Ułatwianie sobie
Mowa wyjaśnia, że praktyka nie polega ani na zadawaniu sobie bólu dla samego bólu, ani na szukaniu wygody za wszelką cenę, lecz na takim doborze warunków, który naprawdę pomaga oczyścić umysł. Ból może być pożyteczny tylko wtedy, gdy prowadzi do wglądu w to, jak umysł dokłada cierpienie do fizycznego bólu, a nie dlatego, że rzekomo „spala” dawną karmę. Gdy wygoda usypia, trzeba wprowadzić więcej dyscypliny, a gdy trudności przygniatają, trzeba umieć podnieść się na duchu przez radość z nauki Buddy, porzucania tego, co nieumiejętne, rozwijania tego, co umiejętne, oraz z odosobnienia. Ostatecznie praktyka ma przekształcić nasze wyobrażenia o szczęściu tak, by prowadziły ku nibbana, wolnej od krzywdzenia i od tworzenia konfliktowego poczucia „ja”.
Nagranie
Tekst mowy
John McPhee opowiada historię z czasu, kiedy pisał tekst o ludziach mieszkających na Alasce. Spędził trochę czasu z małżeństwem, które prowadziło gospodarstwo na własne utrzymanie i mieszkało w lesie. Mieli naprawdę ciężkie życie. Wszystko, co jedli, wszystko, czego używali, musieli sami zdobyć albo zrobić. Musieli znosić dotkliwe zimno i ciemność alaskańskiej zimy. Po jakimś czasie, kiedy z nimi pomieszkał, miał ruszyć dalej, przejść przez las do rzeki, a stamtąd wrócić do małego miasteczka Eagle. Okazało się, że oni też muszą jechać do Eagle, więc zabrali się z nim.
Po drodze musieli spędzić jedną noc w lesie, więc rozbili namioty. John McPhee czuł się skrępowany, że ma małą dmuchaną poduszkę, i przyznał żonie, że ma poczucie, iż tak naprawdę nie żyje tu po spartańsku. Jej odpowiedź była bardzo ciekawa. Powiedziała: „Nie jesteśmy tu po to, żeby żyć jak najciężej. Jesteśmy tu po to, żeby sobie to ułatwiać” — i to mimo wszystkich trudności, jakie mieli. To, co dało się sobie ułatwić, ułatwiali.
To dobrze pasuje do zasady Buddy, że kiedy praktykujesz, nie obciążasz się niepotrzebnym bólem. Ale musisz uważnie patrzeć na swój umysł. Jeśli widzisz, że kiedy żyjesz zbyt wygodnie, twoje skalania rosną, musisz przyjąć trochę bólu. Ale jeśli bierzesz na siebie ból i przez to twoje skalania rosną, to musisz nauczyć się żyć wygodniej.
Więc prawdziwą miarą tego, jak trudna ma być dla ciebie praktyka, jest to, co przynosi wyniki. Jeśli widzisz, że siedzenie z bólem skupia twój umysł, to bardzo dobrze. Są ludzie, którzy mówią, że skoro Budda powiedział, iż Droga Środka jest drogą pośrodku między samoudręką a dogadzaniem sobie, to w ogóle nie powinieneś zadawać sobie żadnego bólu. Ale to pomija ogromne części Kanonu, w których Budda mówi, że to, ile bólu ktoś musi znieść, żeby praktyka przyniosła efekty, naprawdę zależy od danej osoby.
Ważne jest to, żebyś nie uważał bólu za zaletę samą w sobie. Siedzisz z bólem, bo chcesz go zrozumieć — chociaż nie tyle chodzi o zrozumienie samego bólu, ile o zrozumienie, jak umysł z samego potencjału bólu tworzy ból. Siedzisz tu teraz i są w ciele miejsca, na których możesz skupiać uwagę w taki sposób, że staną się bardzo bolesne. Na tych samych miejscach możesz się skupiać inaczej i uczynić je bardzo przyjemnymi. Dla dobra koncentracji, dla dania umysłowi miejsca odpoczynku, wybierasz tę drugą możliwość. Trzymasz się jej, aż trafisz na chwile, kiedy po prostu przestaje działać.
Ajaan Maha Boowa opowiada o czasie, kiedy wypracował już dość pewną praktykę koncentracji, aż pewnej nocy ból w ciele stał się tak silny, że jego koncentracja straciła grunt pod nogami. Jedyne, co mógł zrobić, to użyć rozeznania, żeby zobaczyć, jak umysł bierze fizyczny ból, wnosi go do umysłu i robi z niego ból psychiczny. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia i to właśnie zmusiło go, żeby dzięki rozeznaniu znaleźć z niej wyjście. Taka była lekcja tamtej nocy — zobaczył, jak bardzo umysł bierze udział w kształtowaniu bólu. I po to tu jesteśmy: żeby zrozumieć właśnie taki proces.
Nie wierzymy, że znosząc ból, wypalisz starą karmę. Budda był dość uszczypliwy — może trudno wyobrazić sobie uszczypliwego Buddę, ale naprawdę taki bywał — wobec pomysłu, że można wypalić starą karmę. Zapytał dżinistów — którzy poddawali się samoudręce, twierdząc, że w ten sposób spalają karmę — „Jak mierzycie ilość karmy, którą dziś spaliliście?” Nie ma na to żadnej miary.
Ważne jest to, żebyś zyskał wglądy, które zdejmą z umysłu ciężar bólu. To jest prawdziwa miara. O tym można naprawdę mówić i samemu to zobaczyć.
Więc nie jesteśmy tu po to, żeby zadawać sobie ból dla samego bólu ani wierzyć, że ból sam w sobie nas oczyści. Ale ból daje rozeznaniu szansę, żeby nas oczyściło.
Jeśli widzisz, że wygodne życie usypia twoją czujność, musisz znaleźć jakiś sposób, żeby mieć więcej do czynienia z bólem. Kiedy Budda mówi tu o bólu, ma na myśli ból fizyczny, ale też trudne tematy medytacyjne, takie jak kontemplacja ciała albo kontemplacja odpychającej natury pożywienia. Nigdy nie mówi, żeby wpędzać się w zły nastrój. Jego nauki zawsze miały cię ponaglać, dodawać otuchy, pobudzać, dawać energię. Czasem taka pobudzająca mowa może być bardzo surowa, ale jej celem jest obudzić twojego ducha walki.
Kiedy widzisz, że po prostu coś znosisz, nie mów: „Po prostu zacisnę zęby i wytrzymam”. Musisz znaleźć sposób, żeby podnieść się na duchu, bo tak właśnie mądrze znosi się trudności. Inaczej tylko się zajeżdżasz.
Budda mówi o sześciu różnych rzeczach, którymi możesz się cieszyć w trakcie praktyki i które podnoszą cię na duchu bez względu na to, jak zła jest sytuacja. Te rzeczy mogą dodać ci otuchy i uświadomić, że robisz tu coś naprawdę wartościowego.
Pierwsza z nich to radość z samej Dhammy. Mamy Dhammę, która mierzy się z wielkimi pytaniami życia i daje wielkie odpowiedzi. Nie cofa się przed pytaniami takimi jak: „Co dzieje się po śmierci? Jakie będą skutki moich działań? Na ile naprawdę mogę kształtować swoje życie? A na ile moje życie jest mi narzucone?”
Budda był bardzo krytyczny wobec przekonania, że wszystko jest zdeterminowane przez przeszłość albo że nie mamy wolnej woli. Mówił, że gdyby tak było, nie byłoby ścieżki prowadzącej do końca cierpienia. To właśnie dlatego, że mamy zdolność kształtowania obecnej chwili działaniami opartymi na intencji, możemy dokonywać zmian, a te zmiany mogą doprowadzić aż do końca cierpienia. To dobra Dhamma, w którą warto wierzyć, dobra Dhamma, którą warto przyjąć jako robocze założenie. Odkrył ją ktoś całkowicie czysty w swoich motywach, całkowicie czysty w sposobie, w jaki nauczał.
Pomyśl o tym. Dlatego Budda zaleca nie tylko przypominanie sobie Dhammy, ale też przypominanie sobie Buddy i Sanghi, jako sposoby dawania umysłowi radości, podnoszenia cię na duchu, ponaglania, pobudzania i dodawania otuchy.
Drugą rzeczą, która daje radość, jest radość z porzucania, a trzecią — radość z rozwijania. Chodzi po prostu o radość z tego, że możesz porzucać to, co nieumiejętne, i rozwijać to, co umiejętne. Jak powiedział Budda, gdybyśmy nie mogli tego robić, jego nauczanie nie miałoby sensu.
Zbyt często cieszy nas to, że rodzą się w nas pragnienia, a potem patrzymy, co da się zrobić, żeby je spełnić. Wiele z nich ma związek z chciwością, niechęcią i niewiedzą. Nasz problem polega na tym, że cieszy nas rozwijanie właśnie tego — niewłaściwych rzeczy. Powinniśmy nauczyć się czerpać radość z rozwijania uważności — z wychwytywania chwili, kiedy umysł ma się zaraz wplątać w coś nieumiejętnego, i z umiejętności powiedzenia: nie. Rozwijanie i porzucanie idą tu razem. Naucz się widzieć w tym zwycięstwo.
Pamiętaj, co Budda powiedział o zwycięstwie: „Lepsze niż zwycięstwo nad tysiącem innych ludzi jest zwycięstwo nad samym sobą” — a to znaczy, że musisz w sobie wyraźnie oddzielić te części, które mają wyjść zwycięsko, od tych, które w tej praktyce muszą zostać pokonane. Naucz się nie utożsamiać z tymi drugimi, tylko z tymi pierwszymi — bo one są po twojej stronie.
Pomyśl o pytaniu, które Budda każe ci sobie zadawać: „Jakie działanie, kiedy je podejmę, przyniesie mi długotrwały pożytek i szczęście?” Głosy w tobie, które mówią: „Pomyśl o długim okresie. Zadbaj o to, co długofalowe” — to są twoi prawdziwi przyjaciele; to oni powinni wyjść zwycięsko.
Czwarta rzecz to radość z odosobnienia. Może to oznaczać zarówno odosobnienie fizyczne, jak i odosobnienie umysłowe. Fizyczne odosobnienie to oczywiście sytuacja, kiedy odchodzisz od ludzi i masz trochę czasu sam ze sobą. Nawet jeśli zobaczysz wtedy w swoim umyśle wiele rzeczy, które ci się nie spodobają, lepiej je zobaczyć, niż żeby dalej pozostawały ukryte. Więc jeśli widzisz, że pojawia się chciwość, uciesz się samym tym: „Dobrze, widzę to”. To znaczy, że możesz coś z tym zrobić. Jeśli widzisz brzydkie nawyki, to znaczy, że teraz możesz coś z nimi zrobić.
Jest też odosobnienie umysłowe, kiedy umysł cichnie w stanie Właściwej koncentracji, odseparowany od swoich nieumiejętnych myśli. Naucz się to doceniać — tę ciszę umysłu. Ciesz się tym, że doprowadzasz umysł do stanu, w którym możesz zacząć dostrzegać w sobie naprawdę subtelne rzeczy. Nie wyciszasz się dla samego wyciszenia — wyciszasz się dla zrozumienia. To jest właściwe użycie odosobnienia.
Więc nie skupiaj się na tym, jak bardzo czujesz się samotny albo jak bardzo lubisz rozmawiać z innymi ludźmi. Zobacz, że teraz masz szansę zacząć podawać w wątpliwość sposoby postrzegania, które przejąłeś od społeczeństwa.
To była jedna z rzeczy, które doceniłem u Ajaana Fuanga, kiedy pierwszy raz go spotkałem. Mieszkałem już w Tajlandii dwa lata i w dużej mierze przyswoiłem sobie sporo podstawowych tajskich nastawień, które przenikały całe społeczeństwo. A tu był ktoś, kto wyszedł poza społeczeństwo i potrafił patrzeć na nie krytycznie — co znaczy, że nauczył się przyglądać swoim uwarunkowaniom i widzieć, które ich części są zgodne ze zwyczajami szlachetnych, a które nie.
Więc kiedy tak siedzisz w bezruchu i ciszy, możesz kwestionować swoje uwarunkowania. I możesz też kwestionować jeszcze bardziej podstawowe sposoby postrzegania. Na przykład kiedy tu siedzisz: masz poczucie, że wokół twojego ciała biegnie granica, ale czy naprawdę tak jest? Gdzie jest ta granica? Jak ją odczuwasz? To linia, którą rysujesz w wyobraźni. Skupianie się na energii oddechu pomaga wymazać tę linię, ten pomysł, że twoje ciało kończy się tam, gdzie kończy się żywioł ziemi. Wokół ciała też jest oddech, a granice tego ciała oddechowego są bardzo niewyraźne.
Więc kiedy siedzisz tu w medytacji, możesz patrzeć na to w ten sposób. Możesz wymazać wiele swoich wyobrażeń o ciele, umyśle i ich wzajemnej relacji. W ten sposób wiele się uczysz. A potem, kiedy musisz mieć do czynienia z ludźmi, przyjmujesz nastawienia potrzebne w kontaktach z ludźmi. Kiedy się poruszasz, musisz znowu przyjąć wyobrażenie, gdzie kończy się twoje ciało. Możesz używać tych wyobrażeń, a jednocześnie nauczyć się, że możesz je brać i odkładać. Na to właśnie pozwala odosobnienie. Więc naucz się czerpać z niego radość — zamiast czuć się samotnie.
Dwie ostatnie rzeczy, którymi możesz się cieszyć, to aspekty Nibbāny. Jedna z nich polega na tym, że Nibbāna nie niesie udręki i nikomu jej nie zadaje. Nikt nie doznaje szkody — ty nie doznajesz szkody i sam nikogo nie krzywdzisz. Pomyśl o wszystkich różnych przyjemnościach w życiu, które niosą szkodę, choćby o samym fakcie, że musimy jeść. Wszystkie podstawowe rzeczy potrzebne nam do życia obciążają innych ludzi i inne zwierzęta, oprócz tego, jak obciążają nas samych. Więc naucz się czerpać radość z myśli, że w końcu znajdziesz coś całkowicie wolnego od udręki.
Drugim aspektem Nibbāny, z którego warto się cieszyć, jest to, że jest wolna od uprzedmiotowienia: nie musisz tworzyć poczucia, kim jesteś, i nie musisz zmagać się ze wszystkim, co pojawia się jako skutek określania siebie jako istoty. Istoty określa to, jak się żywią — potrzebujesz świata, w którym możesz się żywić, a twój świat nakłada się na światy innych ludzi, którzy też się żywią. Dlatego kiedy Budda mówi o uprzedmiotowieniu w ten sposób, zawsze mówi też o tym, jak prowadzi ono do konfliktu. Ostatecznie chodzi o to, że jesteśmy tu po to, by znaleźć stan, w którym nie ma już żadnego konfliktu.
Uczenie się czerpania radości z tych sześciu rzeczy — z Dhammy, porzucania, rozwijania, odosobnienia, tego, co wolne od udręki, i braku uprzedmiotowienia — uczy nas na nowo, gdzie można znaleźć szczęście. Więc musisz świadomie postanowić, że nauczysz się cieszyć właśnie tymi rzeczami.
Budda daje wiele przykładów, jak myśleć, jak utrzymywać w umyśle określone sposoby postrzegania, a nawet jak oddychać, żebyś mógł się cieszyć tym, że jesteś tutaj, na ścieżce. Dzięki temu, kiedy przychodzą trudne rzeczy, które trzeba znieść, to przynajmniej nie musisz jeszcze znosić umysłu, który sam siebie obciąża. Umysł sam się podnosi. W ten sposób możesz znosić trudności, nie dając się im wyniszczyć. Skup się na swoich mocnych stronach. Skup się na tym, że jesteś na dobrej ścieżce i zmierzasz do dobrego miejsca. I ciesz się wszystkim, co się z tym wiąże.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Smoothing It
- Źródło oryginału
- dhammatalks.org
- Nota
- Tłumaczenie wygenerowane przez AI i skorygowane. Lektor AI. Bez zmian merytorycznych w treści nauk.