Postrzeganie
Mowa ukazuje, jak postrzeganie kształtuje doświadczenie ciała, bólu i związanego z nim cierpienia. Praktyka polega na wyciszeniu umysłu, świadomym obserwowaniu nadawanych doświadczeniom określeń oraz zastępowaniu nieumiejętnych sposobów postrzegania bardziej użytecznymi. Dzięki uważności, czujności i żarliwości można przekształcić składowe doświadczenia z ciężaru w ścieżkę prowadzącą do ustania cierpienia.
Nagranie
Tekst mowy
To sformułowanie z recytacji sprzed chwili – „ci, którzy nie rozpoznają cierpienia” – brzmi trochę dziwnie, prawda? Można by sądzić, że każdy rozpoznaje cierpienie, ale użyty tu czasownik jest ważny. Każdy „doświadcza” cierpienia, lecz nie każdy je rozpoznaje. „Rozpoznawać” znaczy rozumieć, widzieć cierpienie takim, jakie jest – aż można je porzucić i położyć mu kres.
Wymaga to bardzo uważnego przyjrzenia się cierpieniu. Choć doświadczamy go w życiu tak wiele, naprawdę uważnie przyglądamy się tylko niewielkiej jego części. W tym tkwi nasz problem. Mamy mnóstwo wyobrażeń na temat cierpienia, ale czy kiedykolwiek się zatrzymałeś, żeby zadać sobie pytanie: „Skąd wziąłeś te wyobrażenia?”. Niektóre z nich sięgają czasów, gdy nie znałeś jeszcze mowy.
Pierwszą rzeczą, jaką zrobiłeś po narodzinach, był płacz – chyba że byłeś zbyt oszołomiony, żeby płakać, i trzeba było dać ci klapsa, abyś zaczął. Doświadczałeś cierpienia nawet w łonie matki. W Kanonie znajduje się opowieść o chłopcu, który spędził w łonie matki wiele lat, a kiedy wreszcie przyszedł na świat, potrafił już mówić. Najpierw opowiedział o tym, jak okropnie czuł się w łonie, w tym krwawym więzieniu.
Cierpimy więc od samego początku, a sposób, w jaki radziliśmy sobie z cierpieniem w tamtym bardzo wczesnym okresie, prawdopodobnie nadal wpływa na to, jak radzimy sobie z nim teraz. Powiedzmy, że boli cię noga. Zapewne masz jakiś umysłowy obraz tego bólu – być może wzrokowy lub dotykowy, jakieś wyobrażenie jego kształtu. Kiedy jako dziecko wierzyłeś w duchy, mogłeś postrzegać ból jako ducha. Był „czymś”, co miało własną wolę, i wydawało ci się, że cię ściga. Nie wiedziałeś jeszcze, jak jest naprawdę. Choć twój świadomy umysł wie już lepiej, wiele nieświadomych myśli może wciąż tego nie wiedzieć. To jeden z powodów, dla których musimy medytować – aby uspokoić umysł na tyle, żeby zobaczyć te nieświadome myśli w działaniu.
Trzeba zrozumieć, że umysł nie dzieli się na dwie części: świadomą i nieświadomą. Po prostu zachodzą w nim świadome i nieświadome działania, świadome i nieświadome zdarzenia. Jednym z celów medytacji jest wyciszenie umysłu, dzięki czemu to, co dotąd pozostawało nieświadome, może stać się świadome. To jak wydobywanie tego na światło dzienne.
Można to też porównać do dostrajania odbiornika radiowego do stacji. Im precyzyjniej dostroisz się do częstotliwości, tym mniej będzie zakłóceń. Im mniej zakłóceń, tym wyraźniej słyszysz sygnał. Wyłapujesz wiele subtelności, których wcześniej nie mogłeś usłyszeć, ponieważ zagłuszały je zakłócenia.
Wyciszasz umysł, aby zacząć rozpoznawać cierpienie otaczające ból. Będziesz pracować na dwóch poziomach. Pierwszy to sam ból fizyczny, drugi zaś – cierpienie umysłowe. Lekarze wykazali, że postrzeganie bólu w dużym stopniu zależy od czynników umysłowych. Sam zobaczysz to podczas medytacji – a każdy z nas może się o tym przekonać tylko osobiście. Lekarze mogą przeprowadzić badania i nie znaleźć w ciele żadnej fizycznej przyczyny bólu, a jednak dana osoba naprawdę go doświadcza. Mogą sprawdzić, czy ośrodek bólu w mózgu jest aktywny, lecz nie potrafią powiedzieć ci, jak odczuwasz swój ból.
Zatem nawet w samym bólu fizycznym jest wiele czynników umysłowych, a najważniejszym z nich jest postrzeganie – sposób, w jaki określamy różne rzeczy. Czasem słowo „saññā” tłumaczy się także jako „pamięć”, lecz nie jest to zbyt trafne. Pamięć odgrywa pewną rolę w postrzeganiu – przykładamy dawne sposoby postrzegania bólu do nowego doświadczenia bólu – ale dotyczy przeszłości. Tutaj próbujemy skupić się na teraźniejszości, a mimo to posługujemy się wspomnieniami, aby ją przesłonić i nadać kształt obecnemu doświadczeniu.
Powiedzmy, że boli cię noga, talia albo plecy. Jakie sposoby postrzegania umysł stosuje wobec tego bólu? Jeśli nie potrafisz zobaczyć tego procesu w działaniu, możesz spróbować świadomie zastosować inne sposoby postrzegania. Pracując nad skupieniem, powinieneś nabierać w tym pewnej wprawy, ponieważ każdy z poziomów skupienia – aż po wymiar nicości – nazywany jest osiągnięciem postrzegania.
Na przykład podczas pracy z oddechem głównym sposobem postrzegania powinno być określenie „oddech”. Doświadczenie ciała określasz jako „oddech”. Nie chodzi tylko o wdech i wydech. Spróbuj doświadczać wszystkich części ciała jako różnych przejawów energii oddechu. Gdyby twoje ramię rzeczywiście było energią oddechu, czy byłaby to dobra, czy zablokowana energia? Spróbuj bardzo konsekwentnie odnosić to określenie do odczucia ramienia, a po pewnym czasie twoje doświadczenie ramienia się zmieni. Zastosuj je do wszystkich części ciała. Zobacz, jak zmienia to sposób, w jaki ich doświadczasz.
Przekonasz się, że samo fizyczne doświadczenie ciała zmienia się za sprawą określenia nadanego przez umysł. Dzięki temu możesz zacząć robić różne rzeczy z doznaniami. Jeśli postrzegasz dane doznanie jako coś stałego, niewiele możesz z nim zrobić. Jeśli postrzegasz je jako zablokowaną energię, możesz ją odblokować. Możesz odkryć, jak skierować ją w inną stronę i jak rozluźnić blokadę. Innymi słowy, ten sposób postrzegania jest użyteczny, ponieważ pozwala ci coś zrobić.
Jeśli trzymasz się postrzegania ciała jako oddechu i starasz się utrzymywać je jak najstalej, uczysz się dwóch rzeczy. Po pierwsze, stajesz się coraz bardziej wyczulony na to, co robisz, aby podtrzymać ten sposób postrzegania. Zaczynasz znacznie wyraźniej dostrzegać sam proces postrzegania. Po drugie, uspokajasz oddech, aż staje się naprawdę, naprawdę nieruchomy. Gdy energia oddechu w całym ciele zdaje się swobodnie płynąć, staje się coraz subtelniejsza. Jeśli trzymasz się tego jednego sposobu postrzegania, odkrywasz, że mózg zużywa znacznie mniej tlenu. Potrzebujesz więc coraz mniej oddychać, aż w końcu wystarcza ci tlen przenikający przez pory skóry. Wdech i wydech nieruchomieją.
Gdy oddech nieruchomieje, zaczyna się zmieniać twoje poczucie kształtu ciała. Poczucie granicy między wnętrzem ciała a tym, co na zewnątrz, zaczyna zanikać. Pozostaje jedynie mgiełka doznań i właśnie wtedy możesz zmienić sposób postrzegania. Zamiast skupiać się na tej mgiełce, możesz skupić się na przestrzeni między drobnymi punktami doznań – i nagle jesteś z „przestrzenią”.
Jeśli potrafisz dostatecznie długo utrzymać to postrzeganie przestrzeni, zmieni ono twoje doświadczenie chwili obecnej, twoje poczucie tego, jak to jest mieć tutaj fizyczne ciało. Potencjał przyjęcia fizycznego ciała nadal jest obecny, lecz postanawiasz go nie pobudzać. Po prostu trwasz przy przestrzeni. Już samo to wiele cię uczy o postrzeganiu.
Zanim jednak przejdziesz do „przestrzeni”, możesz skupić się na różnych żywiołach w ciele – cieple, chłodzie, poczuciu ciężaru. Postrzegaj ciało jako „sam ogień”, „samą wodę” albo „samą materię stałą”. Już taki sposób postrzegania zmieni to, jak fizycznie doświadczasz ciała. Następnie postrzegaj wszystkie te żywioły jako zrównoważone: ani zbyt zimne, ani zbyt gorące; ani zbyt ciężkie, ani zbyt lekkie. Wszystko jest ze sobą wymieszane we właściwy sposób. To również wiele cię nauczy o postrzeganiu. Zaczynasz coraz wyraźniej dostrzegać określenia, którymi się posługujesz. W miarę jak coraz lepiej poznajesz świadome sposoby postrzegania, zaczynasz wykrywać również te mniej świadome.
Wtedy jesteś gotów zacząć rozkładać ból na części. Jedną z pierwszych rzeczy, jakie zauważasz, przyglądając się bólowi, jest wrażenie, że stanowi on zwartą masę w ciele. Czy rzeczywiście tak jest? A może to skutek twojego sposobu postrzegania? Spróbuj go zmienić i zobacz, co się stanie. Znów pomyśl o bólu jako o drobnych punktach doznań, które mogą się przemieszczać i między którymi znajduje się przestrzeń. Oddech może przepływać przez ból. Krew może swobodnie przez niego przepływać. Spróbuj odróżnić doznania, które są tylko doznaniami cielesnymi, od doznań bólowych. Zaczniesz sobie uświadamiać, że wszystko, co wcześniej zbijałeś w jedną całość, tak naprawdę składa się z wielu różnych rodzajów doznań. To jedynie sposób, w jaki je postrzegałeś, czynił je tak groźnymi.
Być może przyswoiłeś ten dawny sposób postrzegania, ponieważ uważałeś, że wytyczenie granicy wokół bólu pomoże ci sobie z nim poradzić. Sądziłeś, że otoczenie bólu granicą może powstrzymać go przed rozprzestrzenianiem się. Kiedy jednak naprawdę przyjrzysz się tworzeniu i podtrzymywaniu tej granicy, zaczynasz dostrzegać, że często jest to nieumiejętny sposób radzenia sobie z bólem. Możesz więc zastąpić ten sposób postrzegania bardziej umiejętnymi.
Następnie możesz przyjrzeć się innym sposobom postrzegania i wytworzeniom myślowym, które gromadzą się wokół bólu – opowieściom, jakie umysł snuje o tym, od jak dawna odczuwasz ten ból, jak wiele wycierpiałeś w życiu i jaki jesteś „biedny”: całe to cierpienie, cały ten ból. Zaczynasz zadawać sobie pytania: „Czy naprawdę musisz wierzyć w te opowieści? Czy możesz choć na chwilę przestać je tworzyć?”. Zobacz, co się stanie. Ból to doskonały punkt wyjścia do obserwowania rozmaitych procesów zachodzących w umyśle, ponieważ zaczynasz dostrzegać, że nie chodzi tylko o ból fizyczny. Wokół bólu toczy się wiele działań umysłu, które mogą wywołać ból i cierpienie naprawdę istotne – innymi słowy, ciężar umysłowy, który budujesz wokół bólu. Jeśli przyjrzysz się uważnie, możesz zobaczyć te rozmaite opowieści i sposoby postrzegania po prostu jako zdarzenia w umyśle. Możesz porzucić nawyk słuchania ich i wierzenia w nie. Zobacz, co się stanie.
Nie porzucasz przy tym całkowicie nawyku postrzegania. Stosujesz nowe sposoby postrzegania, ponieważ uważasz je za bardziej umiejętne. Tak właśnie Buddha podchodzi do wszystkich składowych. Nie próbujesz pozbyć się formy materialnej, doznań, postrzegania, wytworzeń myślowych i świadomości – przynajmniej nie od razu. Najpierw musisz nauczyć się przekształcać je w ścieżkę. Słowo „khandha” tłumaczy się jako „składowa” albo „sterta”. Możesz wyobrazić je sobie jako wielkie sterty żwiru. Masz wybór: możesz wsypać żwir do worka i nosić go na ramieniu, uginając się pod jego ciężarem, albo znaleźć sposób, by zamienić go w asfaltową nawierzchnię drogi. Wysypujesz go na ziemię, mieszasz ze spoiwem – i masz gładką drogę, po której możesz iść.
Tym spoiwem są tutaj uważność i czujność. Uczysz się zachowywać wielką uważność i czujność w tym, jak posługujesz się poszczególnymi składowymi. Same składowe nie są przecież rzeczami. Są czynnościami. Są zdarzeniami w umyśle. Zaczynasz dostrzegać, że nawet na doświadczenie formy materialnej wpływa postrzeganie. Zaczynasz podchodzić do wszystkich tych zjawisk z uważnością i czujnością. „Uważność” oznacza pamiętanie o tym, co chcesz zrobić, i o swoim pragnieniu położenia kresu cierpieniu. „Czujność” oznacza obserwowanie, czy rzeczywiście to robisz, a zarazem dostrzeganie rezultatów swoich działań. Obie te właściwości wymagają postrzegania.
Jest jeszcze żarliwość. Być „żarliwym” oznacza, że kiedy widzisz, iż wywołujesz cierpienie, starasz się ze wszystkich sił znaleźć inne sposoby postępowania. Te trzy właściwości – uważność, czujność i żarliwość – są spoiwem, które przekształca owe zdarzenia, owe składowe, w ścieżkę. Aby spełniać swoje zadanie, wymagają sposobów postrzegania i pojęć.
Nie potępiamy więc umysłu pojęciowego; nie potępiamy umysłu, który postrzega i nadaje rzeczom określenia. Uczymy się przyglądać procesowi postrzegania i odkrywać, jak postrzegać w sposób bardziej umiejętny. Ostatecznie docieramy do doświadczenia wykraczającego poza składowe, lecz jedynym sposobem, by się tam dostać, jest rozwijanie tej ścieżki – przekształcanie składowych z ciężaru na ramieniu w gładką drogę pod stopami.
Jeśli więc chcesz zrozumieć postrzeganie, najpierw musisz nauczyć się postrzegać świadomie. Im bardziej świadomie trzymasz się danego sposobu postrzegania – takiego jak „oddech” czy „przestrzeń” – tym lepiej możesz zrozumieć, jak umysł kształtuje sposoby postrzegania. Zaczynasz odkrywać, gdzie szukać tych mniej świadomych, które powodują cierpienie i ból. Widzisz je w działaniu i możesz je porzucić, zastępując innymi, bardziej umiejętnymi sposobami postrzegania – aż w końcu docierasz do punktu, w którym nie potrzebujesz już żadnych.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Perception
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.