Kultura powściągliwości
Mowa ukazuje powściągliwość zmysłów jako nieodłączną część medytacji, która trwa również poza formalną praktyką. Zachęca do świadomego wybierania tego, na co patrzymy, czego słuchamy i jakim myślom pozwalamy się rozwijać, aby nie wzmacniać nawyków pożądania, gniewu i niepokoju. Codzienne ćwiczenie umiejętności mówienia „nie” szkodliwym wpływom i impulsom tworzy w umyśle środowisko sprzyjające uważności, spokojowi i niezależności.
Nagranie
Tekst mowy
Buddha porównał kiedyś odbieranie wrażeń zmysłowych do krowy obdartej ze skóry. Dokądkolwiek pójdzie, owady bezustannie wgryzają się w jej ciało. Nasze zmysły stale odbierają informacje za pośrednictwem oczu, uszu, nosa, języka i ciała. Na dodatek umysł sam jest jednym ze zmysłów. Odbiera najrozmaitsze idee. Pytanie brzmi: jak pośród tego wszystkiego znaleźć choć trochę spokoju? Odpowiedź jest taka: musisz wybierać.
Buddha mówi o powściągliwości zmysłów jako o niezbędnym elemencie medytacji. Często sądzimy, że medytacja zaczyna się, gdy tylko usiądziemy i zamkniemy oczy, lecz tak naprawdę trwa przez cały czas. Słowo oznaczające medytację – bhāvanā – znaczy „rozwijać”. Zatrzymaj się więc i przyjrzyj: co rozwijasz w swoim umyśle?
Kiedy podążasz określonym tokiem myślenia, rozwijasz związane z nim nawyki. Wydeptujesz w umyśle koleiny. Kiedy puszczasz wodze gniewowi, wydeptujesz koleinę gniewu. Kiedy rozwijasz uważność, wydeptujesz koleinę uważności. Gdy następnym razem choćby zbliżysz się do tych schematów myślenia, umysł wpada w koleinę i podąża nią dalej. Robimy to przez cały czas. Przeprowadzono wiele badań pokazujących, jak wybiórczo postrzegamy. Dzieje się to na wielu poziomach. Częściowo świadomie, częściowo nieświadomie. Ostatecznie jednak jeszcze zanim usiądziesz i zamkniesz oczy, już coś rozwijasz.
Pytanie brzmi: czy rozwijasz to samo, co ma rozwijać medytacja? Czy rozwijasz spokój, czy zamęt? Stabilność umysłu czy niepokój? Przyglądaj się temu przez cały czas. Wszystko, co robisz i mówisz, coś w tobie rozwija. Wydeptujesz w ten sposób koleiny w umyśle – jakie więc koleiny chcesz wydeptać? Kiedy siedzimy tutaj z zamkniętymi oczami, staramy się pracować nad tymi dobrymi, ale jeśli przez resztę dnia wydeptujesz koleiny innego rodzaju, czeka cię ciągła walka.
Kiedy na coś patrzysz, czego szukasz? Kto patrzy? Czy patrzy pożądanie? Czy patrzy gniew? Jeśli to one patrzą, wydeptują koleiny, którymi gniew lub pożądanie będą mogły nadal podążać. Dlatego przez cały dzień uważaj na to, czemu się przyglądasz.
Nie oznacza to, że nie możesz patrzeć na rzeczy piękne. Po prostu kiedy widzisz coś pięknego, musisz sobie przypomnieć, że ma to również drugą stronę. Kiedy widzisz coś, czego naprawdę nienawidzisz, przypomnij sobie, że i to ma drugą stronę. Jak mawiał Ajaan Lee: „Bądź człowiekiem, który ma dwoje oczu”. To samo dotyczy tego, czego słuchasz, co wąchasz, czego smakujesz, czego dotykasz, a zwłaszcza tego, o czym myślisz.
Często wygląda to tak: kiedy siedzisz tutaj i medytujesz, próbujesz utrzymać umysł pod kontrolą, lecz gdy tylko wstaniesz, umysł natychmiast wraca do dawnych nawyków – błąka się, gdzie tylko zechce. Brakuje ci wtedy konsekwencji. Jeśli umysł dokądś zmierza, musisz go zapytać: „Dlaczego tam idziesz?”. Przypomina to dawne hasło z czasów II wojny światowej: „Czy ta podróż jest naprawdę konieczna?”. Dokąd zamierzasz się udać? Co zamierzasz stamtąd przynieść? Myśl świadomie. Buddha nie mówi, żeby nie myśleć. Mówi jedynie, byś wiedział, dlaczego myślisz i co chcesz przez to osiągnąć. To samo dotyczy patrzenia i słuchania: miej świadomość, dlaczego na coś patrzysz i co chcesz przez to osiągnąć. Dlaczego słuchasz właśnie tych rzeczy?
Wszystko to jest częścią medytacji, częścią rozwijania, ponieważ tworzysz w swoim umyśle pewne środowisko i chcesz mieć pewność, że jest ono właściwe. Uporządkuj swoje priorytety. Dzięki temu medytacja nie będzie już tylko próbą stworzenia małej wyspy spokoju pośród wirów. Stanie się częścią nieustającego procesu, w którym uświadamiasz sobie, że umysł wymaga treningu i że trening ten trwa bez przerwy.
Nawet kiedy jesteś w świecie – nie tylko tutaj, w klasztorze – musisz przyglądać się temu, dokąd zmierza twój umysł i co przyswaja. Zwracaj szczególną uwagę na to, co przyswaja, ponieważ docierają do nas najrozmaitsze dziwaczne przekazy. Gdy tylko włączysz telewizję, weźmiesz do ręki gazetę albo czasopismo, zawsze powinieneś zadać sobie pytanie: „Dlaczego ci ludzie chcą, żebym w to uwierzył?”. Dzięki temu nie dasz się zwieść tym przekazom ani kryjącym się za nimi wartościom.
Jeśli przez to stajesz się obcy w swoim otoczeniu – niech tak będzie. Czasami dobrze jest być kimś obcym i nie przyswajać wszystkiego. Na tym właśnie polegała jedna z zalet wyjazdu do Tajlandii: bez względu na to, jak bardzo zanurzałem się w tamtejszej kulturze i języku, część mnie nadal pozostawała kimś z zewnątrz, a ta perspektywa zawsze była ważna. Czasami pomaga zachować zdrowy rozsądek, ponieważ spojrzenie kogoś z zewnątrz może stać się twoim wewnętrznym przewodnikiem, twoim wewnętrznym nauczycielem.
Buddha mówi o tradycjach szlachetnych, czyli zwyczajach szlachetnych. Praktykując zgodnie z tymi tradycjami, stajesz się człowiekiem stojącym jedną nogą w każdej z dwóch kultur. Szlachetni patrzą na dobra materialne i mówią: „Pamiętaj o całym cierpieniu, które wiąże się już z samym zapewnieniem pożywienia, odzieży i schronienia. Nie daj się więc pochłonąć pragnieniu mnóstwa jedzenia, mnóstwa ubrań i wielkiego domu. Pamiętaj, że te rzeczy mają swoje wady”. Świat na zewnątrz mówi: „Kupuj, kupuj, kupuj”, lecz szlachetni mówią: „Nie”. Słuchanie szlachetnych pomaga ci żyć w obu kulturach. Kiedy media narzucają ci najrozmaitsze materialistyczne wartości, jest w tobie część, która może powiedzieć: „Nie”. Nie dajesz się wciągnąć, dzięki czemu umysł staje się bardziej niezależny i o wiele spokojniejszy. Potrafi trzymać się swoich wartości nawet w tak szalonych społeczeństwach jak nasze.
W Dhammapadzie jest mowa o ludziach, którzy widzą powód do wstydu w tym, co nie jest wstydliwe, albo nie widzą powodu do wstydu w tym, co jest wstydliwe. Część świata spogląda na takie wartości jak moralność, wierność zasadom i powstrzymywanie się od bezwzględnej walki o zdobycie mnóstwa dóbr – i uważa je właśnie za coś wstydliwego, czego należy się krępować. Dlatego musisz wyjść z tej kultury. Właśnie dlatego potrzebujemy kultury szlachetnych. Ten wewnętrzny głos powściągliwości będzie cię chronił. Naucz się go słuchać i wzmacniać, tak aby powściągliwość w codziennym życiu wspierała powściągliwość podczas medytacji. Starasz się skupić na jednej rzeczy i możesz przy niej pozostać, ponieważ umiesz już zdrowo ćwiczyć powściągliwość: wiesz, jak mocno możesz ściągnąć wodze umysłu, a kiedy musisz je nieco popuścić, żeby nie czuł się zbyt ograniczony i zamknięty. Jednocześnie wiesz, ile swobody to już za dużo. Tego trzeba się nauczyć z czasem.
Pomyśl więc o środowisku, które tworzysz w swoim umyśle – o środowisku pozwalającym mu się uspokoić i o wartościach, które mu to umożliwiają – tak abyś, gdy pojawią się niepokojące myśli, nie podążał od razu za nimi. Możesz im się przyjrzeć i powiedzieć: „Nie chcę podążać za tą myślą”. Jeśli przywykłeś już mówić różnym rzeczom „nie”, łatwiej będzie ci powiedzieć im „nie”, kiedy siedzisz tutaj z zamkniętymi oczami i skupiasz się na oddechu. Działa to również w drugą stronę: kiedy masz otwarte oczy, możesz sobie przypomnieć: „Już wcześniej potrafiłem przezwyciężyć tę myśl. Potrafiłem powiedzieć jej »nie« i nie umarłem”.
W ten sposób możesz zachować zdrowie umysłu, a medytacja naprawdę staje się nieustającym procesem rozwijania – rozwijania pożądanych umiejętnych właściwości: uważności, czujności, spokoju, poczucia pełni oraz dobrostanu ciała i umysłu. Jak powiedział Buddha: „Dobrze wyćwiczony umysł przynosi szczęście”. Musi być dobrze wyćwiczony, ponieważ zawsze coś robi. Zadbaj więc o to, by jego działania prowadziły cię tam, dokąd chcesz zmierzać.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- A Culture of Restraint
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.