Rozpęd dzięki powściągliwości
Mowa wyjaśnia, że medytacja nabiera ciągłości i siły wtedy, gdy przenosimy ją do codziennego życia poprzez powściągliwość zmysłów i przestrzeganie wskazań etycznych. Chodzi o to, by uważnie badać, dlaczego patrzymy, słuchamy czy sięgamy po różne bodźce, i nie karmić umysłu tym, co wzmacnia chciwość, gniew czy złudzenie. Pomaga w tym utrzymywanie przyjemnego, spokojnego poczucia ciała i oddechu, dzięki czemu umysł nie jest tak głodny zewnętrznych przyjemności. Powściągliwość nie jest więc zamknięciem, lecz mądrym kierowaniem własnym umysłem i działaniem tak, by tworzyć bezpieczne schronienie dla siebie i innych.
Nagranie
Tekst mowy
Kiedy już zaczniesz praktykować medytację, następny krok to nauczyć się, jak ją podtrzymać i rozwijać, jak nadać jej rozpęd. To wykracza poza samo siedzenie z zamkniętymi oczami czy medytację w chodzeniu. Chodzi też o to, żeby wnosić medytację w codzienne życie — a można też powiedzieć: wnosić codzienne życie do medytacji — bo nie nabierzesz rozpędu, jeśli ciągle zaczynasz i przerywasz, zaczynasz i przerywasz. Staraj się, żeby praktyka była jak najbardziej ciągła.
Pomyśl o podstawowej zasadzie medytacji: próbujesz zyskać trochę rozumnej kontroli nad swoim umysłem, żeby nie błąkał się po myślach i emocjach, które szkodzą tobie albo innym; chcesz wzmacniać emocje i myśli, które naprawdę pomagają, które są umiejętne.
Kiedy nie siedzisz na poduszce i nie praktykujesz medytacji w chodzeniu, sprowadza się to do praktyki zwanej powściągliwością zmysłów.
Wielu z nas nie lubi słowa „powściągliwość” — brzmi tak, jakbyśmy mieli być zamknięci albo uwięzieni. Ale Ajaan Lee ma tu dobry obraz: mówi, że to jak z domem. Nie możesz cały czas zostawiać otwartych okien i drzwi, bo wejdą szkodniki. Jeśli w domu masz wściekłego psa, to wyleci z domu i zacznie napastować sąsiadów. Musisz więc wiedzieć, kiedy otworzyć drzwi, a kiedy je zamknąć; kiedy otworzyć okna, a kiedy je zamknąć. Na tym polega podstawowa zasada powściągliwości.
Dotyczy ona dwóch rzeczy. Pierwsza to to, co wpuszczasz do środka przez oczy, uszy, nos, język, ciało i umysł — innymi słowy, tego, na czym skupiasz się w tym, co dociera przez zmysły.
W ciągu dnia na coś patrzysz, czegoś słuchasz, i jeśli widzisz, że taki sposób patrzenia albo słuchania wywoła w umyśle chciwość, pożądanie, gniew albo dezorientację, musisz zapytać siebie: „Dlaczego patrzę na to w ten sposób? Dlaczego słucham w ten sposób?”
Powściągliwość nie znaczy, że zakładasz klapki na oczy albo zatyczki do uszu. Znaczy to, że przyglądasz się swoim powodom, dla których patrzysz i słuchasz, i tak samo z resztą zmysłów. Jeśli postępujesz zgodnie z tymi powodami, wzmacniasz te stany umysłu. Im bardziej w ciągu dnia wzmacniasz nieumiejętne stany umysłu, tym trudniej będzie się ich pozbyć, kiedy siądziesz do medytacji. To jest w gruncie rzeczy proces czegoś, co nazywa się metapoznaniem: robisz krok wstecz i patrzysz, jak kierujesz swoim umysłem.
Szczególnie wyraźnie widać to, kiedy wchodzisz do Internetu. Kiedy coś klikasz, musisz zapytać siebie: „Dlaczego klikam? Czego się spodziewam? Jaka część umysłu jest karmiona przez to wszystko, co tu wpada?” Jeśli widzisz, że patrzenie na pewne rzeczy w określony sposób wywołuje nieumiejętne emocje, nieumiejętne stany umysłu, zapytaj siebie: „Czy mogę spojrzeć na to inaczej?” Są sposoby patrzenia na pewne rzeczy, które budzą chciwość, ale można też spojrzeć na nie tak, że stają się mniej pociągające.
Dlatego właśnie mamy kontemplację ciała — możesz patrzeć na ciało w sposób, który czyni je bardzo atrakcyjnym, albo możesz pomyśleć o tym, co jest w środku. Gdybyś wyjął z ciała wszystkie jego części, co by zostało? Bałagan na podłodze, od którego chciałoby się uciec. A jednak kiedy wszystko jest pozszywane w środku, ciało wydaje się atrakcyjne, chociaż całe to wszystko leży tuż pod skórą. Co tu się dzieje? Jak umysł mówi sam do siebie? Jakie daje sobie powody, żeby patrzeć właśnie w taki sposób?
Kiedy trafiasz na coś, co budzi w tobie gniew, musisz zapytać siebie: „Czy jest jakiś sposób myślenia, który nie pozwoli mi dać się gniewowi pochłonąć?” Inaczej mówiąc, kierujesz swoim umysłem tak samo jak wtedy, gdy medytujesz. Kiedy medytujesz, ustalasz pewną zasadę: zostajesz przy oddechu, przy wybranym obiekcie, a wszystko inne, co nie ma związku z tym obiektem, puszczasz. W medytacji nie zastanawiasz się za bardzo, dlaczego chciałbyś o tych rzeczach myśleć — po prostu mówisz: „Nie, teraz tego nie potrzebuję” i puszczasz.
A potem, żeby umysł nie czuł głodu, dajesz mu coś dobrego, na czym może się skupić. Właśnie dlatego pracujemy z oddechem, próbując sprawić, żeby był przyjemny, próbując sprawić, żeby energia oddechu w ciele stała się czymś ciekawym, i uświadamiając sobie, że jeśli masz jakieś przewlekłe choroby albo przewlekłe bóle, możesz używać energii oddechu, żeby trochę je łagodzić. W ten sposób oddech może się stać ciekawym i przyjemnym miejscem, w którym można przebywać.
W gruncie rzeczy, kiedy Budda mówi o powściągliwości zmysłów, dostrzega, że często szukamy widoków, dźwięków, zapachów, smaków i wrażeń dotykowych dlatego, że umysł jest głodny — głodny przyjemności. Dlatego radzi dać mu coś przyjemnego w środku, czym może się karmić.
W porównaniu, które podaje, jest to jak sześć zwierząt: ptak, wąż, krokodyl, pies, szakal i małpa, każde na smyczy. Wiążesz końce tych smyczy razem, ale jeśli nie przywiążesz ich do słupa, zwierzęta będą ciągnęły, ciągnęły i ciągnęły każde w swoją stronę — małpa na drzewo, ptak w niebo. I najpewniej skończy się tak, że krokodyl pójdzie do rzeki, wciągnie za sobą całą resztę i wszystkie utoną.
Innymi słowy, jeśli nie ma powściągliwości, gonisz za widokami, dźwiękami, zapachami, smakami albo wrażeniami dotykowymi i wszystkie twoje wysiłki, by zyskać trochę kontroli nad umysłem, zostają przekreślone. Więc Budda zaleca przywiązać wszystkie te smycze do słupa. W tym przypadku tym słupem jest uważność ciała. Sprawiasz, że czuje się ono wygodnie dzięki temu, jak oddychasz. Więc w ciągu dnia staraj się utrzymywać w ciele poczucie wygody.
Być może za dużo byłoby wymagać, żebyś był świadomy każdego wdechu i wydechu, ale możesz zachowywać ogólne poczucie energii oddechu w ciele jako pola energii. Utrzymuj je rozluźnione; niech będzie otwarte i szerokie przez cały dzień. Jeśli widzisz, że gdzieś się zaciska, po prostu to rozluźnij. Jeśli znowu się zaciska, znowu to rozluźnij. Wtedy umysł ma coś dobrego, czym może się karmić, więc nie jest już tak głodny widoków i całej reszty na zewnątrz.
W ten sposób możesz patrzeć bardziej obiektywnie, z mniejszym głodem, na sam proces patrzenia; na proces słuchania. Możesz nabrać do tego dystansu; zobaczyć to jako proces przyczyny i skutku. Dostrzegasz, że karmiłeś swój umysł w bardzo nieumiejętny sposób, ale możesz się nauczyć karmić go lepiej. Jeśli potrafisz iść przez życie, utrzymując swoje centrum i zachowując wewnętrzne poczucie kontroli, to pomaga nadać praktyce rozpęd.
To właśnie znaczy otwierać i zamykać drzwi w odniesieniu do tego, co wchodzi do środka.
Jeśli chodzi o to, co wychodzi na zewnątrz, dotyczy to praktyki wskazań. Przestrzegamy wskazań nie dlatego, że ktoś da nam nagrodę za to, że jesteśmy grzecznymi chłopcami i dziewczynkami, którzy ich przestrzegają, ale dlatego, że to trening dla umysłu. Postanawiasz, że nie będziesz zabijać, nie będziesz kraść, nie będziesz dopuszczać się niewłaściwych zachowań seksualnych, nie będziesz kłamać, nie będziesz brać środków odurzających. I starasz się trzymać tej intencji.
A to wymaga rozwinięcia w umyśle kilku dobrych cech, które sprzyjają medytacji: uważności, żeby pamiętać o wskazaniach; czujności, żeby obserwować swoje zachowanie i upewniać się, że jest zgodne ze wskazaniami; oraz zapału, żeby się tego trzymać — bo będą chwile, kiedy wskazania zostaną wystawione na próbę.
Załóżmy, że ktoś prosi cię o informację, o której wiesz, że pewnie ją nadużyje albo źle wykorzysta. Jak nie podać tej informacji, nie kłamiąc? I jak oprzeć się pokusie, żeby powiedzieć jakieś niewinne kłamstewko i wygładzić sytuację z innymi ludźmi?
Praktyka wskazań wyciąga na wierzch wiele ciekawych rzeczy z twojego umysłu. Znowu: uczysz się o swoich intencjach, bo na tym polega cała praktyka. Jak powiedział Budda, to przez nasze intencje kształtujemy obecne doświadczenie z surowego materiału, który pochodzi z naszej przeszłej kammy, a zbyt często nie bardzo wiemy, jakie są nasze intencje w chwili obecnej. To właśnie znaczy niewiedza — nie jest nam naprawdę jasno, dlaczego robimy to, co robimy. Dlatego podejmujesz wskazania, żeby rozproszyć tę niewiedzę.
Budda uważał wskazanie przeciw kłamaniu za najpoważniejsze, bo jeśli okłamiesz kogoś i podasz mu fałszywe informacje, mogą one przez długi czas wpływać na jego zachowanie. Jak powiedział, w niektórych przypadkach to nawet gorsze niż zabicie tej osoby. Więc trzeba być bardzo ostrożnym.
Tak łatwo powiedzieć małe kłamstwo. A jednak kiedy zaczynamy usprawiedliwiać małe kłamstwa, zaczynamy usprawiedliwiać większe, a wtedy nasze słowa tracą wartość. Zaczynamy stawiać w sobie mury, mury wyparcia, a tego jako ktoś, kto medytuje, nie chcesz. Chcesz, żeby wewnątrz umysłu wszystko było szeroko otwarte.
Więc chociaż w tym naszym domu ćwiczymy powściągliwość — otwieramy i zamykamy drzwi, wpuszczamy do domu tylko dobrych gości i wypuszczamy do sąsiedztwa tylko dobrych ludzi — to wewnątrz domu mamy szeroki, otwarty stan, w którym wszystko jest odsłonięte. Wtedy dużo łatwiej zobaczyć, co robisz. Jeśli masz zwyczaj stawiania w sobie małych murów, murów wymówek, to podczas medytacji te mury będą ci przeszkadzać.
I znowu: trudno nabrać rozpędu, kiedy raz wpadasz na mur tu, raz na mur tam. Chcesz, żeby twój umysł był jak najbardziej otwarty. Chcesz jasno widzieć swoje intencje, bo ta moc, którą mamy, by kształtować swoje doświadczenie — jeśli używamy jej w niewiedzy, prowadzi do cierpienia. Ale jeśli mamy jasność co do swoich intencji, możemy użyć mocy intencji, żeby stworzyć w sobie ścieżkę — ścieżkę w naszym postępowaniu, słowach, czynach i myślach — która może doprowadzić do końca cierpienia.
Tak więc w przypadku powściągliwości nie chodzi tylko o to, żeby się powstrzymywać. Chodzi o to, żeby mądrze prowadzić swój dom. W ten sposób tworzymy w sobie dobry fundament Dhammy.
A to, co wychodzi na zewnątrz, też będzie dobre. Tego właśnie potrzebujemy. Za nasze działania odpowiadamy bardziej niż za cokolwiek innego, więc chcemy, żeby były dobre dla nas samych i dobre dla ludzi wokół nas.
Bardzo trudno znaleźć na tym świecie bezpieczne schronienie. Ale jeśli potrafisz jasno widzieć, co robisz, kiedy to robisz, i robić tylko to, co uważasz za najlepsze, tworzysz bezpieczne schronienie dla siebie i dla innych.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- Momentum Through Restraint
- Źródło oryginału
- dhammatalks.org
- Nota
- Polska wersja została przygotowana w ramach niezależnego projektu edukacyjnego. Więcej o sposobie pracy: O projekcie.