Przy zdrowych zmysłach w chwili śmierci
Ta mowa podkreśla, że śmierć jest największym nieuniknionym zagrożeniem w życiu, dlatego zamiast lekkomyślności powinniśmy rozwijać przezorność i przygotowywać umysł zawczasu. Medytacja, kontemplacja ciała oraz rozwijanie uważności i Właściwej koncentracji pomagają nie dać się porwać lękowi przed utratą ciała, zmysłowych przyjemności czy skutkami dawnych nieumiejętnych działań. Thanissaro Bhikkhu pokazuje też, że szczególnie ważne są Właściwy pogląd, pamięć o własnym dobru oraz wypracowanie głębszego, niezależnego od zmysłów szczęścia. Gdy człowiek nie boi się śmierci, ma większą szansę pozostać przy zdrowych zmysłach w chwili umierania i dokonać mądrych wyborów.
Nagranie
Tekst mowy
Niedaleko stąd jest pożar i to przypomina, że kiedyś może ruszyć też w naszą stronę. Pytanie brzmi: czy jesteś gotów? Mamy skłonność wypierać to, że skoro złe rzeczy mogą przydarzać się innym ludziom na świecie, to mogą też przydarzyć się nam. Wypieramy to.
To właśnie jest samozadowolenie, brak pilności — a Budda powiedział, że to podstawa wszystkich nieumiejętnych cech. Zamiast tego musimy rozwijać pilność, przypominając sobie, że istnieją zagrożenia. A wielkim zagrożeniem w życiu jest oczywiście to, że umrzemy, i tego nie da się uniknąć. Kiedyś to nastąpi. W konkretnych sytuacjach możesz uniknąć śmierci, ale któregoś dnia i tak cię dopadnie. Pytanie brzmi: czy jesteś gotów odejść?
Kiedyś czytałem po francusku serię biografii, żeby odświeżyć język. Zauważyłem, że zwłaszcza w wypadku ludzi zajmujących się polityką, im byli starsi, tym silniejsze stawały się ataki przeciwko nim. Można by pomyśleć, że ludzie trochę odpuszczą, widząc, że ci są już starzy i słabi, ale właśnie wtedy ataki robiły się naprawdę brutalne.
To samo dzieje się przy śmierci. Jesteś słaby, ciało zaczyna szwankować, a do tego jeszcze umierasz. I to jest właśnie wyzwanie. Nie możesz po prostu się poddać i odejść. Będziesz dokonywać wyborów. Te wybory wyznaczą twój dalszy kierunek, a będą zależeć od stanu twojego umysłu.
Chcesz dopilnować, żeby stan twojego umysłu był jak najlepszy. Właśnie dlatego medytujemy: żeby bez względu na to, jak źle dzieje się w ciele, bez względu na to, jak źle dzieje się na świecie, umysł nadal był silny. Żebyśmy mogli utrzymać uważność. Żebyśmy mogli zachować przytomność umysłu.
Wiele osób, kiedy umiera, wybiera miejsca, do których nikt przy zdrowych zmysłach nie chciałby trafić. Ale z drugiej strony, kiedy umierasz, bardzo rzadko jesteś przy zdrowych zmysłach. Żeby być wtedy przy zdrowych zmysłach, trzeba się przygotować.
Budda mówi, że przy śmierci pojawiają się cztery przyczyny lęku: lęk przed utratą ciała, lęk przed utratą ludzkich przyjemności zmysłowych, lęk, że złe rzeczy, które zrobiłeś w życiu, sprowadzą karę w następnym życiu, oraz lęk wynikający z nieznajomości prawdziwej Dhammy.
Ludzie, którzy mają ten ostatni lęk, niekoniecznie ujęliby to w ten sposób. Chodzi o to, że nie mają żadnej pewności, co się stanie przy śmierci; nie mają żadnego dowodu, że istnieje coś takiego jak Bezśmiertelność. Więc w ich świadomości zieje wielka dziura — wielka pustka — i to przeraża.
Dlatego przez medytację staramy się przygotować na takie rodzaje lęku.
Na przykład lęk przed utratą ciała. To jeden z powodów, dla których praktykujemy kontemplację ciała. Przechodzisz przez ciało, część po części, i pytasz siebie: której części naprawdę warto się trzymać? Która z nich naprawdę jest warta tego, żeby do niej wracać? Kiedy rozłożysz ciało w ten sposób, nic w nim nie jest pociągające.
Robimy to po to, żeby nie pociągała nas myśl o powrocie do jakiegokolwiek ciała. Zwykle dzieje się tak, że w chwili śmierci uświadamiasz sobie, że nie możesz zostać w tym ciele, i pojawia się okazja, żeby pójść do innego. Wiele osób po prostu się na to rzuca. Czasem chodzi po prostu o samą możliwość, żeby mieć jakiekolwiek ciało, i chwytasz się tego.
W innych wypadkach możesz mieć wizję bardzo atrakcyjnego ciała: albo takiego, które sam mógłbyś przyjąć, albo ciała kogoś, kto w tamtym świecie mógłby zostać twoim partnerem. Ale to, że ciało wygląda dobrze, według jakichkolwiek kryteriów oceniasz urodę, nie znaczy jeszcze, że będzie zdrowe, nie znaczy też, że życie będzie dobre. I to, że ktoś inny jest atrakcyjny, też nie znaczy, że będzie się z nim dobrze żyło.
Jest mnóstwo naprawdę pięknych ludzi, którzy żyją nieszczęśliwie. Ich uroda staje się przekleństwem — więc warto o tym pamiętać. I znowu, dlatego właśnie kontemplujemy ciało. Przyzwyczajaj się do tego, żeby w myślach zdejmować skórę i wyjmować różne organy, kłaść je na ziemi, tak żeby kiedy przyjdzie czas śmierci, taka reakcja na każde piękne ciało, które pojawi się w twoim umyśle, była natychmiastowa.
Jeśli pojawi się niebiańskie ciało, możesz sobie powiedzieć: no i co? Ciało devy może nie mieć tych samych części co ciało ludzkie, ale devy mają skłonność do samozadowolenia. Wyobraź sobie, jakie byłoby życie w jednym z niebios, gdzie wystarczy pomyśleć, że czegoś chcesz, a to od razu się pojawia. Łatwo zobaczyć, jak można się tam rozpieścić. A kiedy stamtąd spadasz, spadasz boleśnie.
Ale jeśli w medytacji potrafisz rozwinąć któryś ze stanów bezforemnych — trwanie przy poczuciu nieskończonej przestrzeni, poczuciu nieskończonej świadomości, nicości — to nie czujesz się tak zagrożony, kiedy jesteś wypychany z tego ciała. Wiesz, że umysł ma dobre miejsca, do których może pójść, i nie potrzebuje do tego ciała. Może spokojnie przyjąć fakt, że ciało się rozpada.
Ajaan Fuang miał uczennicę, której pewnej nocy, kiedy medytowała, pojawił się w medytacji głos mówiący: „Dziś w nocy umrzesz”. Powiedziała sobie: „No cóż, jeśli mam umrzeć, to mogę równie dobrze umrzeć, medytując”. I dalej medytowała.
Powiedziała, że to było tak, jakby jej ciało zamieniło się w płonący dom. Nieważne, do którego pokoju by weszła, nie dało się tam zostać, bo wszystko stało w ogniu. Wtedy przypomniała sobie przestrzeń. Skupiła się więc na przestrzeni i ogień w domu w ogóle przestał jej zagrażać.
A kiedy później wróciła do ciała, wszystko znowu się uspokoiło i wróciło do normy. I wyciągnęła z tego ważną lekcję: jeśli w medytacji potrafisz mieć dostęp do przestrzeni, nie czujesz się tak zagrożony, kiedy ciało cię wypycha, i jest mniejsze prawdopodobieństwo, że podejmiesz pochopne i niemądre decyzje. Chętniej dajesz sobie trochę czasu i jesteś trochę bardziej wybredny co do tego, dokąd pójdziesz. To może pomóc przynajmniej częściowo przezwyciężyć lęk przed utratą ciała.
Jeśli chodzi o lęk przed utratą przyjemności zmysłowych, Budda każe rozważyć, że są przyjemności zmysłowe lepsze niż ludzkie. I że można medytować także jako deva.
W Kanonie jest świetna historia o człowieku, który po śmierci odradza się jako deva. Spotyka inną devę — okazuje się, że byli przyjaciółmi w ludzkim życiu i razem recytowali. Tamta deva mówi: „Porecytujmy jeszcze trochę!” — i tak robią. To prowadzi do dalszej praktyki Dhammy, która chroni przed typowym problemem niebiańskich światów: popadaniem w samozadowolenie.
Mamy ten sam problem w ludzkim świecie: robi ci się wygodnie — masz ładną chatkę, ładny dom, czujesz się bezpiecznie — i zaczynasz się lenić. Kiedy stajesz się devą i masz pałac devy, skłonność do lenistwa jest jeszcze większa. Dlatego ważne jest, żebyś miał jasność: dokądkolwiek trafisz, chcesz praktykować, chcesz mieć możliwość praktyki i chcesz z niej skorzystać.
Dlatego dobrze jest rozwijać te rodzaje radości, o których mówiliśmy ostatnio: radość z Dhammy, radość z porzucania, radość z rozwijania. Chcesz, żeby to stało się twoją drugą naturą.
Jeśli potrafisz rozwinąć przyjemność i zachwyt, które płyną z koncentracji, dajesz sobie alternatywę dla zmysłowości. Nie ciągnie cię wtedy tak bardzo do przyjemności zmysłowych jakiegokolwiek rodzaju.
Inaczej łatwo wpadasz w pułapkę.
Ajaan Mun opowiadał, że przypomniał sobie, iż przez 500 kolejnych wcieleń odradzał się jako pies. Trudno wyobrazić go sobie jako psa, ale mówił, że tak było. A jeśli przydarzyło się to jemu, to pewnie przydarzyło się też tobie. Jak sam mówił, skąd to się brało? Z tego, że zadowolił się psimi przyjemnościami zmysłowymi. Więc uważaj na zmysłowość.
Ta fascynacja myśleniem o seksie, jedzeniu i wszystkich innych przyjemnościach zmysłów może pojawić się w chwili śmierci i ściągnąć cię w dół. Dlatego pamiętaj, że jest alternatywa. Rozwijaj tę alternatywę i wyrób sobie do niej upodobanie: alternatywę, jaką daje przyjemność i zachwyt z koncentracji, przyjemność związana z formą albo z tym, co bezforemne. Wtedy, gdy będziesz umierać, nie poczujesz się tak zdesperowany i zagrożony.
Jeśli chodzi o lęk przed karą, czasem, kiedy zbliżasz się do śmierci, zaczynasz myśleć o tym, co robiłeś: o chwilach, kiedy — jak powiedziałby Budda — byłeś okrutny, o chwilach, kiedy nie chroniłeś ludzi będących w niebezpieczeństwie. Może się zdarzyć, że ukaże ci się zły świat.
Najgorsze, co może się wtedy stać, to że powiesz sobie: „No pięknie, tyle dobrego zrobiłem w życiu, a teraz spadam do złego miejsca. Budda musiał się mylić. Właściwy pogląd pewnie też jest błędny”. To naprawdę ściągnęłoby cię w dół.
Ale jeśli przypomnisz sobie, że nie zrobiłeś niczego, co automatycznie musiałoby ściągnąć cię do niższej sfery, że masz w sobie trochę dobra i że trzymasz się Właściwego poglądu, to może zamknąć drogi do tych niższych sfer. Więc pamiętaj, jak ważny jest Właściwy pogląd.
Nawet jeśli w tym życiu zrobiłeś złe rzeczy, nie muszą one koniecznie ściągnąć cię w dół. To nastawienie, które odrzuca Właściwy pogląd, ściąga cię w dół. Miej więc silne przekonanie, że twoje czyny — twoje dobre czyny — naprawdę mają moc i że możesz oprzeć się na pamięci o nich.
I wreszcie, poznanie prawdziwej Dhammy: to wymaga, żebyś miał przynajmniej przebłysk Bezśmiertelnego, tak byś wiedział, że w umyśle jest coś poza przestrzenią i czasem. Śmierć sięga tylko tam, gdzie jest przestrzeń i czas. W umyśle jest coś, czego śmierć nie może dotknąć.
Kiedy to zobaczysz, jak mówi Budda, nie ma już lęku o to, dokąd pójdziesz po śmierci. Może być lęk przed bólem związanym ze śmiercią albo przed tym, że twoje życie zostanie przerwane. Ale taka jest natura życia. Ono zawsze zostaje przerwane.
Pomyśl o ludziach żyjących teraz w strefie wojny. Jakiekolwiek mieli plany dla swojego życia i swoich rodzin, właśnie zostały nagle ucięte — i taka jest natura życia w ogóle. Koniec życia to nie jest ładne domknięcie, w którym wszyscy zbierają się wokół i mówią, jak bardzo cię kochają, a wszystkie plany, które miałeś, dochodzą do końca. Natura życia jest taka, że rzeczy się urywają, zostają przerwane. Więc trzeba być gotowym.
Możesz powiedzieć: „No dobrze, może nie tym razem. Może następnym razem uda mi się dokończyć to, co chciałem zrobić”, ale jedyne prawdziwe domknięcie, jakie pojawia się w tym świecie, to przebudzenie. Cała reszta to po prostu świat niedokończonych spraw i przerwanych żyć.
Więc rób, co możesz, póki masz tę możliwość praktyki, póki warunki są sprzyjające. Nie trać pilności. Możesz przygotować się na śmierć tak, żeby się jej nie bać. A kiedy się jej nie boisz, wtedy umierasz przy zdrowych zmysłach i jesteś w dużo lepszym położeniu, żeby dokonać mądrych wyborów.
Źródło i licencja
- Oryginalny tytuł
- In Your Right Mind at Death
- Źródło oryginału
- dhammatalks.org
- Nota
- Tłumaczenie wygenerowane przez AI i skorygowane. Lektor AI. Bez zmian merytorycznych w treści nauk.