Historia kryjąca się za niecierpliwością
Mowa pokazuje, jak narracje o sobie, przeszłości i postępie w praktyce mogą rodzić niecierpliwość i zasłaniać to, co dzieje się w obecnej chwili. Thanissaro Bhikkhu zachęca, by w medytacji uważnie obserwować zamiary pojawiające się tu i teraz, szczególnie wtedy, gdy umysł odpływa od oddechu. To właśnie praca z tymi chwilowymi zamiarami, bez pośpiechu i osądzania, staje się drogą do głębszego zrozumienia i uwolnienia.
Nagranie
Tekst mowy
Kiedy byłem na studiach, moim głównym kierunkiem była historia. Jedną z wielkich frustracji związanych ze studiowaniem historii było poczucie, że nigdy nie można naprawdę zobaczyć, jak to właściwie było w czasach, o których się uczyliśmy. Studiujesz XIII wiek – jak to naprawdę wyglądało? Pomyśl o wszystkich uogólnieniach, jakie formułuje się na temat kultury XIII wieku w Europie. A przecież my, którzy przeżyliśmy XX wiek i weszliśmy w XXI, jakie uogólnienia moglibyśmy podać, które naprawdę oddałyby rzeczywistość takiego doświadczenia? Jak można podsumować całe stulecie w jednym czy dwóch zdaniach? Im więcej czytasz historii składających się na dzieje, tym wyraźniej widzisz, że nigdy nie przeniosą cię one z powrotem w tamte czasy.
Warto się nad tym zastanowić, bo spójrz, jak żyjemy: zwykle żyjemy w narracjach, które tworzymy wokół różnych rzeczy – o tym, co wydarzyło się w przeszłości, co chcielibyśmy zobaczyć w przyszłości, jaki jest główny wątek, gdzie jest rozwój, gdzie domknięcie. Ile ta linia opowieści naprawdę ma wspólnego z rzeczywistością? A na ile wręcz przeszkadza nam ją widzieć? Pomyśl o tym, zwłaszcza kiedy medytujesz.
Są sposoby opowiadania historii swojego życia, które pomagają wejść w medytację. Możesz na przykład spojrzeć na swoje dawne cierpienie, rozpoznać, że w dużej mierze było spowodowane twoimi własnymi nieumiejętnymi nawykami, i dojść do wniosku, że twoje umiejętne nawyki wymagają pracy. Tego rodzaju opowieść pomaga sprowadzić cię do medytacji. Ale jest wiele innych opowieści, które cię od niej odciągają. Musisz na nie uważać, bo budzą w tobie niecierpliwość. Sprawiają, że mniej uważnie obserwujesz to, co naprawdę się dzieje.
Siedzisz tutaj, pracując z oddechem. Może gdzieś z tyłu umysłu pojawia się myśl: „Załatwmy to już i miejmy z głowy, żeby można było przejść do następnych etapów, które są dużo ciekawsze”. Wtedy tak naprawdę nie patrzysz na swój oddech. Patrzysz na swoje plany dotyczące następnego etapu albo myślisz o tym, co wydarzy się jutro czy pojutrze. Patrzysz na swoje myśli o tym, jak długo jeszcze będziesz musiał przy tym tkwić, zanim pojawią się rezultaty. Właśnie taka opowieść przeszkadza zobaczyć, co naprawdę dzieje się tu i teraz.
Kiedy więc widzisz, że takie myśli się pojawiają, naucz się je odkładać. Może to być trudne, bo duża część naszego poczucia tego, kim jesteśmy, tkwi właśnie w tej opowieści. W tym miejscu przydatna jest nauka o nie-ja: pomaga zobaczyć, jak sztuczne i skonstruowane jest nasze poczucie tego, kim jesteśmy, i jak bardzo przeszkadza w pracy, którą musimy wykonać w obecnej chwili.
Ludzie czasem wierzą, że cały cel medytacji polega na wejściu w chwilę obecną i po prostu pozostaniu tam. Buddha nigdy tak nie mówił. Zawsze mówił: „W chwili obecnej jest praca do wykonania”. Dlatego tutaj przychodzisz. Chcesz się tutaj osadzić po to, by zrozumieć zamiary działające w obecnej chwili, bo to jedyne miejsce, w którym naprawdę możesz „zaobserwować” swoje zamiary w działaniu. Jeśli w zamiarze jest jakakolwiek chciwość, gniew albo ułuda, zobaczysz to wyłącznie w chwili obecnej.
Kiedy zamiar już minie, jest tylko wspomnieniem – a wiesz, jak pamięć zwykle zabarwia rzeczy zależnie od tego, co chcesz zobaczyć, i od tego, jak coś pasuje do dobrej albo złej narracji o tobie samym. Ale to tylko narracja. Nie ma żadnej gwarancji, że doprowadzi cię do rzeczywistości tego zamiaru. Jedyny sposób, by naprawdę zobaczyć, polega na patrzeniu w obecnej chwili.
A kiedy chwila obecna jest pełna rozproszeń, nie myśl, że radzenie sobie z nimi stoi ci na drodze do miejsca, do którego chcesz dojść. Jeśli uznasz je po prostu za przeszkodę, będziesz je przeoczać i próbować ślepo się przez nie przepchnąć. Zamiast tego zobacz: „To jest właśnie miejsce, w którym wydarzy się Przebudzenie, w którym pojawi się zrozumienie; i to przez obserwowanie oddechu, wychwytywanie umysłu, gdy odpływa, oraz sprowadzanie go z powrotem – właśnie tam pojawią się wszystkie wglądy”. Innymi słowy, problemy obecne tu i teraz nie są czymś, przez co masz się po prostu przepchnąć albo co masz usunąć z drogi. Są czymś, w co chcesz wejrzeć – ponieważ Buddha miał niezwykły wgląd dotyczący teraźniejszości.
Być może słyszałeś historię o tym, że po nocy swojego Przebudzenia spędził czterdzieści dziewięć dni, doświadczając błogości uwolnienia. Ale nie tylko błogości: w ciągu tych czterdziestu dziewięciu dni bardzo wiele się nauczył. Być może znasz też historię z czasu, gdy przebywał w lesie drzew siṃsapa. Drzewa siṃsapa mają maleńkie, maleńkie liście, mniej więcej wielkości monety dziesięciocentowej. Buddha nabrał garść liści z poszycia leśnego i zapytał mnichów: „Czego jest więcej: liści w mojej dłoni czy liści w lesie?”. Mnisi odpowiedzieli: „Oczywiście liści w lesie jest znacznie więcej niż liści w twojej dłoni”. A Buddha powiedział: „Tak samo to, czego nauczyłem się w trakcie mojego Przebudzenia, jest jak liście w lesie. To, co wydobyłem, aby nauczać, jest jak liście w mojej dłoni”. I skupił się na Czterech Szlachetnych Prawdach jako na liściach w swojej dłoni.
Są też inne fragmenty, w których sprowadził podstawowy wgląd uzyskany podczas Przebudzenia jeszcze bardziej do sedna: do prostej zasady przyczynowości. Kiedy pomyślisz o wszystkich niezwykłych rzeczach, o których mógłby mówić, ciekawe jest to, że właśnie tę uznał za najbardziej wartą nauczania. Jego wgląd polegał zasadniczo na tym, że nasze doświadczenie opiera się na dwóch rodzajach wzorców przyczynowych. Pierwszy jest taki: kiedy istnieje „x”, istnieje wraz z nim „y”; kiedy „x” ustaje, „y” także ustaje. Innymi słowy, te rzeczy pojawiają się i znikają razem. To przyczynowość działająca bezpośrednio w obecnej chwili. Druga zasada mówi: z pojawienia się „x” wynika pojawienie się „y”; ze zniknięcia „x” wynika zniknięcie „y”. Ten związek nie musi zachodzić natychmiast w chwili obecnej. Może rozgrywać się w czasie. Kiedy połączysz te dwie zasady, oznacza to, że każda chwila doświadczenia jest połączeniem trzech rzeczy: przyczyny pojawiającej się w teraźniejszości, skutków tej przyczyny oraz skutków napływających z przeszłości.
A czym jest ta przyczyna? Twoim obecnym zamiarem. A skąd pochodzą skutki z przeszłości? Z dawnych zamiarów. Oznacza to, że mamy wolną wolę. Nasze zamiary kształtują nasze życie. W każdej chwili możemy wybrać, na czym się skupimy, co zrobimy, co powiemy, co pomyślimy. Nie jesteśmy „zmuszeni” przez przeszłość. Z przeszłości napływają wpływy, ale możemy wybrać, którym pozwolimy minąć, nad którymi będziemy pracować, które podejmiemy i co z nimi zrobimy. Z tego właśnie powstaje cała tkanka naszego doświadczenia czasu i przestrzeni: ze stałego dopływu pochodzącego od zamiaru. Wgląd Buddhy polegał na tym, że jeśli spojrzysz tam, skąd pochodzi nowy dopływ, zobaczysz drogę wyjścia. A gdzie zobaczysz ten nowy dopływ? Właśnie tutaj, przy zamiarach w obecnej chwili. Naprawdę warto dobrze je poznać.
Najlepszy sposób poznania swoich zamiarów polega na ustanowieniu jednego zamiaru, żeby zobaczyć, jak długo potrafisz go utrzymać, i sprawdzić, jakie inne zamiary pojawią się i spróbują go zmienić. Wtedy uczysz się umiejętności potrzebnych do podtrzymania tego pierwotnego zamiaru – o ile był dobry. Tutaj zamiarem jest pozostawanie z oddechem, myślenie o oddechu, ocenianie oddechu, czynienie go wygodniejszym, żebyś mógł pozostać tutaj dłużej i dać większe wsparcie swojemu pierwotnemu zamiarowi.
W miarę jak stajesz się coraz bardziej wrażliwy na oddech, odkrywasz, że stajesz się też coraz bardziej wrażliwy na te zamiary. To one są prawdziwymi czynnikami przyczynowymi w twoim życiu. To, co w nich przygnębia, zwłaszcza na początku praktyki, to zobaczenie, jak są przypadkowe. Ten mały zamiar wystrzeliwuje i idzie w jedną stronę, po czym przychodzi następny i idzie dokładnie w przeciwną stronę, albo inne nadchodzą ze wszystkich możliwych kierunków. Ale nie pozwól sobie na zniechęcenie, kiedy to widzisz. Ucz się umiejętności potrzebnych do skupienia się na umiejętnym zamiarze i pozostania przy nim pośród całej tej przypadkowości.
Ta przypadkowość pomaga przypomnieć ci, jak sztuczna jest twoja linia opowieści. Linie opowieści, jeśli mają utrzymać twoje zainteresowanie, muszą mieć wyraźny kierunek. Mogą pojawić się tu i ówdzie pewne komplikacje, żeby historia była ciekawa, ale ostatecznie istnieje jeden ogólny kierunek. To jak podstawowy kształt melodii. Może być łukiem. Może być doliną między dwoma szczytami. Poszczególne nuty mogą się z tym bawić, mogą trochę wychodzić poza podstawowy łuk, ale w tym, co słyszymy, jest jakiś podstawowy kształt. To właśnie sprawia, że melodia daje zadowolenie. Kiedy tworzymy narrację ze swojego życia, próbujemy nawlec na nić tylko te zamiary, które mają sens, które wydają się pasować do podstawowego kształtu. Ale kiedy medytujesz, spójrz, co masz tutaj: zamiary biegające we wszystkie strony.
To samo w sobie jest ważnym wglądem. Nawet jeśli jest to przygnębiający wgląd, który przychodzi z zobaczenia, jak bardzo nieskupiony jest twój umysł, jest to wgląd cenny. Jeśli weźmiesz go sobie do serca i użyjesz go umiejętnie, pomoże ci rozmontować wszelkie narracje, które przeszkadzają w praktyce. W ten sposób łatwiej będzie ci się osadzić, z coraz mniejszym rozproszeniem. Kiedy możesz porzucić narracje, naprawdę jest tutaj wiele do odkrycia. To, czy medytacja idzie dobrze, czy nie, czy przebiega zgodnie z twoimi oczekiwaniami, czy nie – to tylko kolejna narracja.
Ważne jest to, żeby naprawdę patrzeć na to, co jest właśnie tutaj, właśnie teraz, zwłaszcza w odniesieniu do swoich zamiarów. Masz zamiar pozostawać z oddechem i – hop – pojawia się inny zamiar, odchodzący gdzieś indziej. Sprowadź uwagę z powrotem do oddechu. Już w tym miejscu nauczyłeś się czegoś o umyśle. Samo sprowadzenie go z powrotem wzmacnia twój pierwotny zamiar, wzmacnia twoje postanowienie, a to, że potrafisz uchwycić umysł, gdy odpływa, wzmacnia twoją uważność i czujność.
Nie chodzi więc o to, czy sprawy postępują w tempie, które chciałbyś widzieć w swojej idealnej narracji. Chodzi o to, że patrzysz i uczysz się. Czasami możesz mieć więcej lekcji do przerobienia, niż początkowo sądziłeś, ale jeśli nie zaczniesz od miejsca, w którym jesteś, to skąd zaczniesz? Jeśli obraz tego, co twój umysł robi w obecnej chwili, nie pasuje do twojej idealnej narracji, może nadszedł czas, by zakwestionować narrację, zamiast niecierpliwić się wobec chwili obecnej.
Bo czym jest niecierpliwość? Niecierpliwość jest tą częścią narracji, która sprawia, że osądzamy w nieumiejętny sposób. Potrzebujemy swojej zdolności osądu, ale tym, co zmienia zdolność rozsądzania, bycie roztropnym, w osądzanie, jest właśnie niecierpliwość. Chcemy bardzo szybko dojść do decyzji, zanim pojawią się wszystkie dowody, i w rezultacie osąd staje się bezużyteczny – jest tylko kolejną przeszkodą na drodze do widzenia rzeczy takimi, jakimi rzeczywiście są.
Daj więc obecnej chwili trochę przestrzeni. Nie naciskaj na nią zbyt mocno, myśląc, że musisz osiągnąć taki czy inny rezultat w takim czy innym czasie. Naprawdę patrz na to, co się tutaj dzieje, bez niecierpliwości, bez narracji, która ją napędza. Wtedy zobaczysz to, co interesujące i nieplanowane – ponieważ miejsce, w którym zamiar wchodzi we wzorzec przyczynowy, droga, którą tam wchodzi, jest również drogą, którą ty się wydostaniesz.
A to jest właśnie tutaj. Nie w przeszłości, nie w przyszłości – właśnie tutaj. Pozwól sobie osiąść właśnie tutaj, a wtedy będziesz mógł to zobaczyć, poznać i podążyć za tym ku uwolnieniu.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- The Story behind Impatience
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.