Słup nad oceanem

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 4

Thanissaro Bhikkhu porównuje umysł do słupa nad oceanem: bez mocnego oparcia miotają nim fale zmian, trosk i obowiązków, natomiast skupienie na oddechu pozwala rozwijać wewnętrzną stabilność. Praktyka ta nie jest zaniedbywaniem odpowiedzialności, lecz przygotowaniem do umiejętnego działania, pomagania innym i radzenia sobie ze starzeniem się, chorobą oraz śmiercią. Rozwijając uważność, czujność, skupienie i wnikliwość, uczymy się puszczać to, co powoduje cierpienie, z pozycji siły — aż możliwe staje się puszczenie także samego skupienia i dotarcie do kresu cierpienia.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Żyjemy w świecie pełnym burz, w świecie nieustannych zmian. Mówi o tym fragment, który przed chwilą recytowaliśmy: o starzeniu się, chorobie, śmierci i rozłące. Jeśli w rozważaniach na tym poprzestaniemy, staje się to dość przygnębiające. Na szczęście nie musimy na tym poprzestawać. Możemy pójść w tych rozważaniach nieco dalej. Tak jak w drugiej recytacji: „Obym był szczęśliwy”. Buddha uczy nas szanować to pragnienie prawdziwego szczęścia. Wskazuje też drogę do prawdziwego szczęścia, która prowadzi przez nasze własne działania. O tym właśnie mówi ta część pierwszej recytacji: „Jestem właścicielem swoich działań, spadkobiercą swoich działań”. Na tym możemy polegać.

Choć nasze działania mogą się zmieniać, staramy się rozwijać w umyśle pewną stałość. Dlatego ćwiczymy skupienie: skupiamy się na oddechu, pozostajemy z nim przy wdechu i pozostajemy z nim przy wydechu. Robimy, co możemy, aby łatwiej było przy nim pozostać. Po części chodzi o to, by pozwolić oddechowi stać się wygodnym i poczuć, że oddech to nie tylko powietrze wpływające do płuc i z nich wypływające. Uczymy się postrzegać oddech jako przepływ energii przez całe ciało. Co czujesz w różnych częściach ciała podczas wdechu? Czy zwykle napinasz szyję lub barki? Czy możesz wdychać tak, by się nie napinać? Wszystko jest ze sobą powiązane: twoja postawa, sposób oddychania i krążenie krwi w ciele. Możesz to badać, by łatwiej było ci pozostać tutaj.

Właściwy Pogląd na to, co robisz, również pomaga ci tu pozostać. Utrzymywanie umysłu w jednym miejscu może wydawać się czymś drobnym. Możesz myśleć o wszystkim innym, co mógłbyś teraz robić, o wszystkich innych obowiązkach, które masz, i o wszystkich innych problemach, które mógłbyś rozwiązać. Te sprawy mogą odciągnąć cię od praktyki, bo odciągają nas od niej nie tylko rażące przejawy chciwości, gniewu i złudzenia. Może nas odciągnąć również błędnie pojmowane poczucie odpowiedzialności: „Naprawdę muszę o tym pomyśleć. Muszę przygotować się na tamto. Mam przecież tyle innych obowiązków w świecie: muszę pewnym rzeczom zapobiegać, a inne wspierać”. Ale kiedy myślisz w ten sposób, zaniedbujesz jeden ze swoich głównych obowiązków. Jeśli masz zrobić cokolwiek skutecznego, cokolwiek umiejętnego, umysł musi mieć solidne wewnętrzne oparcie.

To jak słup na brzegu oceanu. Jeśli jest mocno osadzony w piasku – a jeszcze lepiej w skale pod piaskiem – to gdy fale napływają i odpływają, słup nie porusza się wraz z nimi. Taki słup może służyć do wielu pożytecznych rzeczy. Może stać się podporą, na której zbudujesz dom. Możesz przywiązać do niego łódź, żeby nie została zniesiona na otwarte morze. A same fale niewiele mu szkodzą.

Ale jeśli położysz swój słup na brzegu oceanu, myśląc, że w ten sposób znacznie lepiej powstrzymasz napływające fale, niż gdyby stał w jednym miejscu, to oczywiście fale będą miotać nim tam i z powrotem, aż po pewnym czasie rozbiją go o jakąś skałę. Jeśli coś będzie do niego przywiązane, również zostanie rozbite. Innymi słowy, jeśli bierzesz na siebie zbyt wiele obowiązków w świecie, ale nie zapewniasz umysłowi mocnego oparcia, umysł w końcu zostaje roztrzaskany na kawałki. I nikomu nie przynosi pożytku.

Kiedy więc skupiasz się na jednym małym punkcie właśnie tutaj – tylko na oddechu, tylko na ciele – może ci się wydawać, że zaniedbujesz inne obowiązki, ale w rzeczywistości tak nie jest. Zapewniasz umysłowi solidne oparcie. Umysł, który ma solidne oparcie, przynosi o wiele więcej pożytku zarówno tobie, jak i ludziom wokół ciebie. Uznaj to za swój najważniejszy obowiązek.

Bo tak naprawdę możesz zrobić dla świata tylko tyle, na ile pozwalają twoje możliwości. Możesz myśleć o ludziach, którym chciałbyś pomóc, ale są obszary ich umysłów, obszary ich doświadczenia, do których nie możesz dotrzeć i na które w ogóle nie masz wpływu. Widać to bardzo wyraźnie, gdy ktoś jest chory i cierpi z bólu. Nie możesz wejść w jego doświadczenie i wziąć na siebie części tego bólu. Być może uda ci się podać mu lekarstwo, które trochę ten ból złagodzi. Czasami jednak ból jest tak wielki, że nie pomaga już żadna morfina, żadne opium ani żaden inny środek przeciwbólowy. Wtedy ta osoba musi sama wziąć za siebie odpowiedzialność. Widzisz to u innych i powinno ci to przypominać, że pewnego dnia sam będziesz musiał zmierzyć się z tymi samymi sprawami. W tym każdy z nas musi wziąć odpowiedzialność za siebie. Jeśli potrafimy odpowiedzialnie podchodzić do własnego bólu, jesteśmy znacznie mniejszym ciężarem dla ludzi wokół nas.

Przecież to naprawdę my za to odpowiadamy. To my wybraliśmy narodziny tutaj. To z powodu naszych pożądań i pragnień narodziliśmy się jako ludzie. Skoro odpowiadasz za swoje narodziny, musisz też wziąć odpowiedzialność za to, jak radzisz sobie ze starzeniem się, chorobą i śmiercią. Wszystko to idzie ze sobą w parze. Właśnie tutaj zaczynasz się uczyć, jak sobie z tym radzić: skupiasz się na oddechu, skupiasz się na chwili obecnej i uczysz się puszczać wszystkie inne błędne poglądy, wszystkie inne rozproszenia, wszystko inne, czego mógłbyś się trzymać, a co w końcu doprowadzi cię do rozbicia się o skały.

Staraj się więc utrzymać ten punkt oparcia. Pomyśl o nim jak o słupie osadzonym tak, by stawiał opór falom oceanu. Nawet jeśli słup zostanie przewrócony, zdajesz sobie sprawę, że nie powinieneś pozwolić mu tak leżeć. Wiesz, że lepiej jest, gdy stoi, głęboko osadzony w piasku. Już sama ta wiedza może bardzo pomóc. W przeciwnym razie czujesz się zobowiązany wobec innych, by pozwolić swojemu słupowi leżeć wśród fal. Myślisz, że jakoś ochroni ich przed siłą fal. Tymczasem czasami fale napływają od drugiej strony słupa i pchają go na innych ludzi, rozbijając ich o skały. Tak więc zarówno dla własnego dobra, jak i dla dobra ludzi wokół ciebie staraj się utrzymywać ten słup mocno osadzony właśnie tutaj. Staraj się też zachować właściwe poglądy. Jest w świecie wiele rzeczy, których nie możesz zmienić. Jest też wiele rzeczy, których nie możesz nawet wiedzieć.

Kierkegaard zauważył kiedyś, że żyjemy, idąc naprzód, ale rozumiemy życie, patrząc wstecz. Innymi słowy, wiele decyzji musimy podjąć już teraz, choć tak naprawdę nie wiemy, jakie przyniosą skutki jutro czy pojutrze, w przyszłym miesiącu czy w przyszłym roku. Możemy spojrzeć wstecz na podjęte decyzje i powiedzieć: „Nie powinienem był tego robić; nie powinienem był tego mówić”. W niektórych przypadkach podjęliśmy błędną decyzję, w pełni wiedząc, co robimy. Za takie decyzje ponosimy dużą winę. Ale często podejmowaliśmy błędną decyzję dlatego, że nie mogliśmy wiedzieć, jakie będą jej skutki. Za takie decyzje nie można nikogo winić. Nikt nie może winić ciebie; ty nie możesz winić nikogo innego. Musisz więc pogodzić się z tym, że te sprawy pozostają niepewne. To część tych wiatrów i fal.

Tak jak w dzisiejszej wieczornej prognozie pogody: mówią, że może nadejść burza. Nie wiemy tego na pewno. Robimy, co możemy, żeby się przygotować. Jeśli burza nie nadejdzie, czy powiemy: „Wszystkie te przygotowania były stratą czasu i energii. Mogliśmy robić coś innego”? To nie jest właściwe podejście. Przygotowujesz się najlepiej, jak potrafisz. A to, czego nie wiesz, po prostu puszczasz. Znasz natomiast pewne podstawowe zasady. Jeśli rozwiniesz w umyśle więcej uważności, więcej czujności, więcej skupienia i więcej wnikliwości, będziesz lepiej przygotowany do radzenia sobie z tym, co się pojawi, nawet jeśli nie wiesz z góry, co to będzie. Jeśli rozwiniesz w umyśle te cechy, łatwiej poradzisz sobie ze wszystkim, co cię spotka.

Rozwijamy te cechy przede wszystkim wtedy, gdy dajemy umysłowi jedno miejsce, w którym może pozostawać w bezruchu, a następnie utrzymujemy ten bezruch niezależnie od tego, co próbuje go naruszyć. W niektórych przypadkach wymaga to po prostu uważności i czujnego obserwowania tego, co się dzieje. W innych potrzeba więcej wnikliwości, by wychwytywać prądy w umyśle, które mogłyby cię przewrócić, i uczyć się opierać tym, które mówią: „Naprawdę powinieneś o tym pomyśleć; naprawdę powinieneś martwić się tamtym. Siedzisz tutaj z zamkniętymi oczami, skupiasz się na oddechu i lekceważysz swoje obowiązki”. Musisz nauczyć się polemizować z takimi myślami, żeby nie zawładnęły umysłem.

Pamiętaj więc o słupie na brzegu morza. Jeśli po prostu leży tam na piasku, nadejdą fale i będą miotać nim tam i z powrotem. Jeśli na plaży stoją ludzie, słup może ich zranić. Jeśli na plaży są skały, fale mogą rzucić go na nie i roztrzaskać. Tego nie chcesz. Jeśli twój słup jest mocno osadzony nad samą wodą, przynosi o wiele więcej pożytku tobie i ludziom wokół ciebie.

Dostrzegaj więc wartość tego, że pozostajesz mocno osadzony właśnie tutaj, skupiony właśnie tutaj. Rozwijaj umiejętność pozostawania w bezruchu i nadaj umysłowi tyle stałości, ile tylko możliwe. Wiemy, że stałość, którą w ten sposób wytwarzasz dzięki skupieniu, nie może być całkowita. W końcu budujesz tutaj swoją ścieżkę z tego, co nazywamy składowymi. A jak powiedział Buddha, wszystkie te składowe są nietrwałe, wiążą się z cierpieniem i są nie-ja. Choć do pewnego stopnia się temu przeciwstawiamy, wiemy, że ostatecznie nie zdołamy uczynić naszego stanu skupienia trwałym. Dajemy jednak umysłowi siłę potrzebną do puszczenia rzeczy, które wyrządzają krzywdę, rzeczy, które powodują cierpienie – ponieważ puszczamy je z pozycji siły. Nie puszczamy ich ze słabości. Jeśli ludzie puszczają coś ze słabości, nieuchronnie pojawia się w tym coś z postawy „kwaśnych winogron”, odrobina niezadowolenia lub urazy. To znaczy, że tak naprawdę nie puszczają. Liczą na to, że kiedyś znów będą mogli się tego uchwycić.

Ale jeśli puszczasz z pozycji siły, puszczasz naprawdę. Kiedy już puścisz to, co jest poza twoim skupieniem, możesz zwrócić się ku samemu skupieniu i mu się przyjrzeć. Zdajesz sobie sprawę, że skupienie i wnikliwość doprowadziły umysł aż tutaj, ale dalej już go nie poprowadzą. Przed pójściem dalej powstrzymuje cię jedynie to, że nadal się ich trzymasz. Wtedy puszczasz z pozycji prawdziwej siły. Kiedy puszczasz w ten sposób, odkrywasz, że w głębi umysłu jest coś stałego, całkowicie wolnego od cierpienia, wykraczającego nawet poza kwestie ja i nie-ja – coś, na co wiatr ani fale nie mają żadnego wpływu.

W tekstach pojawia się obraz kamiennego słupa o wysokości szesnastu piędzi, osadzonego w litej skale góry. Osiem piędzi tkwi w skale, osiem wystaje ponad ziemię. Niezależnie od tego, z której strony wieje wiatr, nie potrafi nawet zachwiać słupem. Ale dopóki nie dotrzesz do tego punktu, korzystaj ze swojego słupa na brzegu oceanu. Od czasu do czasu może się przewrócić, lecz kiedy już się przewróci, dobrze wiesz, jak ponownie osadzić go w piasku. Już samo to może pomóc ci przejść przez wiele trudności. Może pomóc usunąć wiele cierpienia, jeszcze zanim dotrzesz do kresu cierpienia. A to samo w sobie jest niemałym osiągnięciem.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
A Post by the Ocean
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.