Burze w umyśle

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 3

Mowa pokazuje, jak w medytacji uczyć się wychodzić z emocjonalnych „burz” i światów tworzonych przez umysł, zamiast pozwalać im się porywać. Praktyka polega na przesunięciu środka ciężkości ku spokojnej świadomości, która obserwuje pojawiające się stany, oraz na cierpliwym rozpoznawaniu, jak umysł sam podtrzymuje swoje złudzenia. Dzięki stabilnemu patrzeniu można stopniowo odczarować te wytworzenia i nie dawać się wciągać ich sygnałom.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Jest taka część umysłu, która po prostu jest świadoma. Cokolwiek innego pojawia się w umyśle – chciwość, gniew, złudzenie, rozpacz, przygnębienie, żal czy lęk – jest tylko „częścią” umysłu. Jest też inna część, która po prostu jest tych rzeczy świadoma, lecz zwykle zostaje przesłonięta, gdy pojawiają się silne emocje. Mimo to zawsze tam jest, jak szum lodówki stale obecny w tle. A może lepszym porównaniem byłby szum Wielkiego Wybuchu, głębokie B, które wciąż można wykryć ze wszystkich kierunków, przez cały czas.

Jedna ze sztuczek medytacji polega na tym, by nauczyć się nawiązywać kontakt z tą częścią umysłu – nie traktować jej jako czegoś egzotycznego, lecz uczynić z niej tło umysłu, podstawę swojej świadomej przytomności. Wymaga to przesunięcia środka ciężkości, ponieważ przeważnie mamy skłonność żyć w swoich emocjach, w swoich wytworach, w małych światach, które tworzymy dla siebie. Ale jak wskazywał Buddha, w tych światach jest wiele cierpienia. Wszystkie wymagają wysiłku, aby je podtrzymywać. Muszą się czymś karmić. Gdy Buddha mówi, że stawanie się jest uwarunkowane przez przywiązanie, słowo „przywiązanie” może również oznaczać karmienie się albo akt pobierania pożywienia. A tym pożywieniem jest namiętność pragnienia – pragnienie, które każe nam tworzyć te światy, wciąga nas w nie i popycha, byśmy doprowadzili je tak daleko, jak tylko się da. Zawsze zachodzi jakiś akt karmienia się – a to jest stresujące.

Musisz więc nauczyć się wychodzić z tych małych światów, które sobie stworzyłeś. W przeciwnym razie możesz wywołać ogromne burze emocjonalne, które cię porwą. Ludzie mówią, że siedzą i medytują, a coś ich porywa do tego stopnia, że nie mogą już nawet siedzieć. Ale jeśli naprawdę spojrzysz na ten wiatr z zewnątrz, nie ma żadnego fizycznego wiatru, który zdmuchuje ich z siedzenia. Po prostu pozwalają, by te burze emocjonalne narastały w umyśle, i umieszczają siebie „w” tych burzach, więc oczywiście będzie nimi miotało. Ważne jest, by pamiętać, że zawsze istnieje świadomość otaczająca te burze. Jeśli potrafisz umieścić swój środek ciężkości w tej świadomości, nie dasz się porwać.

Nie jest tak trudno wyjść z burz, jeśli potrafisz obserwować je, kiedy się pojawiają, gdy dopiero się zaczynają. Trudno jednak się z nich wydostać, kiedy już w pełni się rozwinęły. Dlatego musisz zawczasu nauczyć się zmieniać swój środek ciężkości i utrzymywać tę zmianę. W przeciwnym razie burze wtórne – te, które nadciągają na ogonie pierwszej burzy – mogą cię zaskoczyć. Jednym z problemów jest niecierpliwość, która narasta jako osobna burza. Stajesz się niecierpliwy: kiedy te burze wreszcie odejdą? I wtedy umieszczasz siebie w tej drugiej burzy, burzy niecierpliwości, a ona także może cię porwać. Albo możesz dać się porwać burzy znudzenia. Wiele z tych wtórnych burz wytrąca medytujących z równowagi, więc trzeba na nie uważać. Pamiętaj, że wokół tych burz również istnieje przestrzeń. Musisz nauczyć się patrzeć na nie także z zewnątrz.

Duża część komentarza toczącego się w umyśle jest właśnie czymś takim. Wyciągasz siebie z burz wirujących wokół wydarzeń z przeszłości albo przyszłości, ale potem pozwalasz, by pochłonęły cię burze teraźniejszości. Kiedy takie rzeczy się pojawiają – żal, niecierpliwość czy cokolwiek innego – po prostu je obserwuj. Mogą wydawać się strasznie potężne i strasznie realne, ale możesz nauczyć się kwestionować ich realność. Pamiętaj, że choć te rzeczy mogą mieć pewną realność, jest to realność stworzona – fałszywa, sztuczna. To coś, co tworzysz właśnie teraz, i możesz nawet nie być świadomy tego, co robisz.

Kiedy byłem młodszy, lubiłem pisać fikcję. Pisarz zasadniczo robi to, że zamieszkuje mały świat umysłowy i bada, jak odczuwa się go od środka. Im bardziej realny potrafisz uczynić ten świat dla samego siebie, tym lepsza będzie opowieść, kiedy ją zapiszesz. Niesamowite w tych światach jest to, że czasem postać, którą tworzysz, może cię zaskoczyć. Im bardziej realna staje się ta postać w twoim umyśle, tym częściej może zaczynać robić rzeczy nieoczekiwane. Kiedy tak się dzieje, zaczynasz myśleć: „Może ta postać ma własną realność”. W rzeczywistości jednak jest wytworem twojej wyobraźni. Powód, dla którego te postacie mogą cię zaskakiwać, jest taki sam jak powód, dla którego zaskakują cię rzeczy pojawiające się w umyśle podczas zwykłych myśli tworzących światy. Jesteś tak nieświadomy tego, co robisz, że może cię to naprawdę zaskoczyć. Wtedy te myśli zaczynają wydawać się bardzo realne, jakby miały niezależne istnienie. Stało się jednak to, że część twojego umysłu, która je tworzy, znalazła się za ścianą, oddzielona od części, która je obserwuje. Dlatego mogą przybierać nieoczekiwane kierunki.

Właśnie dlatego musimy doprowadzić umysł do naprawdę głębokiego wyciszenia – zarówno po to, by coraz bardziej zbliżyć się do tej części umysłu, która po prostu obserwuje, jak i po to, by wyraźniej zobaczyć, skąd biorą się te wytworzenia. Kiedy możesz zobaczyć tę drugą część w działaniu, nie przynosi ona żadnych niespodzianek. A kiedy dochodzisz do punktu, w którym wytworzenia nie niosą już żadnych niespodzianek, zaczynasz odczuwać wobec nich odczarowanie. Widzisz całą ich sztuczność. Możesz zacząć coraz konsekwentniej wyciągać siebie z ich światów.

Jakiekolwiek więc burze zbierają się w umyśle, pamiętaj: to tylko wydarzenie w twojej świadomości, a wokół niego istnieje świadomość, poza burzą. Naucz się nadawać większą wagę tej świadomości niż burzom. Jeśli masz się z czymś utożsamiać – a to naturalne, że przez całą ścieżkę utożsamiamy się z różnymi rzeczami – naucz się utożsamiać właśnie z tą bardzo spokojną świadomością. Może nie wydawać się szczególnie inteligentna ani twórcza, ale jest twoim ratunkiem. To coś, czego możesz się trzymać, aby nie dać się porwać.

Ile razy widziałeś ludzi bardzo bystrych, obdarzonych wyobraźnią, twórczych, u których potem coś zaczyna żyć niezależnym życiem w umyśle i którzy ostatecznie mogą nawet odebrać sobie życie po prostu z powodu własnych tworów myślowych? Okazuje się, że zostają popchnięci ku różnego rodzaju dziwnym i autodestrukcyjnym zachowaniom tylko dlatego, że nie potrafią puścić określonych światów myślowych w swoich umysłach.

Dlatego dla przetrwania wszystkiego, co dobre i wartościowe w twoim własnym umyśle, musisz nauczyć się wychodzić z tych rzeczy, rozumiejąc, że choć ta prosta świadomość może nie wydawać się interesująca ani bystra, jest twoim prawdziwym przyjacielem. Jest mądrość w uczeniu się, jak tam pozostawać i patrzeć, patrzeć, patrzeć – bez niecierpliwości, by uzyskać rezultaty, bez niecierpliwości, by zobaczyć, jak wszystko się potoczy. Naucz się być stabilniejszy w tym patrzeniu, ponieważ to właśnie stabilność pozwoli ci dostrzec bardzo subtelne rzeczy: sztuczki, jakie umysł płata samemu sobie, miejsca, w których spuszcza kurtynę albo stawia ściany, by podtrzymać swoje złudzenia. To twoje spokojne, stałe spojrzenie umożliwi ci przejrzenie tych złudzeń.

Na wczesnych etapach medytacji ten podstawowy świadek – obserwator – może wydawać się równie niestabilny i kruchy jak każdy inny świat, który mógłbyś stworzyć. Ale im bardziej przyzwyczajasz się do umieszczania tutaj swojego środka ciężkości, tym bardziej odkrywasz, że o wiele łatwiej jest tu pozostać, niż wciąż tworzyć tamte inne światy. Ta świadomość także jest pewnym rodzajem świata i przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie ją rozłożyć na części, ale tymczasem jest to najbardziej stabilny świat, jaki masz do dyspozycji. Z czasem twój środek ciężkości może zacząć coraz bardziej przesuwać się w tę stronę. Kiedy już się tutaj znajdzie, stabilność, cierpliwość i wytrwałość przychodzą znacznie łatwiej, a ty zaczynasz je bardziej cenić. Choć same w sobie mogą nie wydawać się szczególnie zaskakujące ani zajmujące, pozwalają ci odkryć bardzo zaskakujące rzeczy o umyśle. W szczególności uczysz się przejrzeć na wylot ten proces tworzenia. Skąd biorą się te światy? Właśnie tak Buddha odkrył współzależne powstawanie: po prostu bardzo cierpliwie obserwując, stawiając siebie w pozycji, w której nie dawał się porwać.

To jak z naprawdę dobrą pracą naukową. Każdy chce wejść w dialog powszechnych założeń akademickich i pokazać, że tak, on także potrafi w nim uczestniczyć. Ale ludzie, którzy mówią: „Cóż, stop. Poczekajcie chwilę. Te pytania nie mają sensu. Coś tu jest nie tak” – to właśnie oni przynoszą prawdziwy postęp w wiedzy. Kiedy robisz krok wstecz, by wyjść z określonego dialogu, zaczynasz widzieć jego ukryte założenia takimi, jakie są.

To samo dzieje się w umyśle. Istnieją małe sygnały i znaki, które umysł wysyła samemu sobie, a ty czujesz się bystry, gdy chwytasz ich znaczenie: „Tak, rozumiem ten sygnał, rozumiem ten znak, wejdę w tę grę”. I wtedy zostajesz wessany w świat tych sygnałów i znaków. Ale potrzeba prawdziwego zrozumienia, by nie dać się wciągnąć sygnałom, by wyjść ze światów, które te sygnały tworzą.

Ajaan Suwat powiedział kiedyś, że jednym z jego największych wglądów w medytacji było zobaczenie, jak bardzo umysł lubi bawić się z samym sobą w udawanie. Masz te małe wewnętrzne sygnały i ustalenia – „No dobrze, to jest tym, a tamto jest tamtym” – i nagle istnieje cały świat stawania się, tylko dlatego, że uznałeś się za bystrego w interpretowaniu znaków i łapaniu ich sensu. Dlatego czasem dobrze jest udawać głupiego, powiedzieć: „Nie rozumiem tego, to nie ma sensu”. I zrobić krok wstecz.

Właśnie to stanowi dużą część praktyki.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
Mindstorms
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.