i nie dawać się porwać myśleniu, gdy przeszkadza w skupieniu. Praktycznym kierunkiem jest rozwijanie szerokiej świadomości całego ciała opartej na oddechu, dzięki której myśli mogą się pojawiać i znikać, nie przejmując umysłu. Takie skupienie pozwala wcześniej dostrzegać zaczątki poruszeń i utrzymywać większą kontrolę nad procesem myślenia.
Nagranie
Tekst mowy
Myśli przychodzą i odchodzą, ale my wciąż próbujemy sprawić, by zostały. W istocie staliśmy się w tym całkiem dobrzy. Bez tego nawyku nie potrafilibyśmy mówić, prowadzić rozmów ani przemyśleć czegokolwiek do końca. Ten nawyk ma więc swoje zastosowania, ale ma też swoje wady. Może nas obciążać wszelkiego rodzaju cierpieniem i napięciem, kiedy umysł zapędza się za daleko w swoim myśleniu.
Umiejętność w medytacji polega na tym, by nauczyć się myśleć wtedy, gdy chcesz, i nie myśleć wtedy, gdy nie chcesz. Nie chodzi o wprowadzanie się w całkowicie pusty stan, w którym żadna myśl nigdy nie jest możliwa. Jednocześnie nie chodzi też o nieustanne myślenie. Chodzi o nauczenie się właściwego czasu i miejsca dla swoich myśli.
Problem polega na tym, że umysł wciąż wytwarza myśli w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu – myśli, których nie chcesz, a mimo to one przychodzą. Czasem wydaje się, że im mniej ich chcesz, tym natarczywiej się pojawiają. To pokazuje, że zostawiłeś im jakieś wejście. Zanim jednak zobaczysz to wejście i odkryjesz dokładnie, co robisz, że wpuszczasz te myśli, i co w tobie jest nimi zafascynowane, musisz uspokoić umysł tak bardzo, jak potrafisz. Dlatego w medytacji istnieje rytm między okresami, kiedy chcesz utrzymać umysł w możliwie największym wyciszeniu, a okresami, kiedy chcesz badać i dociekać. Praktyka ma swój rytm. Umysł także ma swoje rytmy. Czasem wydaje się, że w umyśle nic się nie dzieje; innym razem zdaje się, że nie ma w nim nic poza zamętem. Umiejętność w praktyce polega na tym, by nauczyć się korzystać z takiego poziomu skupienia, jaki akurat masz, żeby radzić sobie tam, gdzie akurat znajdujesz się w rytmie umysłu. W okresach, gdy myśli wydają się nieliczne i rzadkie, nie możesz pozwolić sobie na samozadowolenie. Buduj swoje skupienie tak solidnie, jak potrafisz, żeby wtedy, gdy kolejna fala naprawdę obsesyjnego myślenia zaleje umysł, mieć mocniejsze narzędzia do radzenia sobie z nią, mocniejsze narzędzia, by nie dać się porwać.
Kiedy myśli się pojawiają, przypominaj sobie, że zawsze istnieje jakaś część umysłu, która nie jest zaangażowana w myślenie. Łatwiej to sobie uświadomić, kiedy pracowałeś nad rozwinięciem szerokiej ramy odniesienia dla swojego skupienia. Gdy oddech stanie się wygodny, od razu go rozszerz i pozwól, by to przyjemne odczucie rozeszło się po innych częściach ciała. Przyzwyczaj się do tej poszerzonej ramy, bo w przeciwnym razie, jeśli twój umysł jest całkowicie jednopunktowy, skupiony na świadomości tylko jednego małego punktu ciała, łatwo go przewrócić. Jedna myśl może się pojawić i bez większego wysiłku całkowicie przytłoczyć ten jeden mały punkt. Nagle odkrywasz, że twoje skupienie zostało zniszczone, a umysł rozprysnął się we wszystkie strony.
Jeśli jednak obszar twojej świadomości ma szerszą podstawę – od stóp aż po głowę, dookoła całego ciała – i jeśli myślisz o swojej świadomości jak o porowatej przestrzeni, wtedy myśli, gdy przychodzą i odchodzą, mają przestrzeń, przez którą mogą przejść, nie uderzając w nic. Po prostu wychodzą drugą stroną. W ten sposób twoje skupienie nie zostaje przewrócone przez myśli – zarówno dlatego, że jest rozległe, jak i dlatego, że nie wystawia powierzchni oporu. Możesz taką powierzchnię wystawić, jeśli chcesz, i czasem jest to mądre, ale czasem zdaje się to czynić myśli jeszcze bardziej krnąbrnymi. Jeśli więc musisz je wpuścić, dobrze, wpuść je – ale potem po prostu pozwól im odejść.
Pomyśl o ciele jak o wielkim polu energii. Nie ma tam nic stałego. Pojawia się myśl i nie ma o co uderzyć, więc wychodzi drugą stroną. W ten sposób zaczynasz sobie uświadamiać, że w myśleniu nie ma niczego, czego koniecznie musiałbyś się bać. Masz wybór: możesz skupiać się na swoich myślach albo nie, jak wolisz. Kiedy zdajesz sobie sprawę, że zawsze masz inne miejsce, na którym możesz się skupić, możesz panować nad swoim myśleniem. Po prostu wracasz do trybu tej poszerzonej świadomości i tam pozostajesz, pozwalając myślom zaniknąć samym z siebie.
Nie myśl jednak, że ta poszerzona świadomość jest Nieuwarunkowanym, o którym mówił Buddha. Jest ona raczej bliższa temu, co miał na myśli, używając słowa „dhātu”, które oznacza właściwość. W czasach Buddhy mówiono o różnych właściwościach składających się na ciało, o różnych właściwościach znajdujących się w umyśle. Podstawowa idea stojąca za pojęciem dhātu, czyli właściwości, jest bliższa naszemu słowu „potencjał”. Istnieje potencjał, który daje początek rzeczom, kiedy zostaje pobudzony, zakłócony albo sprowokowany. Gdy nie ma prowokacji, wszystko pozostaje bardzo nieruchome. Tak wyjaśniano ogień. Mówiono, że potencjał ognia tkwi w stanie uśpienia we wszystkim. Jeśli pobudzisz go odrobiną tarcia z patyczka do rozniecania ognia – albo dziś zapałką – porusza to potencjał ognia i wybucha płomień. Ale nawet gdy nie jest pobudzony, potencjał nadal tam jest.
Umysł jest podobny. Wydaje się, że w każdej małej komórce ciała istnieje potencjał myślenia. W każdej drobince twojej świadomości istnieje potencjał pojawienia się myśli, jeśli zostanie sprowokowany. Kiedy w umyśle jest cicho i pusto, dzieje się tak po prostu dlatego, że nic nie zostało sprowokowane. Nie znaczy to, że nie ma możliwości, by pojawiło się coś nowego. Znaczy to tylko, że nic nie zostało pobudzone. Czasem wraz z tym wyciszeniem pojawia się silne poczucie światła i znowu: nie jest to światło Nieuwarunkowanego. To światło tych potencjałów, ich energia, po prostu czekająca na sprowokowanie.
Dlatego nawet kiedy wydaje się, że w umyśle nic się nie dzieje, nie popadaj w samozadowolenie. Staraj się rozwijać swoje skupienie jeszcze dalej. Rozwijaj to poczucie przestrzeni, aż staniesz się w nim naprawdę biegły, tak żebyś mógł je utrzymywać przez cały czas. Rozwijaj 360-stopniowe poczucie świadomości, tak abyś szybko dostrzegał, gdy coś rzeczywiście zostaje sprowokowane. Jakaś część ciebie powie: „Och, myślałem, że niczego tam nie ma”, ale potencjał zakłócenia był tam przez cały czas.
To jak dzieci w klasie – przynajmniej dawniej, kiedy nauczyciele mieli jeszcze pewien autorytet. Dopóki nauczyciel był w klasie, dzieci siedziały cicho. Czekały, aż nauczyciel wyjdzie z sali, i dopiero wtedy zaczynały biegać. Kiedy nauczyciel wracał, siadały i znów robiły się ciche.
Mój starszy brat opowiada historię z czasów, gdy był w szkole podstawowej. Miał naprawdę bystrą nauczycielkę, panią Lane. Pewnego dnia wyszła z klasy i zeszła na dół do toalety, żeby zapalić. Dzieci oczywiście zaczęły biegać po klasie, aż usłyszały, że wraca po schodach. Wtedy wszyscy usiedli bardzo cicho – z wyjątkiem mojego brata, który był tak podekscytowany, że dalej biegał. Oczywiście został przyłapany. Później, po lekcji, pani Lane wzięła go na bok i powiedziała: „Słuchaj, Galen. Musisz się nauczyć, jak być sprytnym. Nasłuchuj, kiedy wchodzę po schodach, i wtedy przestań biegać”. Była bystrą nauczycielką. Choć była na dole w toalecie, wiedziała, co dzieje się na górze. Ale była też mądra. Sposób, w jaki do niego mówiła, dał mojemu bratu poczucie, że jest po jego stronie. Wiedziała, że chce się trochę pobawić, i pokazywała mu, jak robić to w nieszkodliwy sposób.
Uważność i czujność są jak nauczyciele umysłu, a ty musisz je wytrenować, by były bystre i mądre. Kiedy uważność wsparta czujnością wypełnia ciało, wypełnia twoją świadomość, wtedy twoje przypadkowe myśli bardzo się wyciszają. Ale twoje myśli są przebiegłe. Gdy tylko uważność choć trochę się ześlizgnie, w kącie formuje się nowa myśl. Potem rozprzestrzenia się, by wypełnić wszystkie obszary porzucone przez twoją uważną świadomość. Jeśli jednak potrafisz ponownie ustanowić tę większą ramę, to większe pole świadomości, myśl może przejść przez to pole i nie wyrządzić żadnej szkody. Może robić swoje, ale nie przewróci ramy. Oznacza to jednak, że musisz być bardzo czujny i bardzo daleki od samozadowolenia. A to wymaga pracy.
Z drugiej strony, tym właśnie jest skupienie: pracą. Przynajmniej jest to jednak przyjemna praca, praca we właściwym kierunku, dająca nam ramę odniesienia, z której możemy patrzeć na swoje myśli z większym dystansem, z mniejszym zaangażowaniem, z mniejszym utożsamieniem. Nie znaczy to jednak, że nie ma już żadnego poczucia utożsamienia. Właściwie po prostu je przeniosłeś. Zamiast utożsamiać się z myślami, utożsamiasz się z tą większą ramą, z tym większym polem rozjaśnionej świadomości. Bez względu na to, ile rozważasz nauki o nie-ja, proces utożsamiania nie kończy się od razu. Przesuwa się od rzeczy rażących i oczywistych ku rzeczom bardziej subtelnym i wyrafinowanym. Dopiero gdy konsekwentnie ograniczysz go do poziomu wyrafinowanego, możesz całkowicie go puścić. Na początku ważne jest to, byś nauczył się z niego korzystać tak, żeby nie przyczepiać się do rzeczy jawnie szkodliwych: myśli, które ściągają cię ku chciwości, gniewowi i złudzeniu; myśli, które pobudzają jakiekolwiek nieumiejętne potencjały w twoim umyśle.
Dlatego ten szczególny krok w medytacji – gdy oddech stanie się wygodny, zacznij rozszerzać swoją świadomość, by wypełniła całe ciało, a potem pozwól, by ten wygodny oddech także wypełnił całe ciało – jest niezwykle ważną częścią medytacji. W szesnastu krokach medytacji oddechu podanych przez Buddhę krok trzeci jest właśnie tym krokiem: ćwiczysz się, by przy wdechu i wydechu być wrażliwym na całe ciało. Buddha umieszcza ten krok blisko początku, ponieważ jest tak fundamentalny. Kiedy mówi o umyśle w skupieniu, nazywa go „mahaggataṃ cittaṃ” – poszerzoną świadomością.
Obrazy, które podaje dla stanów Właściwego Skupienia, są obrazami poszerzenia. Kiedy po raz pierwszy pozwalasz, by poczucie ulgi i przyjemności przeniknęło ciało, mówi, że jest to jak kąpielowy albo uczeń kąpielowego, który ugniata wodę w kuli proszku do kąpieli. W tamtych czasach nie mieli mydła; mieli proszek, podobny do mąki, którym się myli. Robili z tego proszku ciasto, wgniatając w niego wodę, aż żadna część kuli ciasta nie była sucha, a jednocześnie woda nie sączyła się ani nie kapała na zewnątrz. To etap rozprowadzania początkowego poczucia ulgi i przyjemności po całym ciele.
Na drugim i trzecim poziomie jhāny zachodzi podobny proces, ale z mniejszym wysiłkiem. Pozwalasz, by przyjemność albo radosne uniesienie odpowiadające temu stanowi przeniknęły i ogarnęły całą twoją świadomość, nasyciły całe ciało. Obraz podany przez Buddhę to źródło chłodnej wody tryskające z dna jeziora i przenikające całe jezioro. Co do trzeciej jhāny, która jest spokojniejsza i mniej intensywnie przepełniona radosnym uniesieniem, powiedział, że jest jak lotosy zanurzone w nieruchomym jeziorze, całkowicie przeniknięte wodą jeziora od korzeni po czubki pąków. W przypadku czwartej jhāny obrazem jest osoba okryta jasną tkaniną obejmującą całe ciało, tak samo jak twoja jasna świadomość wypełnia całe ciało.
Z tych obrazów wynika więc jasno, że jhāna jest stanem poszerzonej świadomości. A ta poszerzona świadomość jest naprawdę ważna. Po pierwsze, daje ci mocną podstawę, tak że rozpraszające myśli cię nie przewracają. Jednocześnie pozwala, by twoje widzenie stało się bardziej wszechstronne, pełne 360 stopni, tak że jesteś świadomy wszystkich drobnych potencjałów w ciele, wszystkich drobnych potencjałów w umyśle, które mogą zostać sprowokowane w taki czy inny sposób.
Dzięki temu możesz coraz szybciej dostrzegać bardzo wczesne etapy prowokacji. Gdy pojawi się najdrobniejsze poruszenie, zauważysz je. Na początku nie jest ono całkiem fizyczne ani naprawdę umysłowe. Znajduje się na granicy między jednym a drugim. Kiedy się go uchwycisz, pojawi się odrobina napięcia, którą wytwarzasz w ciele, by zapewnić umysłowi miejsce, którego może się trzymać. Tak poruszenie zmienia się w nabrzmienie. W ten sposób myślenie jest procesem zarówno umysłowym, jak i fizycznym. Jeśli masz ten poszerzony stan świadomości, możesz rozpuścić to małe nabrzmienie, zanim zamieni się w myśl i zdoła przejąć całą twoją świadomość. Pozostając z energią oddechu w całym ciele, działasz dokładnie na granicy między ciałem a umysłem, między zjawiskami fizycznymi i umysłowymi – dokładnie tam, gdzie te potencjały myśli zaczynają nabrzmiewać. Możesz szybciej poradzić sobie z początkiem czegokolwiek, z każdym potencjałem, który pojawiłby się w ciele albo w umyśle.
Dlatego skupienie jest tak ważnym stanem dla uzyskania wglądu – ponieważ poprawia twoje widzenie. Twoje widzenie staje się bardziej wszechstronne, bardziej precyzyjne, skupione na obszarze, w którym rzeczy zostają sprowokowane, na styku ciała i umysłu. Wtedy, jeśli chcesz myśleć, możesz myśleć. Jeśli nie chcesz, nie musisz. Kiedy przyjdzie czas na myślenie, umysł będzie należycie wypoczęty. Twoje myślenie będzie dużo jaśniejsze, bardziej na temat. Kiedy przyjdzie czas, by przestać, utrzymasz swoje myślenie pod kontrolą. Nie będzie dalej pędzić we wszystkich kierunkach.
Myślenie większości ludzi przypomina niekontrolowaną nuklearną reakcję łańcuchową. Jeden mały neutron wystrzeliwuje, uderza w kolejne jądro, które wysyła więcej neutronów, a te mnożą się dalej, aż nagle całość wybucha. Skupienie jest jak sprawowanie kontroli nad reakcją: budujesz reaktor i wsuwasz pręty grafitowe, żeby reakcje nie wymknęły się spod kontroli. Jeśli chcesz wszystko wyłączyć, możesz wsunąć wszystkie pręty do końca i wszystko się uspokoi. Nie znaczy to, że nie ma tam potencjału reakcji, lecz że został on wyciszony. Jeśli potrzebujesz pomyśleć, wysuń pręty odrobinę, by uzyskać dokładnie taką reakcję, jakiej chcesz. Kiedy myślenie wykonało swoją pracę, wsuwasz pręty z powrotem. W ten sposób, gdy myśli przychodzą i odchodzą, czerpiesz z nich taki pożytek, jakiego chcesz. Nie przejmują twojego umysłu. Ty pozostajesz u steru.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Nuclear Thinking
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.