Bądź prawdziwy
Mowa zachęca do medytacji jako ćwiczenia w uczciwym spotkaniu z tym, co bezpośrednio obecne: ciałem, oddechem i skutkami własnych intencji. Praktyka polega na rozwijaniu zarazem miękkości i siły — wrażliwości na subtelne doznania oraz zdolności, by nie dać się porwać myślom. Ucząc się obserwować oddech i własny udział w kształtowaniu doświadczenia, stajemy się bardziej „prawdziwi”, a rzeczywistość przestaje być czymś, przed czym trzeba się bronić.
Nagranie
Tekst mowy
Kiedy przychodzisz praktykować medytację, powiedz sobie, że zostawiłeś cały swój bagaż przy drzwiach. Nie musisz go tutaj wnosić. Wszystkie myśli o tym, co zrobiłeś dzisiaj, co będziesz robił jutro, wszystko, co dotyczy przeszłości albo przyszłości: powiedz sobie, że teraz te sprawy nie są istotne.
Istotne jest to, co bezpośrednio odczuwasz właśnie teraz. A co tu jest? Jest doznanie ciała i doznanie oddechu, który wchodzi i wychodzi. Jeśli chodzi o pozostałe drzwi zmysłów, możesz je zamknąć. Oczy masz zamknięte; możesz nawet zamknąć uszy. Nie musisz słuchać mowy Dhammy. Jak mówiłem już wiele razy, mowa Dhammy jest tutaj jak ogrodzenie. Jeśli odejdziesz od oddechu, natkniesz się na ogrodzenie. Wróć do oddechu. Nie pozwól, żeby mowa przeszkadzała ci w oddychaniu. Pozwól ciału się rozluźnić.
Ajaan Suwat zauważył kiedyś, że w tym, co próbujemy rozwinąć, gdy doprowadzamy umysł do uspokojenia, jest pewien paradoks. Z jednej strony teksty mówią o czynieniu umysłu miękkim i podatnym. Z drugiej mówią o czynieniu go silnym – silnym w tym sensie, że nie dasz się odciągnąć innym myślom. Masz pozostać skupiony właśnie tutaj, na oddechu, właśnie tutaj, na bezpośrednim doznaniu ciała, niezależnie od tego, co jeszcze się wydarza. Staraj się dodawać do tego jak najmniej. Pozostań po prostu przy bezpośrednim doznaniu: oddech wchodzi, oddech wychodzi. Czujesz go właśnie tutaj i czujesz różne doznania w ciele, dzięki którym wiesz, gdzie są twoje nogi, gdzie ręce, gdzie głowa. Nie próbuj uzupełniać niczego ponad to, co rzeczywiście odczuwasz. Już samo to jest dobrym ćwiczeniem z uczciwości wobec siebie.
Zwykle wnosimy w chwilę obecną wiele idei: wyobrażenia o kształcie ciała, o tym, jak powinniśmy oddychać, o tym, gdzie powinniśmy odczuwać oddychanie. Jeśli jednak naprawdę się przyjrzysz, zobaczysz, jak bardzo te idee są wytworzone. Jeśli je puścisz, co ci zostanie? Badaj to. Kiedy to robisz, odkrywasz, że wszystko trochę mięknie. Wiele napięcia, którym trzymasz ciało, żeby pasowało do twoich z góry przyjętych pojęć o tym, co „powinieneś” teraz czuć, zostaje odłożone na bok. Gdy pozwalasz sobie stawać się coraz bardziej wrażliwym na to, co odczuwasz, napięcie w ciele może zacząć się rozluźniać. Nie jesteś tu po to, żeby coś udowodnić albo coś wymusić. Jesteś tu po to, żeby badać: co masz właśnie tutaj, właśnie teraz?
Jeśli w jakiejkolwiek części ciała pojawia się doznanie napięcia albo ścisku, pozwól mu się rozproszyć. Możesz myśleć o oddechu jako o sposobie usuwania tego napięcia. Innymi słowy, gdy robisz wdech, oddychasz przez nie, a gdy robisz wydech, pozwalasz mu wyjść wraz z oddechem albo po prostu się rozpuścić. Kiedy puszczasz napięcie w ciele, twoje poczucie ciała tu, w chwili obecnej, i twoje poczucie świadomości tu, w chwili obecnej, zaczynają się otwierać. To właśnie jest ta miękkość, ta podatność, do której dążymy w stanie skupienia.
Jeśli chodzi o siłę, polega ona na tym, żeby nie pozwolić się odciągnąć. Inne myśli będą się pojawiać. Możesz się tego spodziewać, więc nie denerwuj się tym. Cała sztuka polega na tym, żeby pozwolić im przejść prosto przez ciebie. Pomyśl o swojej świadomości ciała jak o dużej siatce w oknie, z mnóstwem małych otworów. Jest porowata. Kiedy pojawia się dźwięk, kiedy pojawia się myśl, cokolwiek się pojawia, po prostu pozwól temu przejść. Nie musisz tego chwytać, tak jak siatka nie chwyta wiatru. W ten sposób możesz połączyć poczucie delikatności, zmiękczenia i większej podatności z siłą. Siła tkwi w drutach siatki, w tym, że nie zostają zdmuchnięte przez to, co przez nią przechodzi. Miękkość leży w otworach, w porowatej naturze twojej świadomości, która pozwala rzeczom przechodzić.
Kiedy oddech wchodzi i wychodzi, może wchodzić i wychodzić w dowolnym miejscu ciała. Eksperymentuj więc i badaj, jak to odczuwasz. Jaki oddech odczuwa się teraz najlepiej? Przyjrzyj się temu. Jest oddech długi, powolny, szybki, krótki, gorący, chłodny i ciepły – jak owsianka w opowieści o Złotowłosej. Masz wszelkiego rodzaju możliwości, ale chcesz znaleźć tę, która jest w sam raz. Nie próbujesz zaprogramować siebie ani na siłę wcisnąć się w określoną formę. Zalecenia techniki są po to, by dać ci wskazówki w badaniu, by nadać temu, co robisz, pewien kierunek. Ale to, co zobaczysz, zależy od twojej własnej zdolności obserwacji, gdy dostrajasz oddech i swoje skupienie.
Ten akt dostrajania jest początkiem wnikliwości. Zaczynasz widzieć powiązania: przyczynę i skutek. Kiedy wybierasz oddychanie w określony sposób, pojawiają się określone doznania – przyjemne albo bolesne. To właśnie jest prawo karmy: widzenie, jak rzeczy powstają i przemijają, widzenie „powiązań” między tym, co robisz, a doznaniami, które wskutek tego powstają i przemijają.
Kiedy teksty opisują wgląd prowadzący do pierwszego etapu Przebudzenia, ujmują go jako zobaczenie tego: „Wszystko, co podlega powstawaniu, podlega ustaniu”. To wgląd zarówno w zmianę, jak i w związki przyczynowe leżące u jej podłoża. Pāḷijskie słowo oznaczające „powstawanie”, „samudaya”, odnosi się do sposobu, w jaki rzeczy pojawiają się razem ze swoimi przyczynami. Gdy wchodzisz głębiej w medytację, ten wgląd staje się głębszy i obejmuje coraz więcej, ale zaczyna się właśnie od tego aktu dostrajania: zmieniania swoich sposobów postrzegania i zamiarów odrobinę tu, odrobinę tam, obserwowania, jakie doznania się pojawiają, i starania się, by być jak najbardziej spostrzegawczym, jak najbardziej wrażliwym na to, co naprawdę się dzieje, na to, co jest z czym powiązane.
Właśnie dlatego mówi się, żeby nie wymuszać oddechu, lecz pozwolić mu wygodnie wchodzić i wychodzić, a potem obserwować go, żeby zobaczyć, co odczuwa się najlepiej. Ucz się wsłuchiwać w rzeczy, gdy powstają. To cechowało Buddhę, gdy poszukiwał Przebudzenia: widzieć rzeczy, gdy powstają. Nie próbował ślepo wymuszać rzeczy zgodnie z wieloma z góry przyjętymi pojęciami. Był raczej odkrywcą: próbował różnych podejść i patrzył, jakie przynoszą rezultaty. Ostatecznie znalazł to, co działa najlepiej w sensie położenia kresu wszelkiemu cierpieniu, a potem zalecił nam podążanie tą metodą. Wyłożył wszystkie podstawowe zasady, lecz szczegóły pozostawił nam do samodzielnego obserwowania w naszym laboratorium właśnie tutaj: w ciele, które tu siedzi, oddychając do wewnątrz i na zewnątrz.
Innymi słowy, siedzimy tutaj, próbując podążać jego metodą, a nie tylko skopiować rezultaty. Podążamy metodą, którą zaproponował do poznawania prawd leżących w nas samych. Ale uzyskanie najlepszych rezultatów wymaga rozwijania własnej wrażliwości, własnej świadomości, i zobaczenia, co dokładnie, naprawdę, tutaj jest.
Ostatnio przeglądałem terenowy przewodnik po obserwowaniu przyrody. Autor, kiedy był dzieckiem, był uczony przez starego rdzennego Amerykanina. Pewnego dnia dziecko zapytało starca: „Dlaczego nie boisz się gorąca i zimna?”.
Starzec patrzył na niego przez chwilę i w końcu powiedział: „Bo są prawdziwe”.
I to jest nasze zadanie jako medytujących: próbować nauczyć się nie bać rzeczy, które są prawdziwe.
Ostatecznie odkrywamy, że rzeczy prawdziwe nie stanowią zagrożenia dla umysłu. Prawdziwe niebezpieczeństwa w umyśle to nasze złudzenia, rzeczy, które sami wymyślamy, rzeczy, których używamy, żeby zakryć rzeczywistość: historie, z góry przyjęte pojęcia, które narzucamy rzeczom. Kiedy próbujemy żyć w tych historiach i pojęciach, rzeczywistość staje się groźna. Wciąż odsłania pęknięcia w naszych ideach, pęknięcia w naszej niewiedzy, pęknięcia w naszych pragnieniach. Dopóki utożsamiamy się z tymi wymyślonymi pragnieniami, odbieramy to jako zagrożenie. Ale jeśli sami nauczymy się stawać prawdziwymi ludźmi, wtedy rzeczywistość nie niesie niebezpieczeństw.
Po to właśnie jest medytacja: żeby uczyć siebie, jak być prawdziwym, jak wejść w kontakt z tym, co naprawdę się dzieje, jak spojrzeć na swoje poczucie tego, kim jesteś, i rozłożyć je na czynniki, żeby zobaczyć, czym naprawdę jest; jak spojrzeć na rzeczy, które w twoim życiu wydają ci się zagrażające, i zobaczyć, czym naprawdę są. Kiedy naprawdę patrzysz, widzisz prawdę. „Jeśli jesteś prawdziwy w swoim patrzeniu, prawda się ukazuje”.
To ważna zasada w praktyce. Dlatego Dhamma jest tak cenna. Tylko ludzie prawdziwi mogą zobaczyć prawdę. Prawdziwość jest właściwością umysłu, która nie zależy od rozgryzania rzeczy ani od sprytu. Zależy od uczciwości w twoich działaniach i w twojej zdolności obserwacji, od przyjmowania prawdy taką, jaka jest. Oznacza to przyjęcie faktu, że odgrywasz rolę w kształtowaniu tej prawdy, więc musisz być odpowiedzialny. Musisz być wrażliwy zarówno na to, co robisz, jak i na rezultaty, które otrzymujesz, żebyś mógł uczyć się być coraz bardziej umiejętny.
Wiele osób uważa, że akceptacja siebie oznacza świętowanie tego, co już jest: że jesteś wystarczająco dobry, że nie musisz niczego zmieniać. Wcale tak nie jest. Akceptacja oznacza przyjęcie faktu, że jesteś odpowiedzialny za dużą część swojego doświadczenia właśnie teraz. Nie możesz obwiniać nikogo innego. I ostatecznie to dobra rzecz. Gdyby inni ludzie byli ostatecznie odpowiedzialni za kształtowanie twojego doświadczenia, co mógłbyś zrobić? Musiałbyś chodzić i nieustannie im dogadzać. Ale kluczowy fakt jest taki, że to ty kształtujesz swoje przyjemności i bóle tutaj, w chwili obecnej. Część twojego doświadczenia pochodzi z przeszłych działań, ale wiele pochodzi ze sposobu, w jaki kształtujesz rzeczy każdym obecnym zamiarem.
Ucz się więc być otwartym i uczciwym wobec roli, jaką odgrywasz w tej chwili. W ten sposób medytacja prowadzi do coraz większej wrażliwości właśnie na to – na to, co robisz teraz – oraz na fakt, że gdybyś był naprawdę spostrzegawczy, byłbyś o wiele bardziej wrażliwy w kształtowaniu swojego doświadczenia. Byłoby znacznie mniej cierpienia. W istocie mógłbyś ostatecznie dojść do punktu, w którym nie wkładasz w swoje doświadczenie żadnego cierpienia. Tak daleko może zajść ta umiejętność. Wymaga to, byś był prawdziwy w swojej obserwacji: zarówno przyznawał przed sobą, co robisz, jak i uznawał rezultaty, które przychodzą, a jednocześnie używał swojej pomysłowości, żeby odkryć, jak robić rzeczy lepiej.
To właśnie tutaj te cechy – z jednej strony wrażliwość czy delikatność, a z drugiej siła – spotykają się ze sobą. Wrażliwość polega na tym, że pozwalasz sobie widzieć rzeczy naprawdę subtelne; siła – na uznawaniu prawdy takiej, jaka jest. Właśnie w tym obszarze leży niewiedza prowadząca do cierpienia: w naszej niezdolności do bycia prawdziwymi wobec samych siebie. Ale, jak sugerowało stwierdzenie starca, jeśli jesteś prawdziwy, prawda nie stanowi zagrożenia. Jeśli nauczysz się być prawdziwym człowiekiem, wtedy rzeczywistość nie kryje żadnych niebezpieczeństw, nie kryje żadnych lęków.
Jeśli jednak wciąż żyjesz w światach fałszywych i wymyślonych, wtedy rzeczywistość stanowi zagrożenie. Dopiero kiedy odrzucisz całą nierzeczywistość w swoim umyśle, odkryjesz w tym, co pozostaje, że nie ma się czego bać. Nie ma żadnych niebezpieczeństw. Jest tylko rzeczywistość spotykająca się z rzeczywistością, prawda spotykająca się z prawdą.
Im jaśniej i uczciwiej widzisz więc to, co robisz właśnie tutaj, właśnie teraz, tym bliżej jesteś miejsca, w którym nic nie może ci zagrozić, w którym nie ma w życiu żadnych niebezpieczeństw, żadnego cierpienia. Właśnie tam może cię doprowadzić to proste ćwiczenie obserwowania oddechu, dostrajania oddechu i ponownego obserwowania go – jeśli naprawdę przeprowadzisz je do końca.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Get Real
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.