Jeden punkt, dwa punkty, wiele punktów

· Thanissaro Bhikkhu · Medytacje 4

Mowa zachęca do elastycznego podejścia do medytacji oddechu: można zacząć od jednego lub dwóch punktów w ciele albo badać oddech w całym ciele, zależnie od tego, co najlepiej uspokaja umysł. Przez uważne eksperymentowanie z postrzeganiem, uwagą i intencją praktykujący stopniowo rozwija szerszą świadomość oraz rozpoznaje, co prowadzi do cierpienia, a co pomaga je zakończyć. Najważniejsza jest wiedza praktyczna — taka, która rzeczywiście zmienia umysł i przybliża go do uwolnienia.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Ajaan Lee mówi czasem o tym, by „nie” być świadomym oddechu w całym ciele. Niekiedy zaleca skupienie się na jednym miejscu i pozostawanie właśnie tam. Jak mówi, niektórzy uważają, że zajmowanie się doznaniami oddechu w różnych częściach ciała zbytnio ich rozprasza. Kiedy myślisz o dłoni, ramieniu czy nodze, mogą wkraść się inne myśli związane z dłońmi, ramionami i nogami i ponieść cię gdzie indziej.

Porównuje to do zakładania sadu. Jeśli obsadzisz cały sad naraz, wykorzystując wszystkie swoje zasoby, może się okazać, że wziąłeś na siebie zbyt wiele. Wystarczy kilkudniowa susza, żeby wszystkie drzewa uschły i żebyś został z niczym. W takim przypadku rozsądniej jest zacząć od niewielkiego obszaru, obsadzić tylko jego i o niego się troszczyć. Powiedzmy, że sadzisz drzewo mango. Pielęgnujesz je przez kilka lat, a kiedy wyda pierwszy plon, zbierasz pestki i je sadzisz. Tak samo postępujesz z drugim plonem. W ten sposób stopniowo powiększasz sad, aż zapełnisz całą działkę.

Jeśli więc zauważysz, że na początku medytacji skupianie się na oddechu raz tu, raz tam cię rozprasza, skoncentruj się po prostu na jednym miejscu i tam pozostań. Powiedz sobie: „Nigdzie indziej nie idę”. Możesz posłużyć się słowem „buddho”, żeby łatwiej utrzymać wszystko pod kontrolą. Wybierz jednak tylko jedno miejsce w ciele. Może to być punkt między oczami, środek czoła – gdziekolwiek czujesz, że znajduje się miejsce najbliższe centrum twojej świadomości w ciele. Wpatruj się właśnie w ten punkt.

Trzeba tylko uważać, by nie zaciskać się wokół tego miejsca. Wyobraź sobie, że jest ono otwarte i nic nie tamuje swobodnego przepływu. Innymi słowy, krew może napływać i odpływać. Energia wpływa i wypływa, ale ty się nie poruszasz. Pozostajesz właśnie tutaj. Bez względu na to, co się wydarzy, pozostajesz w tym jednym niewielkim punkcie. Może to zebrać umysł i utrzymać go na miejscu. Nie próbujesz zajmować się zbyt wieloma rzeczami naraz.

Inni uważają natomiast, że jeden punkt nie wystarcza. W takim przypadku możesz spróbować dwóch. Znałem starszą nauczycielkę, która zaczęła medytować dopiero późno w życiu. Po przejściu na emeryturę zamieszkała w Wat Asokaram. Kiedyś, na długo przed moim wyświęceniem, powiedziała mi, że najłatwiej było jej uspokoić umysł, gdy skupiała się na dwóch punktach: jednym między oczami, a drugim u podstawy kręgosłupa. Starała się utrzymywać uwagę na obu naraz. Jak mówiła, przypominało to połączenie dwóch biegunów baterii. Gdy tylko bieguny się połączyły, wszystko w środku się rozświetlało. Dzięki temu mogła bardzo szybko wprowadzić umysł w skupienie.

Wszystko to pokazuje, że skupienie jest sprawą indywidualną. Umysły różnych ludzi uspokajają się na różne sposoby. W praktyce skupienia jest miejsce na eksperymentowanie, tak byś mógł przekonać się, co sprawdza się w twoim przypadku. Nie istnieje jedna idealna metoda odpowiednia dla wszystkich, a całym celem skupienia jest to, by umysł osiadł przy czymś, co lubi i co uważa za interesujące.

„Iddhipāda”, czyli podstawy powodzenia, zasadniczo mówią, że skupienie powiedzie się dzięki położeniu nacisku na jedną z czterech właściwości. U niektórych ludzi napędza je pragnienie. U innych – wytrwałość, energia, która pozwala nie ustawać. Jeszcze inni odkrywają, że skupienie działa najlepiej wtedy, gdy opiera się na stanowczej intencji: gdy całkowicie się w nie zagłębiają i poświęcają mu całą uwagę. Inni zaś stwierdzają, że pomaga analiza. Analizujesz oddech, czynisz go interesującym i odkrywasz, że naprawdę jest interesujący: badasz, jak energia oddechu przepływa przez ciało i jak bardzo może się to różnić od twoich oczekiwań, bawisz się nią i eksperymentujesz – aż zauważasz, że pochłonęła cię teraźniejszość. Nie dlatego, że zmuszasz się, by w niej pozostać, lecz po prostu dlatego, że zaczęło cię to interesować – podobnie jak można całkowicie pochłonąć się malowaniem obrazu.

Kiedy byłem dzieckiem, rysowanie potrafiło pochłaniać mnie przez wiele godzin. Pracowałem nad rysunkiem i całkowicie traciłem poczucie upływu czasu. Zanim się spostrzegłem, nadchodziła pora kolacji. Tak samo może być w medytacji, gdy uczysz się analizować oddech. Wprowadzasz się w chwilę obecną nie siłą, lecz dzięki własnej ciekawości.

Niektórzy jednak uważają, że takie analizowanie ich rozprasza. Zaczynasz myśleć o oddechu, potem o swoim żołądku, następnie o lekarzu, który leczył twój żołądek, i nagle odkrywasz, że myślami jesteś trzydzieści mil stąd. W takim przypadku twoja medytacja może się powieść dzięki pragnieniu, by pozostać tutaj; dzięki wysiłkowi, by skupiać się wyłącznie na jednym miejscu; albo dzięki skupieniu całej uwagi na jednym czy dwóch punktach – zależnie od tego, co się u ciebie sprawdza.

Jest więc miejsce na eksperymentowanie i odkrywanie tego, co działa w twoim przypadku. Pamiętaj o tym podczas praktyki. Czasami musisz wykazać się pomysłowością. Jak zauważył kiedyś Ajaan Fuang, wszystkie czynniki naprawdę dobrze zrównoważonego skupienia zawierają się w siedmiu krokach instrukcji Ajaana Lee. Rzecz w tym, że różnych ludzi pochłaniają różne kroki. Kiedy już któryś z nich cię pochłonie, musisz zrównoważyć pozostałe.

Ajaan Lee mówi o znalezieniu jednego miejsca w ciele i utrzymywaniu na nim skupienia, ale niektórzy pomijają ten krok, ponieważ pojawia się on po wskazówkach zalecających badanie oddechu w całym ciele. Nie trzeba jednak wykonywać tych kroków w ustalonej kolejności. Traktuj je jako różne czynniki składowe skupienia. Być może będziesz musiał zacząć od jednego punktu. Kiedy już go ustabilizujesz, możesz rozwijać pozostałe czynniki. Innymi słowy, utrzymujesz skupienie w jednym miejscu, a następnie sprawdzasz, jak wiąże się ono z obszarem bezpośrednio wokół niego. Potem stopniowo rozszerzasz uwagę i przyglądasz się kolejnym otaczającym je obszarom, aż obejmiesz całe ciało ramą świadomości, choć nadal będziesz wpatrywał się przede wszystkim w ten jeden punkt. Nie sposób wtedy nie być świadomym ciała. Innymi słowy, nie wyłączasz całkowicie jego pozostałych części. Ostatecznie celem skupienia jest wszechstronna świadomość, która stanowi podstawę wnikliwości. Wnikliwość może powstać tylko wtedy, gdy jesteś świadomy wszystkiego wokół. Jeśli twoje skupienie polega na wyłączaniu pewnych rzeczy ze świadomości, nie będzie dobrą podstawą wnikliwości. Nie dostrzeżesz nieoczekiwanych powiązań. W polu twojej świadomości pojawią się ogromne martwe obszary, w których mogą się ukryć najróżniejsze rzeczy.

Możesz więc zacząć od skierowania uwagi wprost na jeden punkt, a potem stopniowo ją stamtąd rozszerzać. Jeśli jednak uznasz to za zbyt ograniczające, jeśli umysł buntuje się przeciw wtłaczaniu go w jeden punkt, pozwól mu wędrować po ciele. Zauważ, jak oddech odczuwa się w palcach stóp, palcach dłoni, ramionach i plecach; jak postawa wpływa na oddech i jak oddech wpływa na postawę. Innymi słowy, potraktuj medytację jako sposobność do badania.

To jedna z zalet oddechu jako przedmiotu medytacji. Możesz używać go zarówno jako przedmiotu, w który się wpatrujesz, jak i jako przedmiotu analizy. Jeśli zauważysz, że umysł potrzebuje więcej spokoju, zanim będzie mógł posunąć się dalej, możesz po prostu osiąść i trwać w zupełnym bezruchu. To niemal tak, jakbyś nawet nie obserwował oddechu. Skupiasz się bardziej na kierunku, w którym biegnie promień twojej świadomości. Zajmuje cię wyłącznie utrzymywanie go nieruchomo. Oczywiście musisz uważać na jedno niebezpieczeństwo: możesz zahamować krążenie krwi w tym miejscu. Zwracaj więc na to uwagę. Pozwalaj wszystkiemu napływać i odpływać, lecz sam pozostawaj w tym jednym punkcie tak nieprzerwanie, jak to możliwe.

Powiązania, które możesz dostrzec, gdy używasz oddechu jako przedmiotu wnikliwości, są natomiast nieskończone. Dziś rano mówiliśmy o nazwie-i-formie oraz o tym, jaką rolę odgrywa ona w powstawaniu cierpienia. Odgrywa ona również rolę na ścieżce prowadzącej do jego kresu. Masz formę materialną, czyli formę ciała, cztery wielkie żywioły, spośród których oddech jest najbardziej wyrazisty. Masz postrzeganie: wszelkie wyobrażenia dotyczące oddechu, wszelkie sposoby jego pojmowania. Samo utrzymywanie takiego wyobrażenia w umyśle skutecznie pomaga go uspokoić. Przykładasz uwagę, która jest kolejnym czynnikiem nazwy. Masz zamiar pozostać. A potem pojawia się doznanie, gdy próbujesz wywołać poczucie ulgi. Innymi słowy, zamiast pozwalać, by wszystko to działo się bezładnie, starasz się wnieść jak najwięcej świadomości i jasności w to, jak te czynniki doprowadzają umysł do wyciszenia.

Te czynniki – które pozostawione samym sobie, gdy działają pod wpływem niewiedzy, prowadziłyby do cierpienia – stają się teraz czymś, czym się bawisz, przez cały czas zachowując wyraźną świadomość ich wzajemnego oddziaływania. Zabawa z nimi jest jednym z najlepszych sposobów poznania tych zależności. Zmieniasz sposób przykładania uwagi lub swój zamiar i sprawdzasz, co dzieje się z doznaniem. Zmieniasz postrzeganie i obserwujesz, jak wpływa to na umysł.

Bierzemy więc podstawowe przyczyny cierpienia i wnosimy w nie jak najwięcej świadomości – a dokładniej świadomości w postaci Czterech Szlachetnych Prawd: Gdzie występuje cierpienie? Co robisz, co je powoduje? I co możesz zmienić, aby ustąpiło? Zaczynasz od wyraźnych poziomów cierpienia związanych z tym, jak tutaj siedzisz i oddychasz, próbując uspokoić umysł. Następnie uwrażliwiasz się na coraz subtelniejsze poziomy.

Jesteś właśnie tutaj, w samym centrum wydarzeń. Musisz jedynie samodzielnie ustalić, gdzie dokładnie możesz znaleźć pierwszy punkt zaczepienia w tych kwestiach. Uczyń z niego swój przyczółek, a stamtąd twoje zrozumienie zacznie się rozszerzać. Podczas medytacji nadejdą chwile, gdy zaczniesz myśleć, że trwanie tutaj w całkowitym bezruchu jest trochę głupie. Nic się nie wydarzy. Zaczniesz się zastanawiać, co jeszcze można zrobić, co dalej. Wtedy zapytaj siebie: „Kto mówi, że to głupie? Dlaczego musisz tak naciskać na to «co dalej»?”. Oto postrzegania. Właśnie tutaj masz nad czym pracować.

Wszystko, co musisz wiedzieć, aby położyć kres cierpieniu, znajduje się właśnie tutaj. Wnieś w to po prostu wiele czujności. Wiele uważności. I zauważ, co pomaga ci uspokoić umysł. Wgląd powstaje właśnie w ten sposób – dzięki dostrzeganiu tego, co działa. Tak Buddha sprawdzał wszystkie swoje wglądy: czy działają? Innymi słowy, szukał prawdy pragmatycznej, wiedzy, która rzeczywiście coś zmienia. Prawdy, które niczego by nie zmieniły, po prostu odkładał na bok. W swoich poszukiwaniach skupiał się wyłącznie na jednym celu. Koncentrował się na wszystkim, co było konieczne, by położyć kres cierpieniu. To, co nie było konieczne, mógł wiedzieć, ale nie pozwalał, by zaśmiecało mu umysł.

Jak powiedział, opisując swoje Przebudzenie, zdobył wiedzę odpowiadającą wszystkim liściom w lesie. To, czego nauczał – skupiając się na cierpieniu, jego przyczynie, jego ustaniu i ścieżce prowadzącej do tego ustania – przypomina zaledwie garść liści. Jest to jednak dokładnie ta garść, której potrzebujesz. Można to porównać do lekarstw: w lesie może być wiele lekarstw, ale na twoją konkretną chorobę potrzebna jest tylko ta jedna garść. Jeśli pozostałe liście nie pomagają na twoją chorobę, po co się nimi teraz zajmować? Umysł cierpi na chorobę niewiedzy, pragnienia, chciwości, gniewu i złudzenia. Jeśli się nią nie zajmiemy, będzie się jątrzyć i jeszcze długo przysparzać wielu cierpień. Skup się więc na liściach, które ją wyleczą. Pozostałymi liśćmi w lesie możesz zająć się, gdy już wyleczysz tę konkretną chorobę.

Wszystko, co musisz wiedzieć, znajduje się zatem właśnie tutaj. Trzeba tylko przykładać uwagę. Sprawdzaj, które postrzegania działają, a które nie; jakie sposoby przykładania uwagi działają, a jakie nie; które zamiary działają, a które nie. Samo badanie tych kwestii może nauczyć cię bardzo wiele o umyśle – a zarazem wiele w nim zmienić.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
One Point, Two Points, Many Points
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.