Nagrody wejścia w strumień

· Thanissaro Bhikkhu

Thanissaro Bhikkhu wyjaśnia, że praktyka polega na rozwijaniu i podtrzymywaniu ścieżki: uważności, skupienia, cnoty oraz zrozumienia cierpienia, jego przyczyny i ustania. Wejście w strumień jest wielkim przełomem, ponieważ człowiek nie musi już wysilać się, by podtrzymywać przekonanie do Buddy, Dhammy i Sanghi ani by zachowywać podstawowe wskazania — te cechy stają się niewzruszone dzięki bezpośredniemu ujrzeniu Bezśmiertelnego. Mowa podkreśla też znaczenie wiary w karmę: choć skutki działań nie zawsze pojawiają się od razu, to umiejętne postępowanie daje długofalowe bezpieczeństwo i wewnętrzną uczciwość. Dopóki te podstawy nie są jeszcze całkowicie ugruntowane, trzeba świadomie je chronić i wzmacniać.

Nagranie

Pobierz MP3

Tekst mowy

Skup się na oddechu. A jeśli dochodzą jakieś dźwięki z zewnątrz, po prostu pozwól im przepłynąć obok. Ajaan Chah mawiał: „To nie hałasy nam przeszkadzają; to my zwykle przeszkadzamy hałasom”. Innymi słowy, umysł komentuje dźwięk i to właśnie te komentarze go niepokoją. Więc po prostu pozwól dźwiękom przejść przez ciebie i wylecieć drugą stroną.

Trzymaj się odczucia oddechu, który wchodzi i wychodzi. Pozwól, żeby był przyjemny. Kiedy skupiasz się na oddechu, staraj się nie napinać wokół niego. Pomyśl, że miejsce, na którym się skupiasz, rozszerza się, rozszerza się. Cała energia, jaka tam jest, rozchodzi się na boki, tak że możesz przeniknąć całe ciało poczuciem dobrostanu. A potem spróbuj to podtrzymać.

To właśnie robimy ze ścieżką: podtrzymujemy ją. Jak mówił Budda, z każdą szlachetną prawdą wiąże się inne zadanie. Starasz się zrozumieć stres i cierpienie, żeby zobaczyć, czym są i skąd się biorą. Kiedy widzisz, skąd się biorą, widzisz różne rodzaje pragnienia, które prowadzą do tego stresu, i możesz je porzucić. Robisz to, rozwijając ścieżkę.

W przypadku jednej szlachetnej prawdy nie ma za wiele do zrobienia: chodzi o urzeczywistnienie ustania cierpienia, bo to nie jest coś, co trzeba wytwarzać, coś, co trzeba składać. To po prostu jest. Więc pracuj nad rozwijaniem, pracuj nad podtrzymywaniem. Innymi słowy, jeśli dobrych cech w umyśle jeszcze nie ma, starasz się je wzbudzić. A kiedy już są, starasz się je rozwijać i podtrzymywać, żeby rosły.

Przyjdą jednak na ścieżce takie momenty, kiedy pewnych rzeczy nie trzeba już podtrzymywać. Budda mówi o różnych poziomach przebudzenia, o różnych szlachetnych ścieżkach i ich owocach. Pierwszy z nich nazywa się wejściem w strumień.

Obraz jest taki, że kiedy już wejdziesz w strumień, na pewno dopłyniesz do oceanu. Może to zająć dużo czasu, może mało, ale na pewno tam dotrzesz. Tak samo Budda mówi, że ktoś, kto osiągnął ten poziom praktyki, na pewno dojdzie do pełnego przebudzenia najpóźniej w ciągu siedmiu wcieleń.

Te siedem wcieleń może być ludzkimi wcieleniami albo wcieleniami w niebiańskich światach. Jeśli będą to niebiańskie wcielenia, będą długie. Ale żadne z tych odrodzeń nie będzie niższe niż ludzkie. To jest gwarancja.

A jednak kiedy czytamy o cechach tego, kto wszedł w strumień, czasem brzmią one trochę rozczarowująco. Teksty mówią, że ma potwierdzone przekonanie co do Buddy, Dhammy i Sanghi. I ma wskazania, które podobają się szlachetnym: nienaruszone, sprzyjające koncentracji. Patrzymy na siebie i mówimy: „No dobrze, my też mamy przekonanie co do Buddy, Dhammy i Sanghi. I też przestrzegamy pięciu wskazań. Więc jaka jest różnica?”

Różnica polega na tym, że ten, kto wszedł w strumień, doszedł do punktu, w którym nie musi już tych cech podtrzymywać. Nie musi nad nimi pracować. Jego osiągnięcie polega na tym, że zobaczył to, co Bezśmiertelne. To potwierdza jego przekonanie co do Buddy, Dhammy i Sanghi.

Zobaczył, że Budda miał rację: naprawdę istnieje bezśmiertelne szczęście, które można osiągnąć przez praktykę. Budda miał rację, Dhamma jest słuszna, a wszyscy ci, którzy od czasu Buddy osiągnęli ten stan, idąc ścieżką — to jest szlachetna Sangha — też mają rację. Dlatego mówi się, że przekonanie tego, kto wszedł w strumień, jest potwierdzone.

Tak samo ze wskazaniami: zobaczył moc swoich działań. To jego działania składają się na doświadczenie sześciu zmysłów. Kiedy w chwili obecnej nie ma intencjonalnego działania, całe doświadczenie sześciu zmysłów zanika.

A jednocześnie uświadamiasz sobie, że mogłeś mieć to doświadczenie już wiele razy wcześniej, ale ciągle je ignorowałeś. Coś stawało na przeszkodzie. Tą przeszkodą były twoje własne nieumiejętne działania. W rezultacie już nigdy umyślnie nie złamiesz pięciu wskazań. To znaczy, że ten, kto wszedł w strumień, nie musi już nad tym pracować. A my wciąż nad tym pracujemy.

Dosłownie parę dni temu ktoś zadał pytanie: „Jak możesz dalej wierzyć w zasadę karmy, skoro widzisz tylu okrutnych i złych ludzi, którzy są za to nagradzani?” Taka wątpliwość czasem pojawia się w umyśle nawet u ludzi, którzy stanowczo przestrzegają wskazań. Ale u tego, kto wszedł w strumień, ta wątpliwość znika. Nie ma mowy, żeby wróciła.

U reszty z nas też mogą przyjść chwile, kiedy życie robi się naprawdę, naprawdę ciężkie. Patrzysz na siebie i mówisz: „Nie zrobiłem nic naprawdę złego. Więc czemu spotyka mnie tyle kłopotów?” Są też chwile, kiedy społeczeństwo się rozpada i uświadamiasz sobie, że jeśli nie będziesz kraść, umrzesz z głodu. Czy jesteś gotów umrzeć z głodu? Jedni mówią: tak. Inni mówią: nie. Ale to, że nie chcesz łamać wskazań, to coś, nad czym musisz pracować. I na tym polega różnica. Więc rób, co możesz, żeby nad tym pracować.

Ciągle przypominaj sobie, że kiedy Budda mówił o skutkach karmy, sam też mówił, że bywają sytuacje, kiedy ludzie dostają nagrody za łamanie wskazań. Podaje przykład kogoś, kto zabija wroga króla, a król go za to nagradza. Ktoś okrada wroga króla; król go nagradza. Ktoś zakrada się i sypia z żonami wroga króla; król jest zadowolony i daje mu nagrodę. Ktoś opowiada żart, w którym jest kłamstwo, ale króla to bawi; dostaje nagrodę. Upija się razem z królem; król go lubi; dostaje nagrodę. W życiu widzimy to cały czas.

Pytanie brzmi: czy pozwolimy, żeby nas to zniechęciło? Trzeba pamiętać, że kiedy Budda mówił o skutkach karmy, nie mówił, że pojawiają się natychmiast. To nie jest tak, że łamiesz wskazanie i od razu trafia cię piorun. Czasem przez długi czas nic się nie dzieje, nawet przez całe wcielenia. Ale możliwość złych skutków nadal tam jest. Dojrzeje we własnym czasie, zależnie od innych rzeczy, które robisz, ale nigdy nie zostaje wymazana.

Więc musisz nauczyć się rozmawiać sam ze sobą tak, żeby podtrzymywać swoje przekonanie co do zasady karmy, swoje przekonanie co do Buddy, Dhammy i Sanghi, i swoją gotowość do poświęceń dla wskazań. Znowu: patrz daleko naprzód.

Są ludzie, którzy dostają nagrody za łamanie wskazań. Widzimy to codziennie. Kiedy dochodzą do władzy, potrafią uprzykrzyć życie wszystkim dookoła, a sami wyglądają na szczęśliwych. To jednak patrzenie tylko w krótkiej perspektywie.

Dlatego praktyka wymaga przekonania co do Buddy i co do zasady, że jeśli wierzysz w moc swoich działań — a właśnie w to warto wierzyć — to musisz przyjąć pewne konsekwencje. Jedna z nich jest taka: nasze działania dają wyniki w złożony sposób. Czasem skutki pojawiają się od razu, a czasem potrzeba czasu.

To znaczy też, że siedzisz tutaj i doświadczasz skutków dawnych działań i obecnych działań. Czasem trudno odróżnić jedno od drugiego. Ale kiedy widzisz, że w umyśle pojawia się coś, czego nie zamierzałeś wywołać, po prostu spisz to na karb przeszłej karmy. To właśnie jej skutek.

Pytanie teraz brzmi: co z tym zrobisz? To, co z tym zrobisz, to twoja obecna karma. To jest coś, nad czym masz kontrolę, coś, co możesz zmienić. W ten sposób wiara w zasadę karmy sprawia, że jesteś bardziej pilny tu, w chwili obecnej. A to wychodzi tylko na dobre.

Są ludzie, którzy mówią: „Nie mogę uwierzyć w zasadę karmy, nie mogę uwierzyć w zasadę odrodzenia, bo nie ma na to empirycznego dowodu”. Cóż, Budda nigdy nie powiedział, że taki empiryczny dowód będzie.

To, co oferuje, to dowód pragmatyczny. Ten pragmatyczny dowód jest taki: jeśli wierzysz w zasadę karmy i masz wiarę w przebudzenie Buddy, jakim człowiekiem będziesz? Jakie działania będziesz podejmować? Jakich działań będziesz unikać? Uświadamiasz sobie, że staniesz się lepszym człowiekiem.

Lata temu rozmawiałem z grupą ludzi, którzy mieli swój klub — widać je wszędzie, takie kluby „Został ci rok życia”. Powiedziałem im, że byłoby naprawdę interesujące, gdyby zamiast mówić: „Załóżmy, że został ci tylko rok życia. Jak byś żył?” lepiej było powiedzieć: „Załóżmy, że naprawdę wierzysz w karmę i odrodzenie. Jak byś żył?” Rok później jedna osoba z tej grupy wróciła do mnie i powiedziała: „Kiedy pierwszy raz to powiedziałeś, nie spodobało mi się to. Więc zapytałem siebie, dlaczego. I uświadomiłem sobie, że musiałbym stać się lepszym człowiekiem”.

No właśnie o to chodzi. Nauki Buddy są po to, żebyś stał się lepszym człowiekiem, bo stając się lepszym człowiekiem, jesteś w lepszej sytuacji, by położyć kres cierpieniu. Kiedy przestrzegasz wskazań, umysł jest bardziej w zgodzie z samym sobą. Mogą się z tym wiązać pewne poświęcenia, jak mówiłem, ale wiesz, że nie poświęciłeś tego, co w tobie dobre. Kiedy podtrzymujesz to dobro w sobie, dużo łatwiej uspokoić się z poczuciem dobrostanu. Jakiekolwiek rozeznanie pojawi się w takim umyśle, będzie o wiele uczciwsze.

Więc wierzymy w te rzeczy, bo sprawiają, że zachowujemy się lepiej, zachowujemy się bardziej umiejętnie, bo widzimy wagę swoich działań.

Krok po kroku to się potwierdza, gdy idziesz ścieżką i w końcu docierasz do tej ścieżki — zwanej ścieżką wejścia w strumień — gdzie wszystkie czynniki Ośmiorakiej Ścieżki zbiegają się razem i przynoszą owoc oraz doświadczenie tego, co Bezśmiertelne: czegoś poza przestrzenią, poza czasem. To nawet nie jest w chwili obecnej. Chwila obecna, rzecz jasna, jest częścią czasu. To coś innego. Nie ma nic wspólnego z sześcioma zmysłami, a jednak jest tam świadomość. Nazywa się ją świadomością bez powierzchni.

Budda daje obraz promienia światła, który na niczym nie pada. Ponieważ na niczym nie pada, nie możesz go zobaczyć. Promień światła widać dopiero wtedy, kiedy na coś pada i się odbija. A jednak to, że nie widać promienia, który się nie odbija, nie znaczy, że go nie ma.

Kiedy masz to doświadczenie, pojawia się ogromna ulga. Kiedy wracasz do sześciu zmysłów, uświadamiasz sobie, ile jest w nich bólu i ciężaru, nawet w przyjemnych widokach, dźwiękach, zapachach, smakach i doznaniach dotykowych.

Jak powiedział Budda, ci, którzy weszli w strumień, w pełni rozwinęli cnotę, a do tego mają trochę koncentracji i trochę rozeznania.

Mają tyle koncentracji, żeby ich umysł mógł się uspokoić, przynajmniej na tyle długo, żeby ścieżka mogła się złożyć w całość. Nie opanowali jeszcze koncentracji; to przychodzi później. I mają takie rozeznanie, które pozwala puścić ścieżkę, kiedy już ją rozwinęli, co daje im przynajmniej smak albo przebłysk tego, co Bezśmiertelne.

Nazywa się to Okiem Dhammy. Widzisz to, co Bezśmiertelne, ale nie jesteś jeszcze całkiem w tym zanurzony. To tak, jakby zobaczyć wodę na dnie studni. Nie jesteś w niej zanurzony, ale wiesz, że tam jest. To wystarczy, żeby wywrzeć ogromny wpływ na umysł.

Więc kiedy Budda mówi, że tacy ludzie doprowadzili swoją cnotę do pełni, że ich wskazania podobają się szlachetnym i że mają potwierdzone przekonanie co do Buddy, Dhammy i Sanghi, to nie jest małe osiągnięcie. To wielki kamień milowy w praktyce — nie musisz już nad tym pracować.

Pracujesz nad subtelniejszymi i bardziej delikatnymi poziomami praktyki, jeśli chodzi o koncentrację i rozeznanie, ale podstawy są już załatwione. Są solidne, bo opierają się na doświadczeniu spoza przestrzeni i czasu. Rzeczy w przestrzeni i czasie nie mogą tego wymazać.

Więc cechy tego, kto wszedł w strumień, są w rzeczywistości bardziej imponujące, niż brzmią na pierwszy rzut oka. Kiedy się nad nimi zastanawiamy, widzimy, że to rzeczy, nad którymi my wciąż musimy pracować. Nie możemy być zbyt pewni swojego przekonania co do Buddy, Dhammy i Sanghi, bo mogą się zdarzyć rzeczy, które nim wstrząsną. Nie jest jeszcze dobrze ugruntowane.

To jak dom zbudowany na lichych podporach. Trochę wiatru, a może powódź, i dom może zostać zmyty. Więc trzeba robić, co się da, żeby wciąż naprawiać fundamenty i wzmacniać je, jak tylko możesz.

Tak samo ze wskazaniami: Budda powiedział, że ci, którzy weszli w strumień, są cnotliwi, ale nie są ulepieni z cnoty, co znaczy, że nie budują poczucia ja wokół swoich cnót.

A to oczywiście znaczy, że jeśli jeszcze nie doszliśmy do tego etapu, musimy nadal budować swoją tożsamość wokół myśli: „Jestem cnotliwą osobą. Zachowanie, które łamie wskazania, jest poniżej mnie”. Miej w sobie to poczucie wstydu; miej w sobie to poczucie dumy — wstydu na samą myśl o niskich czynach, dumy z poczucia własnej wartości. Pracuj nad tym, żeby to podtrzymać.

Jak powiedział kiedyś czcigodny Ananda, musisz mieć w sobie tę myśl, że jesteś do tego zdolny. Możesz zbudować wokół swoich wskazań pewną dumę — nie w tym sensie, że jesteś lepszy od innych ludzi, ale po prostu nie chcesz, żeby na twoje zachowanie wpływali ludzie, którzy nie przestrzegają wskazań. Musisz sobie ciągle powtarzać: „Jestem ponad to. Nie jestem takim człowiekiem”.

Więc rób, co możesz, żeby podtrzymywać swoje przekonanie; rób, co możesz, żeby podtrzymywać swoją cnotę. Dopóki nie są w pełni ugruntowane, musisz się nimi opiekować. Tylko wtedy masz jakąś nadzieję na bezpieczeństwo.

Źródło i licencja

Oryginalny tytuł
The Rewards of Stream Entry
Źródło oryginału
dhammatalks.org
Licencja
Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International (CC BY-NC 4.0)
Nota
Tłumaczenie wygenerowane przez AI i skorygowane. Lektor AI. Bez zmian merytorycznych w treści nauk.