Lęk społeczny
Mowa omawia lęk społeczny jako skutek przenoszenia poczucia bezpieczeństwa na zewnątrz, ku reakcjom i opiniom innych ludzi. Praktyka polega na utrzymywaniu centrum uwagi w ciele i przy oddechu także poza formalną medytacją, tak by wewnętrzne poczucie odświeżenia i stabilności nie rozpraszało się w kontaktach z ludźmi. Taka wewnętrzna siła nie oznacza obojętności, lecz daje więcej spokoju, mniej lęku i większą zdolność do współczucia.
Nagranie
Tekst mowy
W jednej ze swoich ostatnich mów Dhammy Ajaan Lee porównał życie do przeprawy łodzią przez ocean. Problem na oceanie polega na tym, że nie ma tam słodkiej wody. Dla większości z nas medytacja jest jak zawinięcie do portu, nabranie trochę słodkiej wody i włożenie jej do łodzi. Potem wypływamy w morze i odkrywamy, że woda nam się skończyła, więc musimy wrócić do portu. W efekcie nie posuwamy się zbyt daleko. A jeśli nie będziemy ostrożni, wiatry zniosą nas daleko od brzegu i zostaniemy zupełnie bez wody.
Innymi słowy, kiedy medytujemy, zyskujemy dobre poczucie ulgi, poczucie wewnętrznego odświeżenia. To jak robienie zapasów wody. Ale potem wynosimy je na zewnątrz i wylewamy tę wodę przez oczy i uszy, wszędzie dookoła. Musimy więc wracać, znów medytować, zdobywać więcej wody – i tak w kółko. Nigdy naprawdę nie gromadzimy dość wody, by przeprawić się przez ocean. Dlatego ważna lekcja, której musimy się nauczyć, polega na tym, jak tej wody nie wylewać. Oznacza to uczenie się, jak utrzymywać swoje centrum przy oddechu, wewnątrz ciała, nawet kiedy wychodzisz na zewnątrz i masz do czynienia z innymi ludźmi. To jedna z ważnych kwestii w życiu każdego medytującego.
Ajaan Lee ma też inny fragment, w którym porównuje medytację do uczynienia umysłu jednością, a potem przemienienia go w zero. Otóż kiedy masz zera, możesz zrobić z nimi dwie rzeczy. Możesz postawić je przed liczbami – wtedy nie znaczą nic, nie czyta się ich, nie liczą się – albo postawić je po innych liczbach. Wtedy 1 zmienia się w 10, potem w 100, potem w 1000, a potem w 10 000. Jeśli zera stoją po liczbie, masz mnóstwo spraw. Ale jeśli zera idą najpierw, to bez względu na to, ile ich masz, niczego nie dodają i w ogóle nie obciążają umysłu.
Tak samo jest z umysłem: czynisz go zerem, a potem stawiasz zera na początku. Wtedy, gdy masz do czynienia z innymi ludźmi, to, co mówią, się nie liczy. Ciekawe, że Ajaan Lee skupia się na tym, co mówią inni ludzie, jako na jednej z prób dla umysłu, który naprawdę trwa w spokoju. Buddha zwraca uwagę na podobną rzecz w jednym z wersów „Dhammapady”: „Jeśli, gdy inni ludzie mówią ci ostre rzeczy, ty nie oddźwiękujesz – jak pęknięty gong – to znak, że osiągnąłeś prawdziwy spokój umysłu”. Może się to wydawać dziwne. Dlaczego próba miałaby polegać na tym, jak reagujesz na to, co mówią inni?
Umysł jest bardzo wrażliwy na tę kwestię. Bardzo wcześnie uczymy się, że nasze szczęście będzie zależało od tego, jak traktują nas inni ludzie. Jako dzieci jesteśmy otoczeni przez ludzi dużo potężniejszych od nas, więc w naszych relacjach z ludźmi wokół zawsze jest wpisane pewne poczucie lęku. Stajemy się wrażliwi na nastroje innych, na to, co mogą zrobić, co mogą powiedzieć. W efekcie nasz środek ciężkości zostaje umieszczony na zewnątrz, ponieważ się ich boimy, i próbujemy wznieść poza sobą mur, by się przed nimi ochronić.
Oznacza to, że nasz psychiczny środek ciężkości zostaje przeniesiony poza ciało. Jeśli kiedykolwiek brałeś udział w zajęciach ze sztuk walki, wiesz, że jeśli twój środek ciężkości znajduje się poza ciałem, jesteś w złym położeniu. Jesteś w słabej pozycji.
Buddha nie mówi jednak, żeby ignorować innych ludzi i po prostu być bardzo samolubnym. Mówi, że istnieje inny sposób podejścia do całej kwestii szczęścia. Innymi słowy, znajdujesz źródło szczęścia, które niczego nikomu nie odbiera, więc nie musisz bać się innych ludzi. A kiedy się ich nie boisz, odkrywasz, że naprawdę możesz mieć wobec nich więcej współczucia. Dlatego rozwijanie i utrzymywanie tego centrum wewnątrz nie jest czymś samolubnym. Buddha nie uczy cię niewrażliwości. Mówi jedynie, żebyś postawił siebie w silniejszej pozycji i zaufał, że jesteś silniejszy, gdy nie próbujesz wychodzić na zewnątrz i naprawiać nastrojów innych ludzi ani robić wszystkich tych rzeczy, które – jak nam się wydaje – możemy robić z innymi, gdy mamy z nimi do czynienia. Po prostu pozostań wewnątrz i miej poczucie pewności, że w środku jesteś silny. W końcu twoje źródło szczęścia znajduje się wewnątrz. A ponieważ niczego nikomu nie odbiera, nie musisz się ich bać.
Zwłaszcza kiedy potrafisz sprawić, by twoja świadomość wypełniła całe ciało, kiedy oddech płynie gładko przez całe ciało: ten gładki przepływ energii buduje coś w rodzaju pola siłowego. W Kanonie pojawia się obraz medytującego, który potrafi wypełnić ciało świadomością: jest on jak drzwi z litego drewna. Gdybyś wziął kłębek sznurka i rzucił nim w takie drzwi, nie zrobiłby w nich żadnego wgniecenia. Tak samo jest z umysłem wypełnionym świadomością, gdy energia oddechu płynie gładko. Jest solidny. Opiera się wpływom z zewnątrz.
Kiedy jednak twoja świadomość nie wypełnia ciała w ten sposób, Buddha mówi, że jest to jak kula mokrej gliny, w którą ktoś rzuca kamieniem. Kamień robi w glinie duże wgniecenie. Innymi słowy, jesteś w słabej pozycji i intuicyjnie o tym wiesz. Inni ludzie mogą wtargnąć w twoją wewnętrzną przestrzeń. Miotasz się więc i próbujesz budować wszelkiego rodzaju zabezpieczenia. Ponieważ tak wiele energii idzie na te zabezpieczenia, a energia znajduje się poza ciałem, wytrąca cię to z równowagi. W ten sposób bardzo szybko zużywasz wodę swojej medytacji, jej odświeżenie.
Sztuka polega, jak mówi Ajaan Lee, na tym, by mieć w łodzi małą destylarnię, tak aby można było brać słoną wodę, wlewać ją do destylarni i przemieniać w słodką. Wtedy dokądkolwiek się udajesz, masz słodką wodę. Innymi słowy, bez względu na to, dokąd idziesz, jesteś właśnie tutaj: ześrodkowany w ciele, ze świadomością wypełniającą ciało. Nie zostawiasz ciała bez ochrony i nie zużywasz całej swojej energii na te fałszywe zewnętrzne zabezpieczenia. Tworzysz poczucie energii tutaj, w ciele, poczucie odświeżenia, i ono również cię chroni. W ten sposób możesz podróżować po całym świecie, bo słona woda jest wszędzie. Jeśli masz tę umiejętność, możesz przemienić ją w słodką wodę – tyle słodkiej wody, ile zechcesz.
Kiedy więc wychodzisz z medytacji, ważne jest, żebyś obserwował: jak porusza się umysł? Jak wypływa przez twoje oczy i uszy w przestrzeń poza ciałem? Jeśli go złapiesz i sprowadzisz z powrotem do środka, jak będzie narzekał? Pojawi się poczucie lęku albo niepewności związane z próbą pozostania wewnątrz. Na początku możesz czuć się bez ochrony. „Nie słuchaj tych głosów”. To głosy, które przejęły twój umysł, kiedy byłeś małym dzieckiem i niczego nie wiedziałeś. W tamtym czasie było to najlepsze, co mogłeś zrobić, ale teraz masz więcej umiejętności, lepsze umiejętności, więcej zrozumienia.
Naucz się przemawiać rozsądnie do tych głosów: „Tutaj jest dobre, solidne miejsce, dobre, bezpieczne miejsce, pewne miejsce, w którym można przebywać – właśnie tutaj, wewnątrz ciała – i działasz z pozycji siły”. Już samo to jest darem nie tylko dla ciebie, lecz także dla ludzi wokół. Oni również wyczują różnicę, a twoje kontakty z nimi staną się dużo łatwiejsze.
Ucz się więc ufać temu poczuciu bycia wewnątrz ciała. Świadomość, która wypełnia ciało, i energia oddechu, która wypełnia ciało, mogą chronić cię na wiele sposobów. Mogą dostarczać pożywienia i odświeżenia, których potrzebujesz przez cały czas. Jednocześnie rozwija to rozpęd w praktyce. Jeśli wciąż wytwarzasz całą wodę, której potrzebujesz, to kiedy masz jej więcej niż dość, możesz dzielić się nią z ludźmi wokół. Twoje poczucie tego, co znaczy wchodzić w relacje z ludźmi, zmieni się – będzie w nim dużo mniej lęku – a twoje poczucie odświeżenia stanie się głębsze i silniejsze.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Social Anxiety
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.