Karma, która kończy karmę
Mowa wyjaśnia, jak Właściwe Skupienie staje się „karmą, która kończy karmę”: zamiarem pozwalającym zrozumieć sam proces zamiaru. Praktyka polega na cierpliwym pozostawaniu przy oddechu, czynieniu go wygodnym, rozpoznawaniu rozproszeń i stopniowym porzucaniu niepotrzebnych napięć oraz działań umysłu. W ten sposób uspokojenie i wgląd wzajemnie się wspierają, prowadząc do coraz głębszego zrozumienia cierpienia, jego przyczyn i możliwości ich ustania.
Nagranie
Tekst mowy
Praktyka, którą tutaj wykonujemy, nazywa się karmą, która kładzie kres karmie. A ponieważ karma jest zamiarem, oznacza to, że praktyka jest zamiarem położenia kresu zamiarowi. Dlatego jest trudna. Jeśli zamierzasz powstrzymać zamiar, to już samo w sobie jest zamiarem – ale nie znaczy to, że jest niemożliwe. Znaczy to po prostu, że na ścieżce pojawią się pewne nieoczekiwane zakręty.
Jak powiedział Buddha, centralną częścią jego ścieżki jest Właściwe Skupienie. Skupienie oznacza zasadniczo mocny zamiar: trzymanie się jednego obiektu. Skupiasz swój zamiar na pozostawaniu z oddechem, pozostawaniu z miłującą dobrocią, z czymkolwiek, co jest obiektem twojej medytacji, a potem starasz się ten zamiar utrzymać. Następnie patrzysz, czego możesz się dowiedzieć o zamiarze, próbując go utrzymać, i czego jeszcze możesz się dowiedzieć o umyśle, gdy próbujesz ten zamiar podtrzymać.
Zwykłymi winowajcami na początku są rozproszenia, wewnętrzne albo zewnętrzne. Te wewnętrzne to inne myśli, inne zamiary. Na początku prawie nie zdajesz sobie sprawy, że są to zamiary. Skupiasz się na oddechu, wszystko wydaje się w porządku, a potem nagle jesteś gdzie indziej, pół świata dalej. To tak, jakby ktoś podkradł się od tyłu, zarzucił ci worek na głowę, wywlókł cię stamtąd, a potem porzucił na innym kontynencie. Nie wiesz, co wydarzyło się po drodze. Nie dostrzegasz, że jakiś zamiar uruchomił to odpłynięcie. Była jedna krótka chwila, kiedy zdecydowałeś: „Zmywam się stąd”. Coś innego pojawiło się w umyśle i za tym poszedłeś. Był wybór.
Właśnie dlatego medytacja wymaga tak wiele uważności i czujności. Gdy praktykujemy, uważność oznacza zdolność trzymania pierwotnego zamiaru w pamięci. Czujność oznacza zdolność pilnowania tego, co dzieje się wokół tego zamiaru. Z jednej strony skupiasz się na tym, co dzieje się z obiektem twojego skupienia. Z drugiej śledzisz, jak umysł się do niego odnosi. Ucz się wyłapywać sygnały ostrzegawcze, że umysł zaraz odejdzie. Może trochę potrwać, zanim nauczysz się je wychwytywać, bo są subtelne i szybkie. Jedyny sposób, by je zobaczyć, to trzymać się pierwotnego zamiaru i ostrzegać samego siebie: „Dobrze, umysł zaraz odejdzie, więc obserwuj, jak to robi”.
Jednocześnie pracuj nad tym, żeby pierwotny zamiar stał się czymś, przy czym dobrze jest pozostawać. W przeciwnym razie umysł będzie się opierał. Pozostawanie z oddechem, jeśli nie jest wygodne, będzie jak próba utrzymania balonu pod wodą. Zostanie tam tylko tak długo, jak długo twój chwyt będzie naprawdę pewny. Gdy tylko choć trochę się poluzuje, balon wyskoczy z wody.
Tutaj musisz przeciągnąć swoje skalania umysłu na swoją stronę. Chcą wygody, więc daj im wygodę. Staraj się uczynić oddech tak wygodnym, jak to możliwe. Oddech tutaj to nie tylko powietrze wchodzące do płuc i wychodzące z nich, lecz całe twoje odczucie przepływu energii w ciele. Jak mówi obraz pierwszej jhāny, jest to jak rozprowadzanie wilgoci w kuli proszku do kąpieli. Albo możesz pomyśleć o robieniu chleba. Dodajesz wodę do mąki, a potem ugniatasz ją z mąką, aż każda część tej kuli mąki zostanie zwilżona. Bierzesz całą ulgę i poczucie odświeżenia, które płyną z oddechu, i próbujesz wgnieść je w całe ciało: aż po czubki palców stóp, aż po czubki palców dłoni, po całym przodzie i plecach. To sprawia, że ciało staje się dobrym miejscem do przebywania.
Możesz też pomyśleć o systematycznym przechodzeniu przez ciało. Rozluźnij palce, wnętrza dłoni, grzbiety dłoni, nadgarstki, ramiona – każde miejsce, w którym możesz wykryć napięcie wyciągające cię z przyjemnej, wygodnej, wyprostowanej postawy. Zacznij od czubków palców i idź w górę przez wnętrza dłoni, grzbiety dłoni, ramiona aż do barków. Potem zacznij od palców stóp, idź w górę przez stopy, nogi, miednicę, plecy aż do szyi, a następnie przez wszystkie mięśnie wokół głowy. Potem spróbuj rozwinąć całościową świadomość, która potrafi utrzymywać całe ciało rozluźnione przez cały czas. To sprawia, że ciało staje się o wiele przyjemniejszym miejscem do przebywania.
Gdy nad tym pracujesz, angażuje to kilka części umysłu, takich jak pragnienie przyjemności i pragnienie odkrywania, kiedy zaczynasz dostrzegać połączenia w całym ciele. Oznacza to, że masz w sobie sprzymierzeńców. Jak mówił Ajaan Lee, to jak wziąć Mārę i postawić go po swojej stronie.
To jedna ze strategii pozostawania przy pierwotnym zamiarze.
Inna strategia polega na tym, by nauczyć się bardzo szybko radzić sobie z rozproszeniami. Tak łatwo zaplątać się w fabułę, dokądkolwiek poprowadzą cię twoje myśli. Jeśli rozproszenia przychodzą z wewnątrz, w umyśle pojawia się mały bąbelek myśli i mówi: „Zbadajmy to i zobaczmy, dokąd prowadzi”. I w końcu odkrywasz, że jesteś w galaktyce Andromedy. Innymi słowy, te rzeczy mogą zabrać cię bardzo, bardzo daleko, do całkiem innych światów, całkiem innych opowieści. Czasami trudno wyrwać się z tych opowieści, bo chcesz zobaczyć, jak się kończą. To niemal tak, jakbyś się im zobowiązał. Dzieje się to cały czas. Przechodzisz obok telewizora i nagle znajdujesz się w jakiejś głupiej historii. Wiesz, że historie w telewizji są głupie, ale i tak cię wciągają. Dzieje się tak dlatego, że masz już skłonność do dawania się wciągać w te głupie historie w swoim umyśle.
Musisz więc nauczyć się rozwijać pewną dozę sceptycyzmu wobec tych historii. Czy naprawdę musisz wiedzieć, jak się skończą? Naucz się ucinać rzeczy w środku opowieści. Bohaterom to nie będzie przeszkadzać.
W innych przypadkach fabuły nie zaczynają się od wewnętrznych rozproszeń. Zaczynają się od zewnętrznych drażniących bodźców, które cię odciągają. Inni ludzie mówią albo robią rzeczy, które cię irytują, i nagle skupiasz się na tym, jak bardzo nie podoba ci się to, co powiedzieli albo zrobili. Potem denerwujesz się, bo zniszczyli twoje skupienie. Możesz budować ogromne narracje o tym, że nie powinni byli tego robić, nie powinni byli niszczyć twojego skupienia. Tak naprawdę to nie oni zniszczyli twoje skupienie. To „ty” je porzuciłeś, pobiegłeś za nimi, a potem znalazłeś pewne zadowolenie w obwinianiu ich. I znowu musisz nauczyć się wyciągać siebie także z tego nastawienia. Bez względu na to, co ktokolwiek inny mówi albo robi, oddech wciąż jest tutaj. To ty dokonałeś wyboru, by odejść. Na to właśnie musisz uważać.
Cały cel praktyki skupienia polega więc na poznaniu procesu zamiaru. Najlepszy sposób, by to zrobić, to trzymać się tego jednego zamiaru tak mocno, jak potrafisz, ponieważ daje ci on coś, z czym możesz porównać inne swoje zamiary, tak abyś mógł zauważyć, jak się poruszają.
Potem, gdy rozproszenia stają się coraz mniej pociągające, możesz zacząć przyglądać się temu zamiarowi, który próbujesz utrzymać. Z czego jest zrobiony? Głównie z wytworzenia werbalnego i wytworzenia umysłowego. Wytworzeniem werbalnym są ukierunkowana myśl i ocena, dwa czynniki jhāny. Ukierunkowana myśl pojawia się wtedy, gdy skupiasz swój zamiar na obiekcie; ocena – gdy badasz obiekt, sprawdzając, czy go lubisz, czy nie, i jakie uwagi masz na jego temat. Te dwa procesy leżą u podstaw każdego zdania w umyśle, każdego zdania, które wypowiadasz. Dlatego nazywa się je wytworzeniem werbalnym.
Jest też wytworzenie umysłowe: doznanie i postrzeganie. Te rzeczy również mają swój element intencjonalny. Nawet kiedy porzucasz ukierunkowaną myśl i ocenę, by przejść z pierwszej jhāny do drugiej, nadal pozostają doznanie i postrzeganie. W istocie to postrzeganie – postrzeganie oddechu – utrzymuje cię tam przez całą drogę aż do czwartej jhāny. Staraj się trzymać tego postrzegania, aż energia oddechu w ciele znieruchomieje. Wtedy pozostajesz przy nieruchomym oddechu jako swoim postrzeganiu. Po pewnym czasie granica między twoim ciałem a tym, co poza ciałem, zaczyna się rozpuszczać. Zaczynasz sobie uświadamiać, że ta granica była postrzeganiem wzmacnianym przez ruch oddechu. Gdy oddech się wycisza, nie ma niczego, co by ją wzmacniało. Możesz więc dostosować swoje postrzeganie do przestrzeni albo świadomości, a te rzeczy nie mają granic.
Innymi słowy, po uporaniu się z rozproszeniami jesteś w stanie skupić się na jednym zamiarze, który tworzy twoje skupienie, i zaczynasz go rozumieć. Jaki proces wytwarzania tutaj zachodzi? Gdyby nie był dość spójny, nie zrozumiałbyś go, bo miałbyś tylko przelotne przebłyski. Wiele twoich wglądów jest właśnie takich – małe, przelotne przebłyski – a potem próbujesz je połączyć. To jak zabawa w łączenie kropek. Problem z łączeniem kropek polega na tym, że kropki mogą być czymkolwiek, tak jak konstelacje na niebie. Zimą patrzymy na Oriona i widzimy jego pas oraz nóż zwisający z pasa. Ludzie w Tajlandii patrzą jednak na te same gwiazdy i widzą pług. Pas jest właściwym pługiem, a nóż jest częścią, która ciągnie pług. I kto powie, że my mamy rację, a oni się mylą?
To samo dotyczy naszych wglądów opartych na łączeniu kropek. Jeśli świadomość nie jest wystarczająco ciągła, widzimy tylko linie, które sami narysowaliśmy. Nie widzimy rzeczywistych kropek. Ale kiedy potrafisz konsekwentnie trzymać się pierwotnego zamiaru, zaczynasz widzieć rzeczywiste kropki i rzeczywiste linie: co naprawdę łączy się z czym, co powoduje co, i co rzeczywiście składa się na ten zamiar, nad którego utrzymaniem tak ciężko pracowaliśmy.
Inny wgląd, który przychodzi, jest taki: gdy utrzymujesz zamiar, przypomina to utrzymywanie pozycji jogi. Tak jak z czasem rozluźniasz się w pozycji jogi, tak samo rozluźniasz się w skupieniu. Zaczynasz sobie uświadamiać, że pewne działania w twoim pierwotnym zamiarze nie są konieczne, by go podtrzymać. Gdy umysł zaczyna się uspokajać, coraz mniej potrzebujesz ukierunkowanej myśli i oceny. Oddech staje się wygodniejszy, ty osadzasz się głębiej, i przychodzi moment, kiedy możesz porzucić ukierunkowaną myśl i ocenę. Możesz po prostu być jednym z oddechem – tak samo jak w pozycji jogi zaczynasz sobie uświadamiać, że napinasz pewne mięśnie, których nie musisz napinać. W istocie byłoby ci w tej pozycji wygodniej, gdybyś je rozluźnił. Jednak tych wglądów w to, które części trzeba rozluźnić, nie możesz sobie zawczasu „wymusić” wolą. Możesz natomiast postawić w umyśle pytanie: Co byłoby tutaj wygodniejsze? Właśnie tak możesz rozwijać wgląd.
Kiedy Buddha mówi o rozwijaniu wglądu, skupia się na stawianiu w umyśle pewnych pytań: „Jak należy postrzegać wytworzenia? Jak należy je badać?”. Nie możesz przepuścić umysłu przez młyn vipassany i zagwarantować, że wyjdzie z niego z wglądem. Ale jeśli nauczysz się stawiać właściwe pytania – a są to zasadniczo pytania pochodzące z Czterech Szlachetnych Prawd: „Gdzie jest cierpienie? Co robisz, co powoduje cierpienie?” – wgląd zaczyna się od prostych rzeczy takich jak te. Co jest napięte w oddechu? Co jest napięte w ciele? Gdzie w ciele jest jakaś blokada, która naprawdę jest niepotrzebna? Kiedy ją widzisz, uczysz się ją rozluźniać. Potem skupiasz się na czynnikach umysłowych podtrzymujących twój stan skupienia: które z nich są niepotrzebnym ciężarem utrudniającym utrzymanie skupienia? Gdy już się osadzisz, uczysz się rozluźniać te aktywności umysłowe.
To jest wzorzec wglądu, i podążasz za nim przez całą drogę, gdy prowadzi cię od jednego poziomu skupienia do następnego. Doprowadza skupienie tak daleko, jak tylko może ono dojść. Staraj się utrzymywać swoje skupienie tak mocno, jak potrafisz, ponieważ im bardziej konsekwentnie potrafisz je utrzymywać, tym większa szansa, że dostrzeżesz te niepotrzebne działania. Są aktywnościami; są nietrwałe. Gdyby były całkowicie stałe, nigdy nie dostrzegłbyś ich istnienia. Właśnie dlatego, że przychodzą i odchodzą, uświadamiasz sobie: teraz to jest tutaj, teraz tego nie ma. Coś się tutaj dzieje. Cierpienie przychodzi, cierpienie odchodzi. Przyczyna przychodzi, przyczyna odchodzi. A wgląd polega na uczeniu się, jak dostrzegać te rzeczy w chwili, gdy się wydarzają. Okrawasz zamiar pozostawania w bezruchu, aż nie zostaje nic, co można by dalej okroić bez całkowitego porzucenia zamiaru.
I znowu jest to coś nieoczekiwanego. Nie możesz zamierzyć, że zobaczysz to w konkretnej chwili, ale możesz postawić pytanie. Postawienie pytania jest tym, co nazywa się stosownym przyłożeniem uwagi. To właśnie otwiera rzeczy, sprawia, że możliwe staje się zobaczenie tego, czego nie zamierzałeś zobaczyć, albo zobaczenie tego tam, gdzie nie zamierzałeś tego zobaczyć. W ten sposób rzeczy w końcu otwierają się na Bezśmiertelność.
Bezśmiertelność jest niezamierzona. Jest czymś, co – gdy na to trafiasz – uświadamiasz sobie, że zawsze tam było i że nic, co możesz zrobić, tego nie zmieni. Powodem, dla którego wcześniej tego nie zauważałeś, było to, że byłeś zaplątany w swoje zamiary i w rezultaty swoich zamiarów. Ale nie dotrzesz tam po prostu przez powiedzenie: „Dobrze, nie będę już niczego zamierzał”. To nie wystarczy. Musisz zamierzyć Właściwe Skupienie: to jest działanie. To pozwala ci zrozumieć, co znaczy „działać”, na tyle dobrze, byś mógł rzeczywiście przestać działać. To jest karma, która kładzie kres karmie: zamiar, który pozwala ci rozumieć zamiar, aż w końcu dojdziesz do punktu, w którym możesz przestać zamierzać.
I naprawdę jest to zatrzymanie zamiaru. To nie jest sala luster, w której mówisz: „Dobrze, zamierzam przestać zamierzać przestać zamierzać, -mierzać, -mierzać”, co jest zamiarem zatrzymania zamiaru, który jest zamiarem, i tak ciągnie się bez końca. Nie możesz dojść do tego samym rozumowaniem, ale jest to coś, co można wywołać. Możesz doprowadzić siebie na skraj, gdzie może się to wydarzyć.
Pracuj więc nad tym zamiarem, zamiarem pozostawania skupionym na jednym przedmiocie uwagi. Poznaj go. Wejdź z nim w dobre stosunki. Przeciągnij na swoją stronę tyle umysłu, ile możesz: przez uczynienie oddechu wygodnym, przez uczynienie całego procesu interesującym. A potem ucz się stanowczo odcinać rzeczy, które nie są naprawdę pomocne, rzeczy, które ściągają cię w inne kierunki. Będzie to wymagało całej twojej pomysłowości, całej twojej uwagi, ale jest to jedna z niewielu umiejętności w życiu naprawdę warta całego wysiłku, jakiego wymaga, i z nawiązką odpłacająca za cały włożony w nią wysiłek. Przeprowadzi cię przez każdy możliwy rodzaj cierpienia, ponieważ jej nagrody są większe, niż możesz zamierzyć. Możesz myśleć o celu, możesz mieć obraz tego, jaki on jest, ale obraz w twoim z góry przyjętym wyobrażeniu ma element intencjonalny. Jest częścią ścieżki, ponieważ pomaga ci i daje zachętę, ale rzeczywiste nagrody, gdy przychodzą, są o wiele większe.
Przypominaj więc sobie wciąż instrukcje Buddhy dotyczące uspokojenia i wglądu. W przypadku uspokojenia chodzi o to, jak się osadzić, jak naprawdę ustabilizować umysł w jego zamiarze, jak się nim rozkoszować – co oznacza: nauczyć się czerpać z niego przyjemność. Wgląd przychodzi wtedy w uczeniu się, jak stawiać pytania dotyczące zamiaru – nie w sensie powątpiewania w niego, lecz w sensie uczenia się, jak dociekać, co się tutaj dzieje. Kiedy uczysz się łączyć aktywności prowadzące do uspokojenia i wglądu we właściwej równowadze, wtedy naprawdę poznajesz, o czym mówił Buddha.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- The Karma that Ends Karma
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.