Widzenie za pomocą ciała

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 4

Mowa pokazuje, jak przywiązanie do cierpienia wiąże się z budowaniem poczucia własnej tożsamości i jak obserwowanie go jako procesu przyczyn i skutków pomaga osłabić to uwikłanie. Praktycznym punktem wyjścia jest praca z oddechem: rozwijanie komfortu, wrażliwości i świadomości całego ciała bez angażowania się w osobiste historie. Takie zakorzenienie w ciele daje oparcie, dzięki któremu można z mniejszym lękiem rozluźniać dawne sposoby określania siebie i porzucać nawyki, przez które umysł sam wytwarza cierpienie.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Jednym z zasadniczych wglądów Buddhy było to, że cierpienie, które naprawdę ciąży umysłowi, sami wytwarzamy – i że jest ono niepotrzebne. Choć sami je wytwarzamy i przez nie cierpimy, jesteśmy do niego przywiązani. Ma to pewne nieoczekiwane konsekwencje. Jedną z nich jest to, że wielu z nas czułoby się zagubionych, gdyby nie cierpiało. Nawet sama myśl o tym, że moglibyśmy nie cierpieć, sprawiłaby, że stracilibyśmy grunt pod nogami. Dzieje się tak dlatego, że nasze najsilniejsze poczucie tego, kim jesteśmy, często bierze się z niesprawiedliwego traktowania. Określamy siebie przez cierpienie, które wynika z takiego traktowania. Gdybyśmy odmówili sobie tej przewrotnej przyjemności, czulibyśmy się zagubieni. Ale kiedy inni traktują nas niesprawiedliwie, sami zaczynamy traktować siebie niesprawiedliwie. Kiedy inni niesprawiedliwie nas krytykują, sami zaczynamy niesprawiedliwie krytykować siebie. Cierpimy z powodu tego wszystkiego, ale bez poczucia siebie, które daje nam ta niesprawiedliwość, czulibyśmy się zagubieni. Umysł potrafi być naprawdę przewrotny.

Aby obejść ten problem, Buddha zachęca nas, byśmy skupili się po prostu na cierpieniu, bez pytania o to, kto je powoduje, kim jesteśmy ani co musimy zrobić ze swoim poczuciem siebie, żeby je poprawić. Mówi: „Spójrz po prostu na cierpienie samo w sobie”. To ważne: „samo w sobie”. Pomaga ci to wydostać się z uwikłania, które powstaje, gdy „ty” trzymasz się „swojego” cierpienia. Kiedy potrafisz patrzeć na te zjawiska po prostu jako na zdarzenia same w sobie, jedynie jako układ przyczyn i skutków, bez pytania o to, jaki jest w tym „twój” udział; kiedy potrafisz po prostu dostrzec cierpienie w chwili, gdy powstaje – wtedy widzisz jego związek z przyczyną. Zdajesz sobie sprawę, że nie musisz uczestniczyć w tym, co je powoduje. Pomaga to osłabić twoje przywiązanie do cierpienia.

Ważne jest zatem, by zrozumieć ten proces: jesteś przywiązany właśnie do tego, co sprawia, że cierpisz, i utożsamiasz się z tym. Choć właśnie to cię określa, jest to jedynie definicja, którą sam narzuciłeś tym rzeczom. Tak naprawdę nie potrzebujesz jej, żeby funkcjonować. Nie musisz się obawiać, że zostaniesz unicestwiony, jeśli położysz kres cierpieniu.

Dla wielu ludzi to przerażająca myśl, ponieważ związek między ich poczuciem siebie a cierpieniem jest tak silny. Dlatego Buddha ponownie kieruje twoją uwagę wyłącznie na cierpienie samo w sobie. Nie pytaj, kto to robi. Nie pytaj, jaki jest w tym „twój” udział. Zapytaj po prostu: „Co się tutaj dzieje?”. Patrz na rzeczy same w sobie, jako na zdarzenia, jako na procesy.

Zacznij od oddechu samego w sobie. To dość neutralny przedmiot uwagi. I zapytaj siebie: „Co się dzieje podczas oddychania?”. Robisz wdech, aż staje się nieprzyjemny. Wtedy robisz wydech, aż on również staje się nieprzyjemny. Następnie znów robisz wdech. Przechodzisz od dyskomfortu zbyt długiego wdechu do dyskomfortu zbyt długiego wydechu i z powrotem. A przecież musisz oddychać. Gdybyś próbował przestać oddychać, wstrzymując oddech, to również byłoby bolesne. Musisz oddychać, ale poruszasz się między dwiema skrajnościami: zbyt długim wydechem i zbyt długim wdechem. Oddech jest procesem bezosobowym, czymś, co możesz obserwować samo w sobie, i uczy cię czegoś o cierpieniu samym w sobie.

Na szczęście nie ma zbyt wielu rozbudowanych teorii o głębszym znaczeniu oddechu. Pozostaje prosty fakt: teraz następuje wdech; teraz następuje wydech. Nie możesz obserwować swoich przyszłych oddechów; nie możesz obserwować oddechów z przeszłości. Masz tylko obecny oddech. I jest on bezosobowy. Wiesz, że wszyscy oddychają w ten sam sposób. Zadajesz sobie jedynie pytanie, czy jest to przyjemne, czy nie. To wszystko, o co musisz teraz pytać. Inne, szersze kwestie możesz odłożyć na bok. Przyzwyczaj się do pozostawania wyłącznie na tym poziomie: bezpośredniego doświadczenia oddechu samego w sobie.

W ten sposób pomagasz sobie przestać traktować cierpienie jako sprawę osobistą. Na tej podstawie możesz zacząć obejmować uwagą inne problemy, które również trzeba przestać traktować osobiście. Upewnij się jednak, że ten fundament jest mocny. Po prostu pozostań przy tym, jak przebiega wdech i jak przebiega wydech. Czy sprawia ci to przyjemność? Choć oddech porusza się między dwoma rodzajami bólu, jeśli odpowiednio go dostosujesz, możesz sprawić, że doświadczenie oddechu pomiędzy tymi skrajnościami – to, jak go odczuwasz – będzie naprawdę satysfakcjonujące. Przyjemnie jest czuć, jak oddech napływa, napływa, dociera w dół do płuc, do brzucha. Może dawać poczucie odświeżenia i zadowolenia. Pozostań po prostu przy tym, jak odczuwasz go w chwili obecnej, bez angażowania się w myśli o tożsamości, w opowieści o swoim życiu, w swoje poglądy na świat. Przyzwyczaj się do patrzenia na rzeczy po prostu na tym poziomie: jako na doświadczenie samo w sobie.

Daje ci to nowy fundament. Odkrywasz, że potrafisz uczynić chwilę obecną przyjemną, choć może się w niej pojawić ból. I nie ma w tym nic groźnego. Daje to zadowolenie. Przenosisz swój środek ciężkości z poczucia siebie, które musi cierpieć, żeby zachować swoją tożsamość, na inne poczucie siebie: oparte na przyjemności połączonej z większą świadomością własnych umiejętności. Rozwijasz umiejętność i od razu widzisz rezultaty. Ten nowy środek ciężkości staje się następnie punktem podparcia, dzięki któremu możesz podważyć i rozluźnić pozostałe przywiązania, dawne sposoby określania siebie.

Prowadzono badania nad osobami poddającymi się psychoterapii, próbując ustalić, która metoda – jungowska, freudowska czy jakakolwiek inna – sprawdza się najlepiej. Odkryto, że sama metoda nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Znaczenie ma natomiast to, czy pacjent potrafi wejść w swoje ciało, w pełni w nim zamieszkać, a następnie z tej perspektywy przepracować wszelkie problemy obecne w umyśle. Właśnie to robisz, gdy pracujesz z oddechem. Wchodzisz w ciało, stajesz się bardziej wrażliwy na to, co się w nim dzieje, tworzysz dla siebie nowy środek ciężkości, nowy obszar wrażliwości.

Wiele tekstów buddyjskich opisuje wiedzę zdobywaną dzięki medytacji jako pewną formę widzenia, jako coś, co dostrzegasz. Mówią, że zmierzasz ku wiedzy i widzeniu. Pierwszym doświadczeniem Przebudzenia jest otwarcie Oka Dhammy. Pełne Przebudzenie przychodzi wraz z wiedzą i widzeniem rzeczy takimi, jakimi się stały. Są jednak również fragmenty opisujące tę wiedzę jako coś odczuwanego nie wewnętrznym okiem, lecz ciałem. Wszystkie nauki o jhānie dotyczą tego, jak dzięki oddechowi uzyskać poczucie ulgi i dobrostanu, a następnie pozwolić mu przeniknąć całe ciało. Niektóre teksty mówią o „dotykaniu” różnych bezforemnych wymiarów, do których można uzyskać dostęp przez jhānę – o dotykaniu ich ciałem. Jeden z tekstów mówi, że ci, którzy praktykują jhānę, dotykają ciałem Bezśmiertelności. A jeden z wersetów Dhammapady mówi, że „widzisz” Dhammę ciałem. Sutta Nipāta opisuje Buddhę jako Oko Widzące Wszystko Dookoła: całe jego ciało było narządem widzenia, narządem wzroku.

Tak więc w praktyce chcemy między innymi wyjść z własnej głowy – gdzie mamy wszystkie te wyobrażenia o tym, kim jesteśmy, jakie relacje łączą nas z innymi ludźmi i jak musimy zachowywać swoją tożsamość skupioną wokół cierpienia w obliczu ataków świata zewnętrznego – i nauczyć się w pełni zamieszkiwać ciało. W miarę jak w nim zamieszkujemy, samo ciało staje się narządem widzenia, narządem wzroku. Dostrzegasz w ciele rzeczy, których wcześniej nie widziałeś. Przywracasz ciału wrażliwość. Jako osoba medytująca opierasz się na nowym środku ciężkości. Dzięki temu, gdy zaczynasz rozmontowywać swoje nawyki tworzenia poczucia siebie – nawyki, które sprawiają, że cierpisz, ale których tak mocno się trzymasz – budzi to znacznie mniej obaw. Nie czujesz, że ten proces cię unicestwi. Rozmontowywanie tych starych nawyków staje się czymś, co naprawdę lubisz robić, ponieważ patrzysz z innego punktu widzenia. Patrzysz z perspektywy świadomości całego ciała i poczucia, że potrafisz z nim pracować.

Dlatego tak ważne jest nawiązanie kontaktu z oddechem i nauczenie się oddychania całym ciałem: całe ciało robi wdech, całe ciało robi wydech. Rozwija to wrażliwość i daje ci fundament potrzebny do naprawdę radykalnej pracy nad tym, jak umysł sam powoduje swoje cierpienie i jak możesz wykorzenić wszystkie sposoby działania, które sprawiają, że cierpisz. Dopiero z tego odmiennego punktu widzenia można rzeczywiście wykonać tę pracę.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
Seeing with the Body
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.