Na ścieżce oddechu

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 4

Medytacja oddechu to nie tylko bierne obserwowanie teraźniejszości, lecz aktywne rozwijanie umiejętności: obejmowania świadomością całego ciała, uspokajania oddechu i rozpoznawania potrzeb umysłu. Thanissaro Bhikkhu pokazuje, jak eksperymentowanie z oddechem i sposobem jego postrzegania pozwala równocześnie rozwijać skupienie i wgląd w procesy wytwarzania doświadczenia. Dostrzeganie ograniczeń nawet subtelnych, przyjemnych stanów skupienia prowadzi do beznamiętności i porzucania wytworzeń, otwierając drogę do szczęścia niewytworzonego — Nibbāny.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Pewnego razu Buddha wychwalał zalety medytacji oddechu i korzyści, jakie można odnieść z utrzymywania oddechu w pamięci. Jeden z mnichów powiedział: „Ja już praktykuję medytację oddechu”. Buddha zapytał go więc: „Jaką medytację oddechu praktykujesz?”. Mnich odpowiedział: „Siedzę i oddycham, odkładając na bok wszelkie pragnienia związane z przeszłością lub przyszłością oraz wszelkie rozdrażnienie w chwili obecnej” – innymi słowy, rozwijał równowagę wobec tego, co pojawiało się i przemijało tu i teraz. I to było wszystko. Na tym polegała jego metoda. Buddha odpowiedział: „Owszem, to pewna forma medytacji oddechu. Nie mówię, że nią nie jest, ale nie w ten sposób odniesiesz największą korzyść z oddechu”.

Następnie zaczął nauczać medytacji oddechu w znacznie pełniejszy sposób. Warto uważnie przyjrzeć się temu, jak Buddha jej nauczał, ponieważ zaczynasz wtedy dostrzegać, jak aktywnego podejścia wymagała jego metoda. Dostrzegasz też, że wiele jej kroków przypomina raczej pytania. Mówił: „Zrób to”, ale nie wyjaśniał w pełni, jak się do tego zabrać. Oznacza to, że musisz próbować i badać.

Pierwsze dwa kroki to ćwiczenia, dzięki którym nabierasz wprawy w rozpoznawaniu oddechu: rozpoznajesz, kiedy jest długi, a kiedy krótki. Pomagają ci one uwrażliwić się na to, jak odczuwasz oddech. Kiedy to robisz, zaczynasz zauważać, jaki sposób oddychania jest najprzyjemniejszy. Buddha wspomina jedynie o oddechu długim i krótkim, ale możesz zwracać uwagę także na inne jego cechy: czy jest głęboki czy płytki, ciężki czy lekki, szybki czy wolny. Innymi słowy, chodzi o to, by poczuć fizyczne odczucia związane z oddechem. Kiedy robisz wdech, gdzie czujesz oddychanie? Kiedy robisz wydech, gdzie je czujesz? Buddha nie mówi, że musisz skupiać się na jakimś konkretnym punkcie. Mówi po prostu: „Wysuń uważność na pierwszy plan”. Innymi słowy, jasno zdawaj sobie sprawę z tego, co utrzymujesz w pamięci, bo właśnie to oznacza uważność. Masz na uwadze cel – to, co zamierzasz zrobić – i potrafisz o nim pamiętać: na tym polega uważność. Natomiast samo obserwowanie tego, co się dzieje, nazywamy czujnością. Potrzebujesz obu tych cech, ale warto umieć je rozróżnić.

Ponieważ Buddha nie mówi, w którym miejscu ciała masz się skupiać, możesz przy wdechu zapytać siebie, gdzie rzeczywiście go odczuwasz. Odłóż na bok z góry przyjęte wyobrażenia o tym, gdzie powinieneś go czuć. Gdzie naprawdę czujesz oddech? Gdzie jest przyjemny, a gdzie nieprzyjemny? Po tych krokach, w których uczysz się uwrażliwiać na oddychanie, Buddha przechodzi do całej serii ćwiczeń, w których musisz nauczyć się coś robić. Chcesz, żeby coś się wydarzyło, i świadomie do tego dążysz.

W tym miejscu medytacja oddechu wymaga bardziej aktywnego podejścia. Pierwsze takie ćwiczenie – będące trzecim krokiem – polega na tym, by nauczyć się robić wdechy i wydechy, odczuwając całe ciało. Innymi słowy, starasz się poszerzyć świadomość. Jesteś świadomy oddechu, ale jednocześnie próbujesz objąć świadomością całe ciało, od czubka głowy po końce palców stóp. Pytanie brzmi: jak to zrobić? Niektórym bardzo łatwo przychodzi od razu objąć świadomością całe ciało. Inni muszą dochodzić do tego stopniowo. Jednym ze sposobów jest kierowanie uwagi na kolejne części ciała i zauważanie, jak je odczuwasz przy wdechu, a jak przy wydechu. Żeby sobie pomóc, możesz spróbować tak oddychać, by oddech był przyjemniejszy wszędzie tam, gdzie się skupiasz. Na przykład, kiedy skupiasz się na karku, zauważ: czy jest tam napięcie? Czy przy wdechu zwiększasz to napięcie? Czy przy wydechu nadal je utrzymujesz? Co możesz zrobić, żeby je rozluźnić?

W ten sposób przechodzisz już właściwie do czwartego kroku, który polega na uspokajaniu tego, co nazywa się „wytworzeniem cielesnym”: wpływu oddechu na odczuwanie ciała. Możesz jednak połączyć te dwa kroki. Kierując uwagę na kolejne części ciała i stopniowo obejmując je w całości świadomością, możesz jednocześnie uczyć się uspokajać oddech, tak aby oddychanie było przyjemne. Zaczynasz dostrzegać, że oddychanie nie jest tylko procesem, który odczuwasz w jednym czy dwóch punktach ciała. Bierze w nim udział całe ciało, a przynajmniej może brać w nim udział. Im bardziej oddychanie obejmuje całe ciało, tym bardziej odświeża.

Prowadzi to do kroków piątego i szóstego: uczysz się robić wdechy i wydechy z poczuciem odświeżenia, swobody i przyjemności. Przygotowujesz się do tych kroków, próbując znaleźć najlepszy rytm oddychania dla każdej części ciała, aż jesteś gotowy, by zatrzymać uwagę w jednym miejscu. Następnie wyobraź sobie, że twoja świadomość rozprzestrzenia się z tego miejsca i wypełnia całe ciało. Potem wracasz do ścisłej kolejności kroków: gdy jesteś już świadomy całego ciała, pozwalasz, by odczucia związane z oddychaniem się uspokoiły.

Zaczynasz zauważać, że twoje wyobrażenia o oddechu wpływają na to, jak bardzo może się on uspokoić. Możesz postrzegać oddech na różne sposoby. Na przykład możesz utrzymywać w umyśle wyobrażenie, że jest to proces obejmujący całe ciało. Wyobraź sobie, że oddech wpływa i wypływa przez każdy por skóry. W skórze rzeczywiście zachodzi wymiana tlenu. Im szerzej otwarte są pory, tym więcej tlenu podlega wymianie. Jeśli wyobrażasz sobie skórę jako szeroko otwartą, mięśnie klatki piersiowej mogą mniej pracować. Po prostu wycisz umysł i utrzymuj to wyobrażenie: oddech może wpływać i wypływać we wszystkich kierunkach, przez wszystkie części ciała, przez wszystkie pory skóry. Wszystko łączy się samo, bez potrzeby rozprowadzania oddechu po ciele jak przy masażu.

Zauważysz, że przy wdechu i wydechu pojawiają się w ciele subtelne odczucia odpowiadające wyraźniejszym odczuciom ruchu klatki piersiowej i przepony. Pozwól tym subtelnym odczuciom połączyć się w harmonijną całość. Wyobraź sobie, że każda część ciała jest połączona z pozostałymi, że wszystkie kanały energii w ciele są połączone, dzięki czemu energia oddechu rozchodzi się w nich natychmiast i samoczynnie, niezależnie od wdechu i wydechu. Nie musisz nic robić, żeby ją wciągać czy wypuszczać. Posługujesz się tutaj jedną ze składowych – składową postrzegania – aby pomóc uspokoić oddech. Zauważasz też, że wywołuje to poczucie pīti, które zwykle tłumaczy się jako „radosne uniesienie”, choć w niektórych przypadkach nie jest ono aż tak silne jak to, co zwykle nazwalibyśmy uniesieniem. Jest raczej poczuciem odświeżenia. Ciało odczuwa pełnię i zaspokojenie. To tak, jakby każda mała komórka ciała mogła oddychać do woli, a inne komórki jej przy tym nie ściskały. Towarzyszy temu poczucie swobody. Gdy ciało zostanie już w ten sposób naprawdę odświeżone, wszystko zacznie się uspokajać jeszcze bardziej.

W tym miejscu uwrażliwiasz się na to, co Buddha nazywa wytworzeniem umysłowym: doznania i postrzeganie. Zauważyłeś już, że zmiana wyobrażenia o tym, jak oddychasz, wpływa na proces oddychania oraz na doznania, które z niego wynikają. Wpływa także na umysł. Uspokaja go. Możesz więc dalej badać, które wyobrażenia pomagają jeszcze bardziej uspokoić umysł.

Uczysz się tu jednocześnie uspokojenia i wglądu. Buddha nigdy nie traktuje tych dwóch cech umysłu jako skrajnie przeciwstawnych. Wskazuje, że mogą rozwijać się osobno, ale najlepiej, jeśli współdziałają. Gdy uważnie uspokajasz to, co się dzieje, jednocześnie zyskujesz wgląd w działanie umysłu. Z jednej strony zaczynasz dostrzegać wpływ, jaki oddech może wywierać na umysł. Im bardziej kojący staje się oddech, tym chętniej umysł osiada w teraźniejszości i poddaje się jego kojącemu działaniu. Jednocześnie dostrzegasz wpływ umysłu na oddech. To, jak postrzegasz oddech, zmienia sposób, w jaki ciało rzeczywiście oddycha. Twój umysłowy obraz oddechu, procesu oddychania, wpływa na to, które części ciała faktycznie w nim uczestniczą.

W miarę jak wszystko coraz bardziej się uspokaja, dochodzisz do punktu, w którym możesz po prostu siedzieć i przyglądać się świadomości – świadomości samego umysłu obserwującego oddech. To ważna umiejętność w medytacji: obserwowanie umysłu. Jest niemal tak, jakby istniały dwa umysły: umysł obserwowany i umysł obserwujący. Możesz przyglądać się stanowi umysłu, który pozostaje przy oddechu. Zaczynasz wtedy zauważać, że czasami jest stabilny, a czasami nie. Czasami potrafi utrzymać skupienie, a czasami nie. Czasami medytacja go odświeża i raduje, a kiedy indziej wydaje mu się raczej przykrym obowiązkiem, który wykonujesz mechanicznie. Chodzi o to, żeby nauczyć się w ten sposób odczytywać swój umysł. Kiedy już to potrafisz, możesz nauczyć się dostarczać mu tego, czego potrzebuje.

Na przykład: jak rozradować umysł, kiedy jest trochę przygnębiony, trochę znudzony medytacją? Co możesz zrobić, żeby była bardziej interesująca? Buddha podaje porównanie do bystrego kucharza pracującego w pałacu księcia. Żeby zostać kucharzem księcia, musisz wyczuwać, co książę lubi. Książę nie zejdzie do kuchni i nie powie: „Słuchaj, jutro chciałbym smażonego kurczaka” albo: „Jutro chciałbym tofu”. Będzie siedział przy stole, sięgał po tę potrawę, a po tamtą nie; tej weźmie dużo, a tamtej tylko trochę. Musisz więc to zauważać. Musisz wychwytywać sygnały, które książę wysyła. Niezależnie od tego, czy wysyła je świadomie, czy nie, starasz się je dostrzec. A kiedy nauczysz się odczytywać jego sygnały, będziesz mógł każdego dnia przewidywać jego życzenia.

Król Aśoka powiedział kiedyś w jednym ze swoich edyktów, że jeśli ludzie, którzy dla niego pracują, chcą go zadowolić, muszą wiedzieć, czego chce, jeszcze zanim on sam to wie. Musisz nauczyć się równie szybko odczytywać własny umysł. Czego umysł potrzebuje teraz? Czego będzie potrzebował przy następnym oddechu? Czasami nudzi się oddechem, więc możesz podsunąć mu inne tematy do rozważenia. Możesz rozwijać miłującą dobroć, współczucie, współradość lub równowagę umysłu. Możesz myśleć o Buddhzie, Dhammie i Saṅghie. Wszystko to są właściwe tematy medytacji. Mają inspirować umysł i radować serce. Możesz wspominać chwile, kiedy w przeszłości okazywałeś szczodrość: nie musiałeś się czymś dzielić, ale czułeś taką potrzebę. Albo chwile, kiedy mogłeś kogoś skrzywdzić czy coś mu zabrać i uniknąć konsekwencji, ale tego nie zrobiłeś. Pomyśl o takich chwilach. Pomagają wnieść radość do praktyki. Innymi słowy, podobnie jak kucharz uczysz się odczytywać swój umysł, a następnie dostarczać mu takiego pokarmu, jakiego potrzebuje.

Tak samo jest ze stabilizowaniem umysłu: kiedy umysł trochę się chwieje, jak sprawić, żeby w pełni i mocno osadził się tu, w chwili obecnej? Możesz wrócić do niektórych kroków medytacji i je przypomnieć: o których zapominasz? Czy zapomniałeś pozostawać przy całym ciele? Czy zapomniałeś, jak wzbudzać radosne uniesienie i odświeżenie? Jeśli tak, wróć i zrób to. Być może uda ci się też zmienić sposób postrzegania oddechu. Wyobraź sobie, że oddech przenika w głąb kości. Skup się na odczuciach oddychania w dłoniach i stopach. Niektórzy odkrywają, że skupianie się na jednym miejscu naraz nie wystarcza, by w pełni pochłonąć ich uwagę. W takim razie wybierz dwa miejsca.

Kiedy zaczynałem zajmować się medytacją, znałem w Tajlandii starszą kobietę. Była emerytowaną nauczycielką i mówiła, że jednym z najszybszych sposobów, by umysł osiadł i pozostawał naprawdę skupiony w chwili obecnej, jest jednoczesne skupianie się na odczuciach w głowie i u podstawy kręgosłupa. Pomyśl o tych miejscach jako o dwóch ośrodkach oddychania. Możesz odkryć, że wysiłek związany z utrzymywaniem uwagi na obu naraz – i wyobrażaniem sobie linii, która łączy je w jedno odczucie – naprawdę stabilizuje umysł, skupia go i sprawia, że osiada i pozostaje wyciszony.

Następny krok, który zaleca Buddha, polega na uczeniu się, jak uwalniać umysł. Nie mówi tutaj o ostatecznym wyzwoleniu, lecz po prostu o tym, jak udoskonalać skupienie. Jednym z ważnych sposobów zyskiwania wglądu podczas rozwijania skupienia jest dostrzeganie różnic między kolejnymi poziomami skupienia, przez które przechodzisz. Czasami, gdy osiadasz, nadal niejako krążysz wokół oddechu, próbując go dostosować. Kiedy indziej możesz po prostu zanurzyć się w oddechu, pozwolić, by cię obmywał, niemal zupełnie bez analizowania. Przeszedłeś od posługiwania się ukierunkowaną myślą i oceną, które wspomagały skupienie, do punktu, w którym już ich nie potrzebujesz. Możesz je puścić. Pojawia się znacznie większe odświeżenie, większe poczucie pełni, ponieważ stanowisz jedność z oddechem, zamiast krążyć na zewnątrz i go doglądać. To jeden ze sposobów uwalniania umysłu. Możesz wtedy porównać, który stan przynosi więcej swobody, a w którym jest więcej cierpienia. I znów możesz dostarczyć umysłowi tego, czego potrzebuje.

Gdy nauczysz się już tych sposobów pracy z oddechem, działanie umysłu stanie się o wiele bardziej przejrzyste, podobnie jak żywioł oddechu w ciele. Wtedy jesteś gotowy jeszcze bardziej pogłębić wgląd, dostrzegając nietrwałość wszystkiego, co zamierzone, czy to fizycznego, czy umysłowego – wszystkiego, co jest w jakikolwiek sposób wytworzone, niezależnie od tego, czy jest wytworzeniem cielesnym, czy umysłowym. Bez względu na to, ile swobody i odświeżenia przynosi skupiony umysł i jak bardzo jest stabilny, nadal pozostaje w nim odrobina niestabilności, lekkie chwianie, które możesz wykryć. Gdy umysł rozwija beznamiętność wobec wszystkiego, co zamierzone, przestaje być tym zauroczony. Ma już tego dość. Wtedy naprawdę jest gotowy puścić – innymi słowy, traci zainteresowanie wytwarzaniem tych wytworzeń, więc one ustają. Wtedy porzucone zostaje wszystko, łącznie ze ścieżką.

W ten sposób możesz odnieść wielką korzyść i zebrać wielkie owoce praktyki medytacji oddechu. Nie jest ona jedynie sposobem uspokajania umysłu. Sam oddech staje się sposobem rozumienia procesu wytwarzania zarówno w ciele, jak i w umyśle. Z czasem pozwala ci rozwinąć beznamiętność – nie dlatego, że przystępujesz do medytacji z negatywnym nastawieniem, lecz dlatego, że nauczyłeś się wyrastać z ćwiczeń, które wyznaczył ci Buddha. To tak, jak dziecko wyrasta z gry. Grałeś wystarczająco długo, by poznać wszystko, co gra ma do zaoferowania. Sprostałeś wszystkim wyzwaniom i jesteś gotowy na coś więcej. Beznamiętność przypomina tu raczej tę, która pojawia się, gdy naturalnie dorastasz, gdy dojrzewasz. To beznamiętność, która przychodzi wraz z uświadomieniem sobie, że musi istnieć coś lepszego.

Czasami słyszysz, że celem medytacji jest nauczyć się po prostu akceptować rzeczy takimi, jakie są, i nie wymagać zbyt wiele, by czuć się szczęśliwym. Ta zasada sprawdza się na poziomie zewnętrznym: uczy zadowolenia z zewnętrznych okoliczności. Nie sprawdza się jednak na poziomie wewnętrznym. Buddha powiedział, że osiągnął Przebudzenie właśnie dlatego, że nie zadowalał się stanem swojego umysłu. Na poziomie wewnętrznym zalecał zauważać, co może zapewnić jaki poziom szczęścia, i sprawdzać, jak daleko można doprowadzić ten proces wytwarzania. Bo właśnie to robisz, kiedy oddychasz w ten sposób: badasz możliwości wytworzenia cielesnego, wytworzenia werbalnego i wytworzenia umysłowego, by sprawdzić, jak daleko mogą sięgać. Gdy zbadasz już ich granice, zapragniesz czegoś lepszego. Uświadomisz sobie, że nie możesz już szukać prawdziwego szczęścia w wytworzeniach, w tych aktach zamiaru. Musisz sięgnąć głębiej. Musisz nauczyć się porzucać nawet te umiejętne zamiary.

Oznacza to, że stawiasz wysokie wymagania temu, co uznajesz za szczęście. W istocie w miarę rozwoju praktyki podnosisz wymagania wobec tego, co uznasz za prawdziwe szczęście. Zaczynasz dostrzegać, że wcześniej szukałeś w niewłaściwym miejscu. Zadowalałeś się szczęściem prymitywnym i zawodnym. Całego swojego szczęścia szukałeś w rzeczach wytworzonych. Czy możliwe jest szczęście w czymś całkowicie niewytworzonym, całkowicie niezamierzonym? Tego właśnie szukasz – czegoś, co leży nawet poza zamiarami utrzymywania równowagi, poza zamiarami uspokojenia czy wyciszenia, poza zamiarami rozwijania wglądu. Nie możesz dotrzeć do tego poziomu, jeśli wcześniej nie rozwiniesz tych innych umiejętności, ponieważ to one doskonalą twoją zdolność bycia świadomym. Nie prowadzą cię do miejsca, które mógłbyś stworzyć – a przecież przez cały ten czas właśnie tworzyłeś. Prowadzą cię jednak do wymiaru, którego nie mógłbyś odnaleźć, gdybyś wcześniej nie tworzył tych wytworzeń. Sam akt tworzenia cię uwrażliwia, a w miarę jak doskonalisz swoje umiejętności, usuwa wiele szumów z twojego doświadczenia teraźniejszości. Uwrażliwia cię na rzeczy bardzo, bardzo subtelne.

To jak dostrajanie radia. Im wrażliwszy masz słuch, tym lepiej potrafisz rozpoznać, czy radio jest dokładnie dostrojone do stacji, czy nieco odbiega od jej częstotliwości. Jeśli nie jest dokładnie dostrojone, pojawią się szumy i zakłócenia. Dostrajaj więc radio coraz dokładniej, w miarę jak twój słuch staje się coraz lepszy. Nie chcesz nawet najdrobniejszego szumu. I właśnie w ten sposób trafiasz dokładnie w cel.

Tak oddech prowadzi cię aż do Nibbāny. Oczywiście sam oddech tego nie robi. Jeśli jednak podążasz za krokami wskazanymi przez Buddhę i uczysz się je opanowywać, próbując i badając zgodnie z jego zaleceniem, oddech rzeczywiście staje się ścieżką. Ta ścieżka jest tu przez cały czas. Spróbuj więc skorzystać z tego, co jest właśnie tutaj, i zobacz, jak daleko możesz dojść.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
On the Path of the Breath
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.